Ponownie inspiracją do napisania artykułu stało się forum portalu galopuje.pl. Mam pełną świadomość niechęci, czy co najmniej niepopularności, tematu który podejmuję. Otóż pojawiają się na forum często prośby o porady i wcale nierzadko dotyczą one spraw trudnych. Ostatnio znalazłem pytanie: jak zebrać konia?
Heh. Istna burza, od sarkazmu, wymądrzania się, inteligentnej ironii do wulgaryzmów włącznie, a tylko pomiędzy zdaniami meritum i to dotyczące tego czym owo zebranie jest a nie jak go dokonać, (poza jednym postem wokół którego właśnie rozpętało się to całe zamieszanie). Autor zadaje poważne (moim zdaniem zbyt ogólne) pytanie, nadzieja na odpowiedzi z których mógłby nauczyć konia tej sztuki wydaje się oczekiwaniem (o czym mógł się przekonać) zbyt idealistycznym. Może tym bardziej, że jak słusznie zauważyła jedna z uczestniczek dyskusji, zużyto na wyjaśnienie tego tematu tony papieru.
W tym miejscu dochodzimy chyba do sedna sprawy. Można było tego klienta forum chociaż naprowadzić na temat np. przez wyjaśnienie że zebranie jest właściwie wygięciem konia w pionie i że aby do niego łatwiej dojść powinniśmy najpierw ćwiczyć wygięcia w poziomie bo konie mamy zazwyczaj sztywne, polecić mu jakąś dobrą literaturę czy może film a tak został na lodzie, co najwyżej z przeświadczeniem, że nie warto..... Jeśli jednak napiszemy na profilu randkowym, że naszym zainteresowaniem jest zbieranie znaczków i poszukujemy czegoś tam, niekoniecznie spełnią się nasze oczekiwania w zakresie zbieractwa, chyba że na myśli mieliśmy zgoła inne kolekcje.. Nie wszystkie źródła wiedzy są wystarczająco uniwersalne, a taką mamy skłonność do przypisywania Internetowi!
Rzetelny proces nauki któremu, jeśli tylko mamy ochotę podać się, chociażby dla naszej satysfakcji i dobra konia, musi opierać się: Po pierwsze na nauczycielu ( innym autorytecie) w naszym przypadku będzie to instruktor, trener, doświadczony zawodnik. Po drugie na samodoskonaleniu się: przez korzystanie ze słowa pisanego, z obrazu, również korzystaniu z porad członków grupy czy społeczności, treningowi (i pewnie słusznie można wymieniać jeszcze wiele innych czynników). A to dopiero, dokonałem odkrycia Ameryki!:( Zdecydowane łatwiej napisać tego typu „mądrości”, trudniej je realizować, tym bardziej ze mogą zawierać jedynie odrobinę racji.
Godzina pracy trenerskiej to stówa, instruktora powiedzmy 30-50zł plus koszty dojazdu, to wszystko w miesiącu x8, no i utrzymanie konia w pensjonacie około tysiaka (z witaminami lekarzami, kowalami) i mamy niezłą sumkę ponad 2 tysięcy, jeśli pokusimy się o dalsze rachunki to x12 miesięcy i mamy ćwierć zupełnie już innej stówy. Staramy się to wszystko rozważnie łączyć, nawet gdy w grę wchodzą mniejsze kwoty, ale w sytuacji ekstremalnej bywa że rezygnujemy z nauczyciela i sami zaczynami zgłębiać jakiś temat.
Mamy wtedy świadomość że będzie ciężko, bo kto z osób pracujących przyznaje, że ma lekką pracę- chyba nikt, a więc do dzieła. Pierwsze schody które napotykamy to zrozumienie tego co np. autor ksiązki miał na myśli i często wybaczenie mu niejasnego opisu - nie zawsze są oni przecież wykształconymi dydaktykami.
Czytamy więc: Ręka jeźdźca poruszającego się na koniu powinna być nieruchoma. Bierzemy drugą książkę i ze zdumieniem znajdujemy takie zdanie: Ręka jeźdźca powinna podążać za ruchami konia. Jak jest więc z tymi rękami?
