Ludzie - koniarze , mają taką naturę , że bardzo i szybko przywiązują się do konia :) Najczęściej do tego z którym przebywają często i na którym jeżdżą . Lub po prostu do własnego konia . To jest normalne . Ale niestety te cudowne zwierzęta nie żyją wiecznie , no i na pewno żyją krócej od nas . Czasami też nie umierają ze starości , ale też z innych przyczyn np. choroby. Przychodzi czas , w którym musimy się z nim pożegnać . To strasznie boli , ale nie możemy wiecznie się nad tym użalać , ale też nie możemy zapomnieć . W końcu to był nasz przyjaciel .
Jak sobie z tym poradzić ?
Przekonałam się o tym na własnej skórze , więc coś wiem. Przez pierwszy tydzień chodziłam jak zbita , nie miałam humoru . Nie potrafiłam nic powiedzieć na temat koni , bo to wywoływało u mnie płacz. Najgorsze co można zrobić w takiej sytuacji , to duszenie to w sobie . Najlepiej wygadać się bliskiej ci osobie przykładowo - przyjaciółce . Tak właśnie zrobiłam , kosztowało mnie to wiele łez , ale było warto . Bo od razu mi się ciut lepiej zrobiło :)
W końcu więcej osób może się o tym dowiedzieć i kpi sobie z Ciebie , że się tak tym zamartwiasz . No tak przecież dla nich to tylko koń . . tylko . . koń :< To boli , ale gdy o tym myślimy i się tym przejmujemy , dobija bardziej. Po jakimś czasie , ból zmaleje . No ale przecież nie można zapomnieć o tym koniu . . przecież to był przyjaciel . Nie trzeba o nim zapominać :) Ale nie powinno się o tym często myśleć .
Ja czasem , wieczorem . . zamykam się w pokoju , patrzę w zdjęcie mojego kochanego przyjaciela i wspominam te wszystkie piękne chwile . Takie wspomnienia są najpiękniejsze
Poruszyła mnie twoja historia:(
Ech... ja też mam za sobą śmierć jednego takiego szkółkowego konia, którego strasznie lubiłam... Wiem, jakie to uczucie...
:(