Reklama

Wakacyjna przygoda

07/12/2013 12:38

Wakacyjne dzierżawy koni zawsze kojarzą mi się z długimi wypadami w teren ze znajomymi. W wyjątkowo upalne dni treningi odchodziły w odstawkę, a priorytetem stawało się zwołanie jak najwięcej koleżanek, by móc wybrać się nad rzekę z naszymi pupilami. Tak było i tamtego feralnego dnia. Przyjechałam po obiedzie do stajni i natychmiast obdzwoniłam koleżanki z okolic, by wpadły do stajni, ubrały swoje konie i wyruszyły razem ze mną nad Liwiec, gdzie mogłybyśmy pławić konie (choć w tak płytkiej wodzie raczej można moczyć jedynie pęciny). Zgodziły się jedynie dwie, ale wyjazd w trzy konie to już zawsze jakiś sukces. Do samej rzeki bocznymi ścieżkami przez łąki i pola miałyśmy około pięciu kilometrów, ale pogoda była tak piękna, że nawet dziesięć kilometrów nie byłoby nam tak straszne. Ja dzierżawiłam w tamtym okresie starszą, gniadą oraz wysłużoną już klacz; najstarsza z nas, Amelia, jechała na klaczy huculskiej, która, jak to hucuły, była raczej krnąbrnym koniem, skorym do ostrych dyskusji na wiele tematów związanych z jazdą do przodu; z kolei ostatnia z nas, Lena, jechała na gniadym wałachu arabskim bojącym się – dosłownie – własnego cienia. W połowie drogi postanowiłyśmy zboczyć nieco z trasy i pojechać kilometr dalej, a wrócić rzeką, żeby i dla koni była frajda, i dla nas. Kiedy nie padły żadne słowa protestu, tak też zrobiłyśmy. Z początku jechałyśmy jedynie stępem, gadając o głupotach i śmiejąc się wniebogłosy, ściągając tym samym uwagę wszystkich kąpiących się w rzece. Na szczęście zawsze były to rodziny z dziećmi, więc nikt nie protestował, gdy obok nich przejeżdżały trzy wielkie bestie. W całej drodze towarzyszył nam bliski znajomy – Maciek. Jechał asfaltowymi drogami położonymi wzdłuż rzeki, ciągle telefonując i pytając, na jakim etapie jesteśmy i ustalając miejsce spotkania oraz krótkiego postoju. Po wielu galopach i licznych kłusach, w końcu znów przeszłyśmy do stępa, a widząc z daleka Maćka, pomachałyśmy mu i znów zaczęłyśmy się śmiać, ignorując nerwowe parskanie arabka. On wiedział już wtedy, co się stanie. Nagle hucułka stanęła i szarpnęła gwałtownie głową do przodu, niemal ściągając z grzbietu Amelię. Zarżała i spróbowała zrobić krok do przodu, ale nie była w stanie. — Wilcze doły! — Lena spojrzała na mnie przerażona, a ja spojrzałam pod nogi mojego konia. Klacz, największa ze wszystkich i najpotężniejsza, zapadała się o wiele szybciej niż mniejsze od niej wierzchowce. Niewiele myśląc, spięłam kobyłę nogami i zaczęłam ją poganiać w stronę brzegu, gdzie Maciek czekał już, nadal nie orientując się w powadze sytuacji. Gdy byłam już w połowie drogi, zobaczyłam, że hucułka przewala się na bok, a Amelia niknie pod wodą razem z konikiem, z kolei arab stanął dęba, czując panikę Leny, co skończyło się zrzuceniem dziewczyny prosto do wody. Nie zdołała utrzymać wodzy, więc przerażony wałach ruszył za moją brodzącą już na płyciznach klaczą. Wołałam do niego i wyciągałam rękę, by złapać wodze, Maciek stał na brzegu i także do niego przemawiał, a po chwili obok niego pojawiła się przemoczona i drżąca klaczka, parskając oraz otrzepując się z wody. Gdy podjechałam pod górę, by wydostać się na bezpieczny brzeg, odwróciłam się w siodle i zobaczyłam, że Amelia i Lena idą powoli w stronę koni, wyżymając ciuchy i sprawdzając, czy nie zgubiły telefonów w ferworze walki. Kilka minut później, gdy każda już sprawdziła stan wierzchowców oraz swój własny, zaczęłyśmy się śmiać. Był to histeryczny, głośny śmiech, który nie miał nic wspólnego z radością. Wiedziałyśmy doskonale, że nasz niewinny wypad mógł się skończyć o wiele gorzej, zwłaszcza dla mojej kobyły, która nie miała już najlepszych nóg i mogłaby tam już utknąć, gdyby nie moja szybka reakcja. — Wiecie, byłem gotów wejść po was do wody w moich laczkach — powiedział nagle Maciek, a gdy spojrzałyśmy na niego i ujrzałyśmy konspiracyjny uśmiech, histeryczny śmiech z dziecinną łatwością zamienił się w najszczerszy i niezwykle wesoły. Maciek idealnie podsumował nasz wakacyjny wypad.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama