Opiszę wam, przygodę z kucem Roxi - Maciusiem ;) Na początku naszej znajomości, śmiałyśmy się z dziewczynami że ujeździmy Roxi kuca :D Na początku wsiadałyśmy na kantarku, na oklep i się oprowadzałyśmy tak dla zabawy ;) Potem, jakoś nas wzięło i zaczęłyśmy z nim pracę z ogłowiem i z siodłem. Głównie siedziałam na nim ja. Nie raz gdy Kasia spuściła mnie z lonży, przewoził mnie, co kończyło się zeskokiem z niego, ponieważ skakał przez płot do drugiego ogrodzenia, między drągami, a nie chciałam wylądować na drągu :D Z czasem, coś nam strzeliło żeby wziąć go w teren. Ja siedziałam na nim, a Kasia trzymała mnie na lonży. Maciek szedł bardzo czujnie, sprawdzając każdy cień :D Aż tu wyskoczyła niespodzianka - siwy koń, a na nim amazonka! Uciekaj kto może! :D Maciek strzelając dębika, wszedł w galop podejmując nie udaną próbę ucieczki :D Siwy koń, nie był nic lepszy, bał się takiego małego kuca, gdy podchodził, myślałam że mu oczy wyjdą na wierzch. Gdy dziewczyna podjechała do nas, rumaki zaczęły się obwąchiwać, i chyba stwierdziły że nie są takie straszne :D Na Maćka wsiadałyśmy bardzo rzadko, bo raz w miesiącu, zażyło się nawet że po półrocznej przerwie. I zważając na to jak rzadko chodzi pod siodłem, i na jakim etapie przestałyśmy go "szkolić", maleństwo bardzo dużo pamięta. Nawet już małe skoki ma za sobą ;) Ale najlepiej spisuje się w terenach. Na dzień dzisiejszy, mały nie chodził 2 miesiące, właśnie planujemy na weekend, żeby go trochę ruszyć ;)
Komentarze