Znacie Barbi? Każdy ją zna! Piękną, złotą grzywę ma! Kiedy widzę ją z daleka, serce w gardło mi ucieka! Chętnie się podzielę z Wami, tym co było między nami. Tyle chwil i wspomnień tyle, poczytajcie, czytać mile. Nie wiem, jak dobrze przekazać... Wszak bez końca można gadać. Posłuchajcie... Zobaczycie, jak ten koń mi zmienił życie :)
Otóż i jest. BARBI. Najważniejszy koń w moim życiu. Przyjeżdżam do stajni, otwieram boks i... już jestem szczęśliwa! Złotogrzywa kasztanka patrzy na mnie z ukosa, z tą swoistą przekorą, która składa się na jej charakterek. Wiem, że może niekoniecznie mnie kocha, ale akceptuje mnie, to na pewno. Mogę jej zaufać. To specyficzna więź.
Nasza przygoda zaczęła się mniej więcej cztery lata temu. Dużo? Mało? Na przestrzeni życia może to nie tak wiele, ale dla mnie to ogrom czasu, ogrom wspomnień i ogrom doświadczeń, a przede wszystkim ogrom przywiązania do rudej koniczynki. Zaczęło się tak niewinnie, właściwie przypadkiem... Barbi była konikiem prywatnym, udało mi się opiekę nad nią w zamian za jakiś wkład pracy. Byłam przeszczęśliwa i pełna entuzjazmu. Stukot kopyt, kołyszący ruch, tchnienie lasu na twarzy, a w duszy muzyka. Znacie to, prawda? :) I ja to dobrze poznałam dzięki "mojej" Barbi, która nieustannie dawała mi lekcje życia, ale i pozwoliła doświadczyć pełniej tego życia, niż kiedykolwiek miałam okazję wcześniej. My, koniarze, dobrze wiemy, jak jeden konik może wypełnić każdy dzień. To niezwykłe, a także szalone. Ależ ja chcę być szalona! Czas mijał, jak to on, szybko, na złamanie karku. Coraz lepiej dogadywałam się z Barbi, chociaż oczywiście nie obywało się bez zgrzytów. Ruda miała swój pomysł na życie, była przekorna, często uparta, krnąbrna i niejednokrotnie baaaardzo niechętna do jakiegokolwiek wysiłku. Nie zrażało mnie to, mogłabym tak trwać przy niej jeszcze długo, długo... Wiadomość przyszła nagle, z dźwiękiem telefonu. Barbi została sprzedana. To był dla mnie ciężki okres, jednak nie byłam w stanie tak po prostu odłożyć na bok bagażu wspomnień i uczuć. Przez pół roku przemierzałam okoliczne wsie, aż w końcu... TAK, ZNALAZŁAM JĄ. W miejscu, gdzie przysłowiowy diabeł mówi "dobranoc". Była. Tak, to była naprawdę ona. Pamiętała mnie, tak sądzę, chociaż może to naiwna wiara zakochanej w koniu dziewczynki. Niech i tak będzie. Spróbowałam porozmawiać z nową właścicielką - to była najlepsza rzecz, jaką mogłam zrobić. Udało się! Znów mogłam pracować z Barbi! Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ze względu na bardzo trudny dojazd, ale nigdy nie pomyślałam, że nie warto! I tak... trwamy już cztery wspólne lata, próbując dogadać się w każdy możliwy sposób. Szukając kompromisów. Wątpiąc i odzyskując wiarę. Marząc. Osiągając. Tracąc. Odbudowując. Nie jest to łatwa relacja, o nieee. Ale też jest najlepsza, jaką kiedykolwiek miałam i wierzę, że będzie jeszcze lepiej!
Pracujemy trochę naturalnie, trochę klasycznie. Mamy za sobą podstawy Seven Games, Join up, pracę TTeam i masaż TTouch. W wakacje planujemy rajd nad morze.
Nie pojechałyśmy nigdy zawodów, ale mogę jechać do lasu tylko na halterze i potrafię jej zaufać. Nie umiemy robić piruetów, ale galopuję przez pole z zawrotną prędkością i ufam, UFAM. Nie jesteśmy elastyczne i przepuszczalne, ale, na wzór kowboy"ów, zganiamy krowy z pastwiska. Koń nie zbiera się w każdym chodzie, ale chętnie ściga się z sarnami, a nawet własnym cieniem. I dla mnie jest idealnie, o to w tym wszystkim chodzi. O korelację między tym, czego chcę ja i tym, czego chce koń. Razem możemy odczuwać i doświadczać. Kocham "mojego" konia, za wszystko to, czego mnie nauczył i za wszystko, co pozwolił mi doświadczyć. Czasem do oczu cisną się łzy frustracji, ale to tylko etap. Stopień do pełniejszego zrozumienia. Zrozumienia czego? Myślę, że sami dobrze wiecie :)
Przyznam, że bardzo trudno było mi wybrać ograniczoną ilość zdjęć. I tak zdecydowałam się na o wiele za dużo, ale jestem pewna, że gdy je przejrzycie, zauważycie, że każde jest wyjątkowe :) Może nie mamy zdjęć profesjonalnych, robionych najlepszymi aparatami, często są to po prostu ujęcia robione przez koleżankę na drugim koniu, ale chyba ważny jest sam ładunek emocjonalny i uwieczniona chwila.
Dziękuję tym, którzy znaleźli motywację, by przeczytać mój monolog. Mam nadzieję, że nie jesteście, moi drodzy, zawiedzeni :)
Fajowy wierszyk! Fotoblog :PP
Dziękuję za pozytywne komentarze :)
Przepiękne zdjęcia, powinnaś wygrać :D