Możemy zadać pytanie na forum i może otrzymamy wyjaśnienie, lub tylko dowiemy się jak bardzo jesteśmy początkującymi jeźdźcami, ale to nic takiego i w tym przypadku jakoś to przeżyjemy.. Ale też z drugiej strony jesteśmy stworzeniami myślącymi, inteligentnymi i dociekliwymi. Jadąc konno w stępie zauważymy że, gdy unieruchomimy ręce koń będzie co krok pociągał nas za wodze, sami po 10 metrach dojdziemy do wniosku że, wtedy ręka nasza musi podążać za ruchem, inaczej w kłusiku, konik już nas nie ciągnie i może wtedy należy unieruchomić rękę? Aaa... o to chodziło, pomyślimy, obaj autorzy mieli rację tylko....
Czyż wtedy nie poczujemy drobinę satysfakcji? Nie uwierzymy że, jesteśmy krok do przodu? Wiemy że nie zawsze będzie tak łatwo, ale my jesteśmy nie tylko mądrzy, ale wytrwali, pozytywnie uparci, a naszą nieuleczalną fobią jest dobro konia. Przy okazji by uzupełnić temat rąk skoro zostały one przywołane jako przykład, to inna sprawa która nas często nurtuje: z jaką siłą należy trzymać wodze jadąc na kontakcie? Spróbujmy takie pytanie (jest ono konkretne, a odpowiedzi mogą być zwięzłe) zadać w dyskusji na forum.
Pewnie rad będzie sporo, bo wiąże się ono z ważkim tematem, z tak zwaną „miękką ręką”. Nie wątpię że przeczytamy określenia siły wyrażone gramach, dekagramach, może kilogramach, tak zresztą jak we wspomnianej dyskusji na początku artykułu. Tymczasem prawda jest tylko jedna, jak mawiał mój znakomity trener i tę prawdę niekoniecznie przeczytamy w odpowiedzi lub w ogóle gdzieś przeczytamy ( mnie do tej pory się nie udało), mianowicie: Należy przytrzymać wodze z taką siłą, aby zrównoważyć ich ciężar - i tyle, nic więcej dodać ni ująć (nawet pół grama, który na dodatek nie wiadomo jak zmierzyć bo z dynamometrami w dłoniach trochę wyglądalibyśmy dziwnie). I tak sobie myślę, czy już wystarczająco siebie i Was zmobilizowałem lub zniechęciłem do ciężkiego i kosztownego wysiłku jakim jest zdobywanie rzetelnej wiedzy jeździeckiej?.
Przeczytałem to co napisałem do tej pory i nasuwa się z tej całej pisaniny chyba tylko jeden sensowny wniosek: Należy zawsze zachować odpowiedni dystans do słowa.. Trochę mało jak na taki potok!. Czytam więc drugi raz i zaczynam odczuwać powoli frustrację. Na co, to całe napinanie się na rzetelną, wszechstronną wiedzę i ciężką pracę. Nie lepiej żeby zajęli się tym wyłącznie zawodnicy, albo przyszli zawodnicy oraz obecni i przyszli trenerzy? A my, skoro trzymamy się już jako tako w siodle, czerpali tylko przyjemność z jazdy i pogalopowali sobie na pobliską górkę, nasycili oczy budzącą się do życia przyrodą? A może wcale nie jest tak trudno-jeśli to pasja? A może mamy nadzwyczajny talent i wszystko przychodzi nam samo? Czy cały ten artykuł ma sens, czy jest to zwykłe ble ble ble, jakich nieskończenie wiele? Jedynie frustracja belfra (bynajmniej z zawodu)?.
P.S. Chyba skrócę swoje cierpienia i pójdę pooglądać Class horse TV w języku włoskim, którego na razie nie znam:)
prawdziwe slowa , pozdrawiam Hanna Krawiec
Rzetelny i ciekawy artykuł jakich mało :) Pozdrawiam i dołączam do grona subskrybentów.
Bardzo fajny i ciekawy artykul. Lekko sie czyta i daje powod do rozmyslan :)