Reklama

Wakacje i konie

galopuje.pl
19/03/2011 20:44
Więc o 5 nas obudzili że czas na naszą wartę. Za żadne skarby nie mogłam wstać, spałam może z godzinkę. Poszłam najpierw obmyć twarz żeby przejrzeć na oczy, dziewczyny już poszły do koni. Wzięłam jeszcze moje lekarstwa i poszłam do nich. Było szarawo, dziewczyny siedziały pod śpiworem, oparte o murek, stwierdziłam że nie będę ich tam gniotła, i wzięła sobie drugi wojskowy śpiwór weszłam cała do niego, i sobie leżałam, nawet nie zauważyłam kiedy przysnęłam. Przebudziłam się po 7 rano, bo coś mia kapało na głowę i smyrało mnie w nogi. Kapała rosa z drzewa, a przy nogach smyrała mnie Zadra i Hawier. Miło było się przebudzić i pierwsze co zobaczyć końskie ryjki, za moją głową na ścieżce przeszła kobieta i nieco się zdziwiła jak zobaczyła mnie na ziemi w śpiworze :D Poleżałam jeszcze chwilkę, i stwierdziłam że czas wstać pochodzić trochę z Zadrą, ale nie zdążyłam tego zrobić bo wstał trener, i mieliśmy sprawdzić teren czy nie ma nic czym by mogły skaleczyć się konie, i czy płot jest dobrze odgrodzony żeby nie uciekły, odgrodziliśmy tylko jedną ścianę i spuściliśmy je i sobie chodziły i wcinały trawkę. W tym czasie i my poszłyśmy na śniadanie, i się nieco obmyć, i trochę porozmawiać. Potem dałyśmy koniom owsa, bo pić już nie musiały bo trawa z rana była wystarczająco soczysta i mokra. Ogarnęliśmy w remizie, i przed 10 zaczęliśmy siodłać konie, a o 10 już ruszaliśmy. Pierwsze co pojechaliśmy do sklepu po małe zapasy na drogę. Potem jechaliśmy dość spory kawałek ulicami, gdzie był asfalt to jedynie co kłusowaliśmy co jakiś czas. Mieliśmy zamiar dotrzeć do Starogardu Górnego, w końcu znaleźliśmy jakąś polną ścieżkę, co prawda między gałęziami i trochę oberwaliśmy, ale nie można było tak cały czas jechać ulicą. Znaleźliśmy pole którym przegalopowaliśmy na skróty. Byliśmy już prawie w starogardzie górnym, było bardzo gorąco, przejechaliśmy obok znajomych p.Mietka, gdzie napoiliśmy konie (przedtem długi czas stępowaliśmy bo znowu były ulice). Starogard górny jak sama nazwa mówi był u góry, i najkrótszą drogą żeby ta się dostać były schody, ogromne schody nie pamiętam ile ich tam było, ale w życiu pod taką ilość nie szłam. Kto napoił swoje konie, miał iść zobaczyć te schody i czy się nadają, jak tak to miałyśmy pod nie podchodzić. Ja z Julią ruszyłyśmy pierwsze, wyglądały w miarę ok, bo z boku była ścieżka gdzie koń spokojnie mógł iść. Więc ruszyliśmy pod nie. W połowie już ścieżka była coraz węższa a my już nie miałyśmy sił iść pod te schody, jednak cofnąć się było za bardzo ryzykowne bo było stromo, Juli Gala zeszła na schody, Zadra też coś już mi wariowała, już miałam chwile zawahania, ale nie było czasu na takie rzeczy, po chwili konie zeszły na ścieżkę i poszłyśmy dalej. W końcu doszłyśmy na szczyt. Byłyśmy tam jako pierwsze, dałam Juli Zadrę do przytrzymania i poszłam załatwić potrzeby fizjologiczne ;P Jak przyszłam po Zadrę nikogo jeszcze nie było oprócz nas. Ale było już słychać resztę grupy. Pierwszy wszedł po nas p.Wojtek z workiem ogórków :) Za nim cała reszta, tylko p.Roman siedział na koniu :D Jak weszli to pierwsze słowa p.Mietka "A Skąd wy tu się już wzięłyście" :D A my poszłyśmy na pierwszy ogień xD Na szczycie były piękne widoki i miejsce z ławkami do posiedzenia gdzie zrobiliśmy sobie przerwę. Usiedliśmy na ławki czy tam trawę, i wcinaliśmy ogórki :D

Po jakimś czasie ruszyliśmy dalej, jednak nie na długo bo kawałek dalej zatrzymaliśmy się u jakiegoś znajomego o imieniu Hieronim. Było tam jakieś drzewko z jabłkami które opędzlowałyśmy dla koni :P Na przeciw był sklep gdzie kupiłyśmy lodowatą nestea tea, i nic więcej do szczęścia nam nie było potrzebne. p.Hieronim mówił na nas "Bąba" :D W końcu ruszyliśmy dalej, w stronę brzozowa gdzie mieliśmy mieć postój u p.Jambora. Galopowaliśmy po polach, jechaliśmy ulicami, różnymi ścieżkami, na polu mieliśmy jeszcze małe ćwiczenia "gwiezdzistego"itp. Dojechaliśmy na miejsce postoju, rozsiodłaliśmy konie na łące żeby sobie poczłapały, sami poszliśmy na wygodne hamaki i bujaczki odpocząć. Postój trwał dobre pół godziny, po czym siodłanie i w dalszą drogę. W sumie nie mieliśmy już daleko do Grubna. W Dalszej części Brzozowa odjechał od nas p.Mietek bo tam z Hawierem mieszkają. My pojechaliśmy przyszłą obwodnicą, przez jedynkę(ulicę) na skrzyżowaniu koło mojej szkoły i byliśmy w Grubnie, zostawiliśmy konie z Grubna a z Roxi pojechałyśmy jeszcze stępem na Klamry, rozsiodłałyśmy konie i umierałyśmy w cieniu. Rajd również bardzo udany jak poprzednie na których byłam, miejmy nadzieje ze w tym roku też uda nam się ruszyć jakiś rajd.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama