witam:) opowiem wam o przyjacielu mojego dziadka który miał konie. pewnego dnia, powiedziałam tacie ,że chciałaby, zacząć jazdę konną i powiedziałam od razu o koledze mojego dziadka. pan Stefan ,miał ok. 6 koni.. i zawsze przyjeżdżał do mojego dziadka z wozem. ale tata powiedział że konie są niebiezpieczne. no ale opowiedziałam tez dziadkowi że bym chciała jeździć. a mój dziadek jest kochaany i powiedział że zobaczy co da się zrobić. gdy miałam jazdy już w kieszeni, u pana Stefana pojawiła się choroba nogi nie nie mógł już chodzić koło koni i musiał je sprzedać. ale ciągle tłumiła się we mnie nadzieja, że jeszcze zdążę.. gdy kilka dni później poszłam do dziadka to on mnie poinformował że pan Stefan nie żyje i znowu muszę czekać na jakąś nową osobę z koniem.. P.S sorry za błędy, a panu Stefanowi pokoju [*]
Kurcze, to musiało być okropne.. ;/Ten pech.. że już prawie miałaś jazdy w kieszeni.. No ale sam fakt, że ten pan umarł...Trzymam kciuki za Twoje jazdy.. z resztą.. Sama wiesz. ;)
Kurcze, to musiało być okropne.. ;/Ten pech.. że już prawie miałaś jazdy w kieszeni.. No ale sam fakt, że ten pan umarł...Trzymam kciuki za Twoje jazdy.. z resztą.. Sama wiesz. ;)
Kurcze, to musiało być okropne.. ;/Ten pech.. że już prawie miałaś jazdy w kieszeni.. No ale sam fakt, że ten pan umarł...Trzymam kciuki za Twoje jazdy.. z resztą.. Sama wiesz. ;)
to smutna historia *