Reklama

Świat według blondynek

02/02/2012 08:52
Znacie Barbi? Każdy ją zna!
Piękną, złotą grzywę ma!
Kiedy widzę ją z daleka,
serce w gardło mi ucieka!
Chętnie się podzielę z Wami,
tym co było między nami.
Tyle chwil i wspomnień tyle,
poczytajcie, czytać mile.
Nie wiem, jak dobrze przekazać...
Wszak bez końca można gadać.
Posłuchajcie... Zobaczycie,
jak ten koń mi zmienił życie :)


Otóż i jest. BARBI. Najważniejszy koń w moim życiu. Przyjeżdżam do stajni, otwieram boks i... już jestem szczęśliwa! Złotogrzywa kasztanka patrzy na mnie z ukosa, z tą swoistą przekorą, która składa się na jej charakterek. Wiem, że może niekoniecznie mnie kocha, ale akceptuje mnie, to na pewno. Mogę jej zaufać. To specyficzna więź.

Suche fakty dla ciekawych:
Imię: Barbi
Maść: kasztanowata z konopiastą grzywą
Rocznik: 2003
Od: Ballada
Po: Jankes (xx)
Rasa: szlachetna półkrew
Stanowisko: moje serce

Nasza przygoda zaczęła się mniej więcej cztery lata temu. Dużo? Mało? Na przestrzeni życia może to nie tak wiele, ale dla mnie to ogrom czasu, ogrom wspomnień i ogrom doświadczeń, a przede wszystkim ogrom przywiązania do rudej koniczynki. Zaczęło się tak niewinnie, właściwie przypadkiem...
Barbi była konikiem prywatnym, udało mi się opiekę nad nią w zamian za jakiś wkład pracy. Byłam przeszczęśliwa i pełna entuzjazmu.
Stukot kopyt, kołyszący ruch, tchnienie lasu na twarzy, a w duszy muzyka. Znacie to, prawda? :) I ja to dobrze poznałam dzięki "mojej" Barbi, która nieustannie dawała mi lekcje życia, ale i pozwoliła doświadczyć pełniej tego życia, niż kiedykolwiek miałam okazję wcześniej. My, koniarze, dobrze wiemy, jak jeden konik może wypełnić każdy dzień. To niezwykłe, a także szalone. Ależ ja chcę być szalona!
Czas mijał, jak to on, szybko, na złamanie karku. Coraz lepiej dogadywałam się z Barbi, chociaż oczywiście nie obywało się bez zgrzytów. Ruda miała swój pomysł na życie, była przekorna, często uparta, krnąbrna i niejednokrotnie baaaardzo niechętna do jakiegokolwiek wysiłku. Nie zrażało mnie to, mogłabym tak trwać przy niej jeszcze długo, długo...
Wiadomość przyszła nagle, z dźwiękiem telefonu. Barbi została sprzedana.
To był dla mnie ciężki okres, jednak nie byłam w stanie tak po prostu odłożyć na bok bagażu wspomnień i uczuć. Przez pół roku przemierzałam okoliczne wsie, aż w końcu... TAK, ZNALAZŁAM JĄ. W miejscu, gdzie przysłowiowy diabeł mówi "dobranoc". Była. Tak, to była naprawdę ona.
Pamiętała mnie, tak sądzę, chociaż może to naiwna wiara zakochanej w koniu dziewczynki. Niech i tak będzie. Spróbowałam porozmawiać z nową właścicielką - to była najlepsza rzecz, jaką mogłam zrobić. Udało się! Znów mogłam pracować z Barbi! Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ze względu na bardzo trudny dojazd, ale nigdy nie pomyślałam, że nie warto!
I tak... trwamy już cztery wspólne lata, próbując dogadać się w każdy możliwy sposób. Szukając kompromisów. Wątpiąc i odzyskując wiarę. Marząc. Osiągając. Tracąc. Odbudowując. Nie jest to łatwa relacja, o nieee. Ale też jest najlepsza, jaką kiedykolwiek miałam i wierzę, że będzie jeszcze lepiej!

Pracujemy trochę naturalnie, trochę klasycznie. Mamy za sobą podstawy Seven Games, Join up, pracę TTeam i masaż TTouch. W wakacje planujemy rajd nad morze.

Nie pojechałyśmy nigdy zawodów, ale mogę jechać do lasu tylko na halterze i potrafię jej zaufać. Nie umiemy robić piruetów, ale galopuję przez pole z zawrotną prędkością i ufam, UFAM. Nie jesteśmy elastyczne i przepuszczalne, ale, na wzór kowboy"ów, zganiamy krowy z pastwiska. Koń nie zbiera się w każdym chodzie, ale chętnie ściga się z sarnami, a nawet własnym cieniem.
I dla mnie jest idealnie, o to w tym wszystkim chodzi. O korelację między tym, czego chcę ja i tym, czego chce koń. Razem możemy odczuwać i doświadczać. Kocham "mojego" konia, za wszystko to, czego mnie nauczył i za wszystko, co pozwolił mi doświadczyć.
Czasem do oczu cisną się łzy frustracji, ale to tylko etap. Stopień do pełniejszego zrozumienia. Zrozumienia czego? Myślę, że sami dobrze wiecie :)


Przyznam, że bardzo trudno było mi wybrać ograniczoną ilość zdjęć. I tak zdecydowałam się na o wiele za dużo, ale jestem pewna, że gdy je przejrzycie, zauważycie, że każde jest wyjątkowe :) Może nie mamy zdjęć profesjonalnych, robionych najlepszymi aparatami, często są to po prostu ujęcia robione przez koleżankę na drugim koniu, ale chyba ważny jest sam ładunek emocjonalny i uwieczniona chwila.

Dziękuję tym, którzy znaleźli motywację, by przeczytać mój monolog. Mam nadzieję, że nie jesteście, moi drodzy, zawiedzeni :)




Materiał zgłoszony na konkurs galopuje.pl
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stajennica 2012-02-06 22:15:03

    Fajowy wierszyk! Fotoblog :PP

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Canter 2012-02-05 12:54:54

    Dziękuję za pozytywne komentarze :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Julia Koniara 2012-02-05 09:18:50

    Przepiękne zdjęcia, powinnaś wygrać :D

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama