Reklama

Rajdy konne Bieszczady

18/05/2010 11:33
Bieszczady. Kraina spokoju. Tam czas się zatrzymał, można odetchnąć, odpocząć. Tam właśnie wybrałam się na rajd konny. Byłam tam w 2006 jednak nie na rajdzie, a na miejscu z krótkimi wycieczkami konnymi. W zeszłym roku postanowiliśmy zrobić coś więcej, podjąć wyzwanie przemierzenia setek kilometrów na grzbiecie konia.

Po długiej podróży z Poznania wreszcie udało się nam dotrzeć o godzinie 23:40 do Czystogarbu. Gdy jechaliśmy tam po raz pierwszy wiedzieliśmy tylko, że mamy szukać jakiegoś zjazdu.. Więc jechaliśmy jedyną drogą, w zupełnej ciemności, mijając pola i drzewa, pola i drzewa.. W końcu naszym oczom ukazał się znak końca miejscowości. Hm, ciekawe. Zawróciliśmy i znów nic nie znaleźliśmy. Zrobiliśmy tak jeszcze kilka razy. Zrezygnowani zadzwoniliśmy do właściciela, który po nas wyjechał. Ku naszemu zdziwieniu, faktycznie była tam boczna ścieżka, zagubiona gdzieś pomiędzy krzakami. Dalej pojechaliśmy już za nim, nigdzie żadnej latarni, ciemno, aż w końcu zobaczyliśmy przytulny drewniany domek oświetlony jedynie mała lampką na ganku. Za drugim razem było już łatwiej. Na miejsce trafiliśmy również około godziny 23:40. Powitali nas inni uczestnicy rajdu, którzy już grzali się przy ognisku. Rozmawiając spędziliśmy tam jeszcze parę godzin.

Zabawa do późna spowodowała oczywiście późna pobudkę. Kiedy już wszystkim udało się zwlec z łóżek razem z właścicielem Romkiem i jego córką Majką, która była naszą przewodniczką poszliśmy złapać i wybrać konie dla siebie. Złapać, bo znajdowały się na wielohektarowym pastwisku. Sporo musieliśmy pomaszerować, bo były w najodleglejszym zakątku pastwiska. Każdy wybrał konia, moim dzielnym rumakiem został Buran, piękny gniady hucuł. Dodatkowo zabraliśmy ze sobą luzaka, w wypadku, gdyby któryś z naszych koni się obtarł, albo uciekł, bo takie historie się zdarzają. Przywiązaliśmy konie do wiaty i poszliśmy po przydzielone siodła, uzdy i sakwy do których można było włożyć tylko to co najpotrzebniejsze. Osiodłaliśmy konie, przytroczyliśmy śpiwory i wyruszyliśmy w nasza podróż.

Hucuły to niezwykle dzielne, silne i wytrzymałe konie. Przez 10 dni niosły nas na swoich grzbietach, średnio po 8 godzin (jednego dnia jechaliśmy nawet pełne 12!). Przewędrowaliśmy setki kilometrów, nasza trasa prowadziła z Czystohorbu przez Wole Michową, Roztoki Górne, Jaworzec, Małą Rawkę, Chmiel, Krywe, Rajskie do Horodka. Nie straszne hucułom były potoki, strome, prawie pionowe wzniesienia, jaki i długie galopy po bezkresnych łąkach. Ranki zwykle były słoneczne, niekiedy nawet upalne, ale po paru godzinach Bieszczadzkie niebo nagle zachodziło chmurami i padał ulewny deszcz, kilka razy złapała nas ostra burza, Az włos mi się jeżył. Po dotarciu na miejsce noclegu wszyscy byli przemoknięci, suchej nitki na nikim nie było, jednak nikt tym się nie przejmował, wszyscy byli uśmiechnięci i zadowoleni, humory dopisywały. Spaliśmy w różnych schroniskach, jednej nocy nad stajnią na sianie, raz pod namiotami. Wieczory spędzaliśmy przy ognisku śpiewając piosenki i wesoło rozmawiając, czy wspominając zabawne, a czasem także groźne momenty z tamtejszo dniowej trasy. Bo i groźne i nerwowe sytuacje się zdarzały, ale na pewno było ich mniej niż całej reszty. Jeśli chcecie poczuć dreszczyk emocji to jedźcie właśnie do Romka, u niego tego nie zabraknie.

Krajobrazy w Bieszczadach są niesamowite. Na grzbiecie konia można zobaczyć jeszcze więcej niż na własnych nogach. Konie zabrały nas tam gdzie ludzie nie dochodzą. Podążaliśmy nieuczęszczanymi już leśnymi ścieżkami, które nie raz znikały. Musieliśmy iść na wyczucie.. Konie same najlepiej wiedzą jaki obrać kierunek, więc daliśmy się im prowadzić. Oczywiście trafiły do celu.

W Bieszczadach jest niewiele osób. W trasie, Innych ludzi spotkaliśmy dopiero na połoninie. Mentalność tamtejszych ludzi jest niesamowita. Wszyscy są uśmiechnięci, zawsze pomogą. Ach, jakie to cudowne.

Opisywać mogę tu dużo.. To tutaj to tylko taki ogól piękna przygody w Bieszczadach.. Za rok jadę tam znowu. To jest to co kocham. Polecam taka wyprawę wszystkim fanom obcowania z końmi, spokoju , odpoczynku, ale również nutki adrenaliny. ; )
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    malwka 2012-02-10 15:31:05

    Tak Bieszczady są rzeczywiście piękne. Wola Michowa to kraina w której mieszkam i też jeżdżę konno. Można wiedzieć którędy dokładnie jechaliście przez Wolę Michową? Szlakiem konnym? Pozdrawiam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    pyla 2011-07-09 14:01:40

    Byłam :) Też wpierw jeździłam na Buranie :) Niesamowita przygoda

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Frantic Wind 2011-05-12 14:45:43

    Twój wpis bardzo na nowo zainspirował mnie do zorganizowania własnego rajdu w Bieszczadach ;) Co prawda minęło już 6 lat, ale mogłabyś podać mi namiary na stajnię pana Romana opisaną w notce? Przedstawia się zachęcająco.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama