Reklama

Sobotnia jazda

galopuje.pl
10/10/2010 20:48
W sobotę byłam na koniach z moją koleżanką Izą (na galopuje ma nick koniara926). Musiałyśmy wstać o 7 i umówiłyśmy się o 7:30 pod lewiatanem, ale oczywiście zaspałyśmy i ledwo co zdążyłyśmy na autobus. Po jeździe przyjechał po nas tata Izy.

W stadninie byłyśmy już po 9. Weszłyśmy i zostały nam przydzielone konie. Ja dostałam Nową, a Izka Sonie. Tak więc poszłyśmy do siodlarni po uwiąz i szczoteczkę, gdy dowiedziałam się, że Nowej nie ma, bo jest na jeździe. Więc pomogłam koleżance w czyszczeniu i siodłaniu konia. Po zrobionych zabiegach pielęgnacyjnych poszłyśmy na halę, gdzie zastałam Nową. Wsiadłam na nią i rozpoczęłyśmy wolnym stępem.

Oprócz nas jeszcze na hali były 2 osoby. Po rozgrzewce przeszłyśmy do kłusa anglezowanego, potem ćwiczebnego. Następnie robiłyśmy wolty i półwolty. Wreszcie nadszedł czas na moje ulubione ćwiczenie - półsiad przez drągi. Zrobiłyśmy kilka kółek przez drągi w kłusie anglezowanym, a następnie w półsiadzie. Potem przyszedł czas na zagalopowanie. Niezbyt mi szło na Nowej, ale w końcu udało się po kilku interwencjach instruktorki. Izie szło nawet ładnie.

Galop nie był ostatnim punktem programu na sobotę. Po galopie pojechałyśmy na ścieżkę, czyli mini tor przeszkód. Nawet dobrze mi szło, gdyby nie to, że Nowa stwierdziła, że nie chce jej się przechodzić przez kładkę. Wchodziła na nią, po czym odrazu zchodziła. Nie dawałam za wygraną. Instruktor mówiła, że jeszcze wczoraj przechodziła przez kładkę, tylko teraz się jej coś uwidziało, więc męczyłam się z nią, a i tak mnie nie słuchała. W końcu weszła na nią instruktorka i kilka razy usiłowała ją nakierować na tą kładkę aż po kilku razach przeszła. Potem mi się też udało.

W między czasie naszej "walki" z kładką, Iza obserwowała na Soni nasze zmagania, gdy nagle kobyłka usłyszała swojego źrebaka na pastwisku obok i poszła w jego stronę (obok ścieżki znajdowało się pastwisko, lecz było ono ogrodzone ogrodzeniem). Iza próbowała ją zatrzymać, jednak bezskutecznie. Sonia zatrzymała się wpatrzona w swojego źrebaczka pasącego się na pastwisku. W końcu jeden z panów poszedł po nią i przyprowadził ją. Tak oto minęła nasza godzina, a nawet półtory godziny jazdy (bo została przedłużona o 30 minut na potrzeby ścieżki). Bardzo mile je wspominam, nawet uśmiech mi się rodzi na twarzy gdy przypominam sobie o tym wybryku Sońki. :)
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama