Dziś chciałam opisać moją ukochaną klaczkę (niestety w zeszłym roku zdechła:(). Poznałam ją na moim obozie konnym w SK Durok (wspomniałam o stadninie w poprzednim poście). Miała na imię Thessi. Jak to na każdym obozie, na początku trener przydziela każdemu konia. Ja dostałam właśnie Thessi. Zachwyciła mnie. Miała piękną, błyszczącą, skarogniadą sierść oraz białą gwiazdkę na czubku łba. Mało osób chciało na niej jeździć bo mówiły, że jeżdżą na te obozy już od 4 lat więc wiedzą, ze Thessi jest okropnie płochliwa. Ale ja się jej nie obawiałam. Od samego początku czułam że będziemy miały dobre relacje. Przed lekcją dokładnie ją wyczyściłam i osiodłałam (miała cuuuuuuuuuudowny czaprak-różowy w niebieskie korony). Weszliśmy na ujeżdżalnię. Wsiadłam. Nie wiedziałam do końca czego mam się spodziewać więc ruszyłam. Postępowałam trochę i zakłusowałam. W narożniku ujeżdżalni zagalopowałam i... W ŻYCIU NIE JECHAŁAM NA TAK MIĘKKIM KONIU! To było niesamowite uczucie. To jeszcze bardziej sprawiło, że pokochałam tego konia. Na następnym obozie też było bosssssssssko... Tyle tylko, że 2 dni po moim obozie zdechła. A wnikając w szczegóły to przez swoją płochliwość zakończyła swoje życie. Koń w boksie obok kopnął w ściankę i wypadła deska a ona się przestraszyła stanęła dęba i uderzyła w kant słupa stojącego w boksie. Tym samym połamała kręgosłup i zdechła ;(. Mimo, że minęło już pół roku nadal nie mogę się pozbierać więc chciałam o ty napisać a teraz mała fotka mojej ukochanej klaczki.
Komentarze