Reklama

Relacja z wczorajszej jazdy

galopuje.pl
29/04/2012 21:18
Wczoraj pojechaliśmy do jednej stajni, ponieważ w Bryllandi wyjechała instruktorka, a nie chciałam znowu opuścić lekcję, gdyż dawno nie siedziałam w siodle. Mama umówiła mnie po lekcji tańca na 14:30. Stajnia mieściła się w Zawidowicach, gdzie jest krótko - może 10 minut jazdy samochodem. Właściwie już w tej stajni byłam parę razy - to właśnie w niej zaczynałam swoje pierwsze lekcje jazdy konnej, w niej pierwszy raz zagalopowałam z instuktorką Ewą na gniadej Zuzi (też stąd mój login :D), ale potem ciągle nie mieli instruktora (Ewa zaszła w ciążę i już nie wróciła do Starej Stajni - szkoda, była bardzo fajna), stajnia nie była zorganizowana, więc bałam się, czy chociaż teraz mnie mama zdoła umówić. Już się nie mogłam doczekać tej jazdy, na tańcu wcale nie mogłam się skupić, bo tylko o koniach myślałam :p
W końcu była 14:00. Mogę się szykować! Szybko ubrałam się w czarne bryczesy, założyłam sztyblety (ze względu na straszliwy upał, głupotą byłoby wziąć jeszcze sztylpy), uczesałam się, ukroiłam marchewek i pojechaliśmy! Nie mogłam się doczekać spotkania z Zuzią, klaczą która pierwsza wprowadziła mnie w świat jeździectwa. Gdy przyjechaliśmy od razu biegiem do stajni. Weszłam do niej i pierwsze co mi wpadło w oczy to mężczyzna ubrany w dżinsy i koszulę... Czy to instruktor? Ba! Wielki mi instruktor, wcale na niego nie wyglądał. Ale nim był :(
Tym razem dostałam Wiechlinę. Ten "instruktor" zaczął siodłać i czyścić konia, nawet nie powiedziałam, że sama potrafię to robić.
Gdy w końcu już koń był gotowy do jazdy, wsiadłam u poszliśmy na padok, gdzie niedawno były zawody towarzyskie (były poustawione stacjonaty, oksery, koperty itp.). Oprócz mnie przyszło też jakieś małżeństwo na jazdę na innym, płochliwym (!) koniu. Padok był okropnie duży, zaczęłam stępować. Ten instruktor nawet na mnie w tym czasie nie spojrzał. Spytałam mamę, czy mogę zakłusować, mama odpowiedziała, że dopiero wtedy kiedy się mną instruktor zajmie, ale tej chwili się nie doczekaliśmy, więc ruszyłam kłusem. Robiłam wolty, półwolty, półsiad itp. Kusiło mnie nawet żeby skoczyć przez małą stacjonatę ;)
Wkrótce zagalopowałam, patrząc czasem na tych "początkujących", którzy dopiero poznawali uroki jeździectwa. W końcu dziewczyna zeszła z konia, a na jej miejsce wsiadł jej chłopak. I co... tragedia! Ten instruktor nawet nie spojrzał, nie zauważył, nie zwracał uwagi na to, że włożył on całą stopę w stremię, pięty miał naciągnięte (palce w dół miał)... I jeszcze te stremiona. Nie chodzi o to, że sobie nie radził czy coś, ale wydaje mi się, że instruktor powinien dać mu jakąś uwagę! No nic, skupiłam się na jeździe. Pod koniec zajęć Wiechlina zaczęła skubać trawę i jedyną uwagę jaką dał mi ten "instruktor" to taka, żebym nie pozwalała jej opuszczać łba (nawet mi nie powiedział jak mam jej "nie pozwolć").Poszliśmy zapłacić i do samochodu. W sumie lekcja była dość fajna bo... Mogłam robić co chciałam! ;)
PS. Przepraszam wszystkich za to, że tak zwlekałam z uzupełnieniem artykułu.
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    redakcja 2012-05-07 18:04:19

    Już gotowe :p

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Qmarta 2012-05-07 13:52:29

    czekam i czekam i nie moge się doczekać ciągudalszego Twojej relacji, bo zaczeło się interesująco... i przerwałaś

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama