Syberiada za oknem,śnieg prószy,krajobraz bajkowy. Mam za sobą porcję solidnego treningu , nosimy wodę z domu do stajni,a to niezły kawałek. Jak co roku,woda w stajni odmówiła współpracy. Pięć klaczy pije niczym marynarze na stałym lądzie,na zapas ,). Czyż prorok Mahomet nie twierdził, że kto utrzymuje pięć klaczy pod swym namiotem zbawiony będzie, słowa Mahometa brzmią jak muzyka, bo liczę na litość i zbawienie,gdy po tych hardcorowych treningach przyjdzie mi, jako jedynego środka lokomocji używać wózka inwalidzkiego.).
Chwilowy sarkazm koi duża porcja cudownej kofeiny, kawa smakuje w taki dzień szczególnie.Ta bajkowa sceneria za oknem prowadzi myśli ku wspomnieniom,obrazki same napływają pod powieki.Parę lat wstecz utrzymywałam ogiera na punkcie rozpłodowym.Mówią potocznie byłam ogierniczką.Przeczytam w jakiejś broszurze,że ogiernik kryje klacz własnoręcznie, ) co wprowadziło mnie w stan zdumienia. Ogier był państwowy,szlachetny i bardzo urodziwy.Niestety stacjonował na terenie oblężonym przez konie zimnokrwiste.Jak wiadomo,nadrzędnym celem utrzymywania tych koni w naszym pięknym państwie jest dostarczanie smacznej źrebięciny.
Czemu zawdzięczamy taki stan,skoro jesteśmy narodem zakochanym w koniach i tradycje sarmackie niepokornie burzą naszą krew?O tym innym razem,bo ten niegodny temat niczym plama na honorze Polaka hodowcy..Wracając do ogiera był piękny i bardzo mądry.Gdyby zdarzali się faceci z taką finezją,mądrością,dumą i muskulaturą ,to gratulacje.Ogier miał być na chwilę został na lat 9 !Z powodu zaistnienia ogiera nasza stajnia stała się miejscem częstych odwiedzin okolicznych hodowców.Przyjeżdżali kiwali głowami,zastanawiali się zasępieni,ogier był blisko,to ich nęciło,rodowód niczym aramejska księga ,nie przemawiał do nich w szczególny sposób.Nie zwracali uwagi na ciekawe konie ,które zawierał,bo co z tego ,że był tam tunezyjski wybitny we Francji arab i kilkukrotnie AQUINO,i parę równie wybitnych koni min. RONCEVAL i BOLIVAR itd.W końcu przyjeżdżali,rozpoczynał się rytuał,dochodziło do komicznych sytuacji.Pewien pan uprzednio umówiony ,przybył z klaczą i z miejsca spytał, gdzie jest mój mąż ? Ponieważ,jak to mówią na gębę nie upadłam,natychmiast odparowałam; przecież to nie mój mąż ma kryć klacz,tylko ogier!
Pan spojrzał na mnie zdumiony i zamilkł.Innym razem leżałam złożona grypą,za oknem śnieżyca, jak dzisiaj,przyjechała klacz na kawę do ogiera.Głowa mi pęka,mam 39 stopni,ale facet przyjechał potężny kawał drogi wierzchem na klaczy.I co szczególnie mnie ujęło przywiózł pod płaszczem butlę koziego mleka ,bo wiedział ,że lubię.I jak mogłam go odesłać z kwitkiem?ubrana niczym eskimoska,spełniłam usługę,dwa razy się przewracając w zaspę,nie miałam sił utrzymać ogiera.Pan za każdym razem pomagał mi wstać,otrzepywał i skruszony przepraszał . Jak mi pożnie j doniesiono klacz się zaźrebiła ,co zawsze mnie i GERBERA bardzo cieszyło .On zapewniał sobie nieśmiertelność przez powołanie na świat kolejnego potomka, a ja doświadczałam zadowolenia z tytułu dobrze wykonanej usługi " wszak ogiernik kryje własnoręcznie "
Komentarze