Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
a pro po urazu młodego konia do wędzidła. Mój dupek pod którym teraz jeżdżę ma takie przykre doświadczenia z wędzidłem. Ma na imię Regan (4 lata) mam go w galerii. Jeżdżę na nim tylko w weekendy bo w tygodniu szkoła. Gdy tylko się zdejmie kantar zadziera łeb do góry. Na początku pracy z nim założenie wędzidła po dobroci zajęło mi 15 min. co widział właściciel i osoba która go zraziła. Osoby które chciały mi pomóc spławiałem nie raz używając epitetów. Cierpliwość i zacięcie sprawiły, że po 1,5 miesiąca koń walczy tylko 3 minuty. Podczas pracy pod siodłem wodzę są na lekkim kontakcie. Jako cel postawiłem sobie zaprzyjaźnić się z wędzidłem i jazdą po kawaleryjsku.W stępie skręty i wolty wykonuje już na samych impulsach łydek bez wędzidła. W kłusie dobrze reaguje na pomoce chociaż w niedzielę woltę w prawo musiałem powtarzać 3 razy aż wykonał prawidłowo. Oczywiście zmiana chodów zatrzymanie i stanie jeszcze ma problemy po kłusie ustać ale wszystko z czasem. Wiem że lepiej dla konia jak chodzi codziennie no ale cóż osoba która miała się zajmować tym miśkiem ma podejście zarobić ale się nie narobić skutecznie pomaga tej osobie to że ma uraz kolana. A ja się za niego zabrałem z nadzieja że ułożę sobie konia do kawalerii... czas pokaże
tez wole jezeli najpierw jest ta wiez miedzy koniem anie "chamskie" zakladanie wedzidla bez wczesniejszego zapoznania ;) szkoda tylko ze coraz wiecej ludzi tak robi ;/ ciekawy artykul ;)
Bardzo dobry artykuł :)Ja również uważam że relacja koń - człowiek powinna być oparta na miłości i wspólnym zrozumieniu.Można wtedy więcej zdziałać :)
Popieram takie podejście do koni, Montana :)))))
a pro po urazu młodego konia do wędzidła. Mój dupek pod którym teraz jeżdżę ma takie przykre doświadczenia z wędzidłem. Ma na imię Regan (4 lata) mam go w galerii. Jeżdżę na nim tylko w weekendy bo w tygodniu szkoła. Gdy tylko się zdejmie kantar zadziera łeb do góry. Na początku pracy z nim założenie wędzidła po dobroci zajęło mi 15 min. co widział właściciel i osoba która go zraziła. Osoby które chciały mi pomóc spławiałem nie raz używając epitetów. Cierpliwość i zacięcie sprawiły, że po 1,5 miesiąca koń walczy tylko 3 minuty. Podczas pracy pod siodłem wodzę są na lekkim kontakcie. Jako cel postawiłem sobie zaprzyjaźnić się z wędzidłem i jazdą po kawaleryjsku.W stępie skręty i wolty wykonuje już na samych impulsach łydek bez wędzidła. W kłusie dobrze reaguje na pomoce chociaż w niedzielę woltę w prawo musiałem powtarzać 3 razy aż wykonał prawidłowo. Oczywiście zmiana chodów zatrzymanie i stanie jeszcze ma problemy po kłusie ustać ale wszystko z czasem. Wiem że lepiej dla konia jak chodzi codziennie no ale cóż osoba która miała się zajmować tym miśkiem ma podejście zarobić ale się nie narobić skutecznie pomaga tej osobie to że ma uraz kolana. A ja się za niego zabrałem z nadzieja że ułożę sobie konia do kawalerii... czas pokaże
tez wole jezeli najpierw jest ta wiez miedzy koniem anie "chamskie" zakladanie wedzidla bez wczesniejszego zapoznania ;) szkoda tylko ze coraz wiecej ludzi tak robi ;/ ciekawy artykul ;)