Reklama

Taka jedna klaczka...

15/12/2014 15:27
Dopiero zaczynam pisać, więc o ile ktoś to przeczyta albo ogólnie to się pojawi na felietonach, to będzie sukces xD Ostatnio opisałam moje najciekawsze doświadczenia związane z końmi i podzielę się jednym z nich. Jeździłam w pewnej stajni, w sumie to bardziej gospodarstwie, ale mniejsza z tym. Wszyscy mieli swojego ukochanego konika, co go czyścili, głaskali, no i jeździli. Też tak chciałam, ale no... nie było wolnego konia. A 2 osoby to oczywiście tłum... Został, faktycznie, jeden wolny- jasnogniady kucyk o brzuchu jakby zaraz miał trojaczki urodzić, nienawiści do jeźdźców i innych koni. Tylko własne źrebaki lubiła- ONA- bo to była klacz. Pomyślałam, co tam, wyczyściłam, osiodłałam. Instruktor wysłał mnie na kółko, gdzie kucyk uciekł pod belkami, a moja głowa zapoznała się ze strukturą drewna. Co zabawne, właścicieli zasmuciło tylko zdrapanie farby z belki... No, więc wsiadłam na placu. Masakra, zero reakcji na wodze, łydy czy cokolwiek! Ale jeździłam, inni w galopie, a my sobie okręgi w kłusie robiłyśmy. Czy deszcze czy upały, powoli przeniosłam moją sympatię na siedzenie z nią na padoku i lonżowanie też. Potem galopowałyśmy, no i... inni to docenili. "WOW, JAKI SŁODKI KUCYK... DAJ POJEŹDZIĆ." Nie chciałam, ale to nie mój konik, nie miałam prawa głosu. Załamałam się, kiedy poniosła kogoś do stajni podczas jazdy. Już wiedziałam, że trzeba zacząć pracę od nowa. Zabrałam się za to, z pomocą tych, co ją zepsuli, zresztą bezużyteczną. Trudno. Ale ostatniego dnia w tej stajni, gdy reszta w juz na mnie w busie czekała (to był grupowy wyjazd), byłam jedyną osobą, przytulającą klaczkę na pożegnanie). Chodziło mi o to, że serio warto walczyć o jakiegoś konia. Nieważne, że niski, grubasek i taki jakiś. :)
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama