Miałam dziś krótko lekcje, więc przyszłam do domu na obiad, i przeszłam się na spacer do koni. Był tam Łukasz i trochę porozmawialiśmy i przyszedł trener, i powiedział ze możemy sobie wziąć Argona i Ahabka pojeździć ;P Więc ja wzięłam sobie Ahabka. Zaczęłam go czyścić i jak to on próbował mnie przykliszczyć do ściany musiałam trochę z nim pogadać :D Osiodłałam go, w stajni popręg już dopięłam bo wiedziałam że przed stajnią nie będzie stał spokojnie. Wyszliśmy, zmieniłam sobie jeszcze strzemię to chodził wokół mnie, jak złapałam wodze do wsiadania to stał spokojnie, a jak tylko włożyłam nogę do strzemienia to od razu ruszał, ale i tak ładnie jak na niego ;)
Pojechaliśmy na plac, koło jednej przeszkody przy lesie, co chwilę do kłusa przechodził coś mu się tam nie podobało. Rozstępowaliśmy i do kłusa, na początku zapylał jak głupi aż o pół okrążenia zostawiliśmy za sobą Argona i Łukasza :P Ale potem trochę zaczęłam go zbierać, fajnie łepek postawił i wolno szedł, cały czas oddawał łepek, super chodził w kłusie, potem nawet z dosiadu bez używania wodzy. Trochę postępowałam na luźniej, potem jak złapałam wodze i zaczęłam kłusować to od nowa zapylał ;/ Ale po chwili już ogarnęliśmy. Więc jechałam na cavaletti, między przeszkodami musieliśmy skręcać i skakał przez drążek głupeczek ;) Na drążkach bardzo fajnie, nie obił się ani razu. Znowu trochę odpoczynku i najpierw galop na lewo, a potem na prawo. Na początku w galopie fajnie, ale po chwili przyśpieszał, i tak różnie momentami przyśpieszał a momentami odpuszczał. Jeszcze woltami zakańczałam ściany, na woltach fajnie wolniutko. Fajnie chodził, więc nie męczyłam go dużo tylko od razu wzięłam się za jakieś malutkie skoki, najpierw jakieś 40 cm jak zwykle super się wybił, po przeszkodzie nawet dobra noga.
Skoczyłam to jeszcze raz też fajnie. Więc wybrałam inną przeszkodę, z lewego najazdu, po małym skręcie, wyłamał. Więc jeszcze jeden najazd z galopu, i znowu uciekł przed samą przeszkodą. Pojechałam to z kłusa to skoczył, wtedy chciałam z galopu i znowu wyłamanie. Tym razem go od razu zatrzymałam i cofnęłam, zagalopowałam i takim wolnym zebranym galopem najechałam, że nie miał jak już uciec, podszedł blisko ale skoczył to. Coś mu tam nie pasowało. Potem skoczyłam jeszcze przez beczki, co też nie stało wysoko. I Na koniec coś wyższego od tego co przedtem skakaliśmy, coś ok 80 cm, fajnie skoczył z daleka nie walnął, bez zastanowienia. Więc dałam mu luźną wodzę i wyjęłam nogi z strzemion i stępowaliśmy. Kilka kółeczek na placu, i do stajni, jak wyjechaliśmy z parkuru od razu ruszył kłusem ;p Złapałam wodze, ale w połowie drogi do stajni znowu mu oddałam, tak szybko szedł ale już nie kłusował. Ostatnio dobrze się dogaduję z nim, chciała bym w tym roku na jakieś zawody towarzyskie pojechać, tak się " pobawić " ;)
Komentarze