Wczoraj byłam na pierwszej, wspólnej jeździe z Agą (w sumie to była jej druga jazda po zejściu z lonży). Jeej, było super! Było mnóstwo ciekawych rzeczy i atrakcji... Jednym słowem najlepsza jak do tej pory jazda.
Ale wszystko po kolei. Do stadniny zawiozła nas mama Agi i odebrał mój tata, więc miałyśmy załatwiony transport w obie strony, dzięki czemu nie musiałyśmy jechać autobusami. Gdy już przyszłyśmy do stadniny zostały nam przydzielone konie. Aga dostała Wante a ja Sonie. Poszłyśmy wyczyścić konie, a po skończeniu poszłyśmy na jazdę. Mimo pięknej pogody nie jeździliśmy na maneżu, gdyż jest w trakcie remontu. Nie pojechałyśmy też w teren, bo koleżanka jest dopiero początkująca i póki co instruktorka nie zabiera jej jeszcze w teren.
Na hali pierwsze kilka minut był stęp, abyśmy się rozgrzały a przy okazji również konie. Potem kłus anglezowany, wolty, półwolty, zmiany po przekątnej, kłus ćwiczebny i wreszcie półsiad i półsiad przez drągi (w sumie trzy). Podobno dobrze mi wychodzi jazda przez drągi przez co bardzo się cieszę. :) Potem długo wyczekiwany galop (Aga w środku hali sobie stępowała). Oczywiście jeszcze nie jestem w stanie działać impulsami, aby po jednej łydce koń mi szedł do galopu, ale myślę, że jest coraz lepiej. Po niewielkiej pomocy instruktorki ruszyłam galopem, było wspaniale... :)
Następnie wyszłyśmy z hali i udałyśmy się na ścieżkę (mini tor przeszkód), na której znajdowały się firanki, kładki, kładki ruchome, zygzak. Firanki pokonałam z łatwością (najbardziej mi się podobały), natomiast do kładek bardziej musiałam się przyłożyć, ale wreszcie się udało, tak samo było z zygzakiem.
Potem pojechałyśmy do stajni rozsiodłać i wyczyścić konie. Ogólnie jazda bardzo mi się podobała pod względem samej jazdy jak i tego, że była to moja pierwsza jazda z Aagą. :D
Komentarze