Wczoraj po szkole, po sprawdzianie z Historii poszłam do stajni żeby trochę się odstresować :D Jak dochodziłam to Roxi już siedziała na Canterze, a trener jak mnie zobaczył to powiedział że lubi mnie zaskakiwać, i że mam osiodłać Argona i dojechać na plac, i zobaczymy czy to że sami pojechaliśmy w teren to przypadek, czy umiejętności :P Więc szybko przebrałam się w bryczesy, sztyblety itp, poszłam przeczyścić z grubsza konia, ogłowie, siodło wskoczyłam na niego i pojechałam na plac. Roxi już jeździła cavaletti, a ja sobie stępowałam. Miałam sobie luźno pojeździć w kłusie w galopie, różne wolty i lotne zmiany nogi tak żeby nie uciekł z placu i nic nie kombinował :P Trochę postępowałam, kłus i galop fajnie. Przy lotnych na początku nie chciał zmieniać nogi, później zmieniał tylko przód a ogl to krzyżował, a po chwili już zadek też zmieniał. Że chodził dobrze, to trener postawił coś niższego i najpierw skoczyłam w galopie z lewego najazdu, później z prawego i było ok, bez buntów. Potem Roxi jechała cały parkur, a potem stępowała, a mi trener ustawił okserek. Dałam łydki żeby ruszyć do kłusa to koń już wyczuł o co chodzi i nie chciał iść w lewo ale trochę mocniej zadziałałam ostrogą i poszedł zagalopowałam i jadę na przeszkodę, niby wszystko ok w galopie nawet trochę przyśpieszyłam a 2/3 fule przed przeszkodą nagle stopka bryk, dębik wyskok w powietrze z zadu i szyja na dół a ja na niej sobie wiszę :P Byłam tak blisko ziemi, że jak bym wyciągnęła rękę na dół to spokojnie bym jej dotknęła :P No ale co zrobić, wskoczyłam na siodło podniósł łepek i znowu zaczął wariować, i znowu zawisłam na szyi ale tyłek miałam na siodle i się podniosłam i straszny skurcz łydki, przez niecałą minute nie mogłam ruszać nogą ale w końcu trener pokrzyczał złapałam strzemię i udało nam się ruszyć, nie wspomnę o tym że za nami biegł trener :D Wyjechał za plac i w kłusie wjechałam na plac już się tak nie buntował nawet był do przodu, miałam skoczyć tą przeszkodę z obojętnie jakiego najazdu byle żeby skoczył, wybrałam ten sam dojazd co poprzednim razem, najpierw w galopie wolniej a kilka ful przed przeszkodą odchyliłam się lekko i zaczęłam mocniej działać łydką że przyśpieszył i już nawet nie myślał żeby się wycofać, i skoczył to w końcu po takiej walce ;P Najlepsze było jak dębował a z boku słyszałam śmiech p.Karola "Hahaha do cyrku z nim" ;P Naprawdę nie wiem co ten koń ma w głowie, co przyjdzie do skoków czy do odjeżdżania od innych koni, albo chce się jechać w innym kierunku co on to wielkie awantury. Potem występowaliśmy konie i pojechałyśmy do stajni rozsiodłać. Dziś mam zakwas na prawej łydce od tego skurczu ;/ Teraz jutro się wybieram do koni, a w weekend jest u nas jakaś husaria pokazy, cross i t p. więc będzie co wam opisywać :)
Komentarze