W ostatnią sobotę zamiast zwykłego treningu zorganizowałyśmy sobie z 2 koleżankami szkolenie jazdy w dosiadzie wyścigowym :D W tym celu przygotowałyśmy sobie siodło skokowe z najbardziej wysuniętymi w przód tybinkami jakie znalazłyśmy w stajni, a ja przy okazji wygrzebałam na strychu dziadków starą stiplówę z popręgiem ! Pokryta była toną kurzu, ale udało mi się ją doprowadzić do stanu używalności. Dopasowałam do niej małe strzemionka z siodła szetlanda i czapraczek. Do tego wszystkie trzy ubrałyśmy się w białe bryczesy i kolorowe kurtki, żeby dżokejsko wyglądać ;P
Naszymi końmi wyścigowymi zostały gniady wałach, 12-letni Artefakt x ( kiedyś ledwo liznął torów ) i moja ukochana Sunny Sunday xx, 9-letnia kasztanka która kiedyś biegała na Słowacji, bez większego powodzenia. Hania i Gosia wzięły „na spółę” Artefakta, starego, spokojnego wyjadacza, a mi ( ku uciesze ) zostawiły nieco narwaną kobyłkę. W boksie akurat wsuwała sianko, więc stała spokojnie. Wyszykowałam Sańcię, w siodełko stiplowe, nawet się nie rzucała, i poszliśmy na maneż. Instruktorka z lonżą, żeby nas trochę rozkręcić. Poskracałyśmy na maxa strzemiona i heja ! Mnie trzeba było po dżokejsku podrzucić.
Pierwsze wrażenia – ale jazda ! Kiedyś już stępowałam w wyścigowym siodle, ale to było pro. Kasztanka szła dziwnie spokojnie, czuła powagę sytuacji ;) . Potem wzięli mnie na lonżę. Postępowałyśmy i … kłusik. Szok ! Prawie zleciałam. Dodam, że kłusowałam stojąc w strzemionach trzymając się paska wytoka. Straznie mną trzepało, nie mogłam utrzymać równowagi. Później było już ok. Dziewczyny podobnie. Po lonży udało nam się pokłusować samemu, a następnym razem będzie już galop ! :D
Zdjęcia w aparacie Hani, 60 km od mojego domu. Dodam wkrótce. Na razie jakieś stare foto Artiego i Sańci.
Już mi opisy jazd typu "najpierw jeździliśmy stępem i kłusem na lonży a potem już nie" z pamiętników niespełnionych pisarzy nosem wychodziły. A tu widzę ktoś mnie miło zaskoczył :)
Już mi opisy jazd typu "najpierw jeździliśmy stępem i kłusem na lonży a potem już nie" z pamiętników niespełnionych pisarzy nosem wychodziły. A tu widzę ktoś mnie miło zaskoczył :)
Śliczne zdjęcia... :) :) :)
Już mi opisy jazd typu "najpierw jeździliśmy stępem i kłusem na lonży a potem już nie" z pamiętników niespełnionych pisarzy nosem wychodziły. A tu widzę ktoś mnie miło zaskoczył :)