Świetnie doskonale wszyscy o tym wiemy, że akcje tworzą reakcje. I nie mam tu na myśli, oczywiście, skutków wody wlanej do kwasu, czy tam na odwrót, a zachowania, które przedstawić można schematami: człowiek -] człowiek, człowiek -] koń i oczywiście koń -] koń, bo wbrew wszystkiemu, w udanej pracy zarówno z ludźmi jak i końmi to wszystko ma znaczenie. Zdziwieni?
Zaczniemy od schematu pierwszego, mianowicie: reakcja wynikająca ze współpracy człowieka z człowiekiem. W tej sytuacji mam na myśli "podschematy" nauczyciel -] uczeń, nauczyciel -] nauczyciel oraz uczeń -] uczeń.
W sytuacji, gdy do czynienia mamy z relacjami między nauczycielem i uczniem, bywają różne schematy zachowań. Jeden uczeń będzie dla trenera miły, inny będzie oschły, a jeszcze inny będzie się buntował i robił wszystko po swojemu. Co w takiej sytuacji może zrobić nauczyciel? Myślę, że to kwestia podejścia. W ostatnim felietonie poruszyłam temat "starej szkoły jeździeckiej", toteż nie pozostało mi nic innego, jak się do niego odwołać. Stosunki w "starej szkole" były naprawdę różnorakie, ale każdy z nich opierał się właśnie na WZAJEMNYM SZACUNKU. Nauczyciel potrafił być naprawdę ok w domu, kiedy piło się z nim herbatę, podczas gdy w czasie treningu stawał się zupełnie innym człowiekiem. I nie, nigdy nie było do nikogo o to żalu.
Na początku człowiek trochę się mieszał, czasem obrażał, ale później wszystko znowu było dobrze, gdy siadało się z trenerem ponownie przy herbacie i omawiało trening na spokojnie. Ktoś pomyśli - dobrze, ale czym to się różni od treningów przeprowadzanych aktualnie? Ano tym, że wtedy widać było indywidualne podejście trenera - na jednych darł się bardziej, na innych mniej ; ) Teraz jazdy prowadzone przez "obojętnych instruktorów" zawsze wyglądają tak samo - neutralny wyraz twarzy, znudzony głos i komendy - "proszę od A ruszyć kłusem...". A gdy się nie uda, powtarza to samo. I ciągle, ciągle to samo. Aż się człowiekowi krew w żyłach zagotowuje, a w głowie krąży myśl: "Jak, pacanie, skoro łydkę nie wiem jak przyłożyć?!". I wtedy powoli kwitnie ten oto brak szacunku, o którym wspominałam nieco wyżej. Bo ważną częścią tej całej "szkoły" jest to, żeby odpowiednio się nastawić. A tego nastawienia niestety naszym aktualnym instruktorom brakuje.
Kolejny schemat: nauczyciel -] nauczyciel, to chyba najbardziej niebezpieczne zestawienie. Jeżeli dwoje instruktorów się nienawidzi, w stajni panuje naprawdę paskudna atmosfera - zaczynają się kłótnie o uczniów, fochy za to, że "on pojechał w teren z tobą, a nie ze mną". Dlatego, moim skromnym zdaniem, tego zestawienia powinno się unikać jak ognia w stajni, bo skutki są doprawdy podobne.
No i zestawienie najlepsze: uczeń -] uczeń. Świetne, bo potrafi zmobilizować do pracy każdego. Sądzę, że znacznie lepiej się instruktorowi pracuje w grupie, w której każdy ma chęć rywalizacji - wtedy poziom jazdy zdecydowanie się podwyższa, a uczniowie mają mobilizację do tego, by wszystko co robią, robić idealnie. Niestety, taka ludzka natura, dlaczego więc odrobinę by tego nie wykorzystać? Wszystko oczywiście z umiarem, bo kłótnie między uczniami również nierzadko mają wpływ doprawdy destrukcyjny na atmosferę w stajni. A przecież każdy doskonale wie o tym, jak wielkie znaczenie ma właśnie ta cała atmosfera.
Kolejny główny schemat to człowiek -] koń. Tak, tutaj można polemizować, bo przecież dobry jeździec powinien siadać na każdego konia, niezależnie od tego, czy go lubi, czy nie. Trzeba jednak pamiętać o tym, że komfort jeźdźca jest ważniejszy od tego, czy ktoś się obrazi. Z autopsji wiem, że jazda na koniu, do którego nie ma się za grosz zaufania czy chociażby sympatii, z treningu czyni paskudną mordęgę, a nie przyjemną lekcję, na której możemy się czegoś ciekawego nauczyć. Kwestią więc jest zniwelowanie odczuwania "konkretnej sympatii", przynajmniej moim zdaniem, za pomocą bardzo prostej metody - każdy jeździ na każdym koniu, z którym może potrafić dać sobie radę, a do którego nie razi widocznej urazy. I mówiąc "widoczna uraza", mam na myśli brak strachu przed podejściem do konia czy innych sygnałów nadawanych przez jeźdźca, które pokazują brak tolerancji wobec zwierzęcia.
Przy tym wszystkim należy pamiętać również o tym, że i konie mają swoich człowieczych ulubieńców. Jednej osobie pozwoli taki koń na sobie robić wszystko, a drugą wysadzi z siodła po trzydziestu sekundach galopu - niestety, nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć, toteż nie pozostaje nam nic innego jak działanie metodą "prób i błędów".
No i ostatni schemat, mianowicie: koń -] koń. Każdy, kto jechał w zastępie z koniem, który kopie, doskonale zna tego konsekwencje (niektórzy po dziś dzień mają blizny na kolanach/udach itd. ;)). Dlatego tak ważne jest układanie zastępu w sposób taki, by wszelakich niedogodności jak najłatwiej uniknąć. W tej sytuacji jednak potrzebna nam jest wiedza z zakresu "końskiej społeczności", czyli - kto z kim, gdzie, jak, kiedy i pozycje hierarchiczne w stadzie. To może wydawać się śmieszne, ale zagłębianie tajników tej magicznej wiedzy, niedostępnej dla większości koniarzy, ma nierzadko bardzo wielki wpływ na to, czy nasz nowy kolega/nowa koleżanka w pierwszym terenie "straci kolano".
Komentarze