Wczoraj byłam na koniach. Razem z koleżanką do stajni dotarłyśmy busem. Kiedy weszłyśmy do stajni nikogo nie było i okazało si,że wszyscy są na łączce.Więc poszłyśmy tam i patrzymy a oni zaraz będą skakać.Trochę im zazdrościłam, bo też bym sobie poskakała a co!No,ale nic.Siadłyśmy sobie i nagle moja instruktorka pyta czy jestem gotowa do jazdy.To jej mówi,żę tak tylko kask muszę wziąć. A ona na to leć po niego wsiądziesz sobie na Marudęna skoki:D nie ma to jak wsiąść na rozgrzanego konia tylko na skoki:D Fajnie mu szło. Ale kiedy ustawiła 65 cm wszystkie konie po kolei zaczęły odmawiać.A my byliśmy pierwsi z Marudą:P Podczas 2 próby jedzie,jedzie i nagle...centralnie przed przeszkodą wyłamał i ...spadłam:D Nie wiem jak to zrobiłam, bo już nie takie rzeczy wysiedziałam:P Ale tak szczerze to już mi brakowało upadku:P Potem już najlepiej ze wszystkich skakał:D A przecież ta wysokość to była połowa niego:P!Normalnie urodzony skoczek:) Tylko,że instruktorka chce go zamienić na jakiegoś szetlanda;/ Kurde ja nie chce.No, bo co na nim tylko dzieciaki mogą wieć praktycznie nikt z tej stajni na nim nie pojeździ...Bo jej tylko chodzo o to,że Maruda nie nadaje się oprowadzanki.To jej powiedziałam żeby mi dała miesiąc to nad nim popracuje zaczynając już od niedzieli.No nie wiem co postanowi mam nadzieję,że Marudny zostanie...Polubiłam go ostatnimi czasy bardzo.Kochany jest!
P.S.Dodaję zdjęcia z jego pięknych skoków i mojego upadku;)
No niezłe przygody masz..:)))A.. i śliczny konik :)
trzymam kciuki za Ciebie i Marudę;)będzie dobrze czuje to!;)