Reklama

Utrata przyjaciela...

11/10/2012 18:28
Chciałabym się podzielić moimi przeżyciami z wszystkimi koniarzami. Wiem, że często zdarzają się takie wypadki, ale po moim długo się nie pozbierałam... .
Zacznę od tego, że pól roku temu do stajni w której jeżdżę pojawił się w zamian za innego konia kary, piękny wałach o imieniu Burbon. Gdy usłyszałam, że przyjechał nowy koń nie mogłam się doczekać pierwszej jazdy. Niestety nie mogłam jeździć z przyczyn prywatnych i nie mogłam wypróbować współpracy z nowym mieszkańcem stajni. Po małym kryzysie umówiłam się na karego Burbona i strasznie spodobała mi się jazda, ale nie do końca był to mój dobry dzień. W ten dzień żegnałam instruktorkę, panią Ulę, wyjeżdżała do Paryża. Wiec była to pożegnalna jazda. Następne moje jazdy na Burbonie odbyły się na początku tego roku szkolnego, były dwie. Dwie i ostatnie... . Miałam się znowu umówić na karego, tym razem na teren, lecz nie zdążyłam. Został sprzedany. Przez ten czas zdążyliśmy się zaprzyjaźnić, spoglądał na mnie gdy wchodziłam na padok się przywitać. Szedł za mną, gdy gwizdałam. Jadł jabłka z mojej ręki, nie łapczywie, jak to zwykle miał w naturze, lecz obmacując przy wąchaniu zdobytego jabłka moje palce. Dawał się przytulać. I to wszytko przepadło, legło w gruzach. Utraciłam wiernego przyjaciela... . Nie życzę tego nikomu.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama