Pewnego wrześniowego weekendu załoga Rancho Rumak w składzie: Olga Lewińska, Sylwia Kubiak, Bartosz Krasowski, Hiduś, Blondasz i Kamisia spakowała manatki w sakwy i ruszyła przed siebie. Radośnie chcieliśmy przeparadować przez wieś, jednak konie miały na to inny pomysł, wyczuły daleką podróż i zrobiły odwrót. Po wielu perypetiach ruszyliśmy dalej, przez lasy ruszkowskie, wsie i drogi polne. Kiedy zaczęło się już ściemniać konie szły coraz wolniej, jakby czuły że sprawy zaszły za daleko, a one mają azymut przeciwny niż stajnia. Zółwim tempem dotrzeliśmy do wsi Budy Stare, gdzie skorzystaliśmy z gościnności przemiłych gospodarzy. Rozbiliśmy namiot w ich sadzie i nakarmiliśmy koniki. Ognisko, pomimo integracji z mieszkańcami nie trwało długo, ponieważ załoga okazała się bardzo zmęczona:) Gospodarze nakarmili i napoili nasze koniki wcześnie rano, jeszcze za nim wstaliśmy. Kolejny dzień minął w poszukiwaniu dróg przez Las Młodzieszyński w kierunku wsi Obory. Pomimo różnicy przebiegu tras w rzeczywistości i na mapie topograficznej, po kilku godzinach dojechaliśmy do gospodarstwa agroturystycznego Marcina Cieślaka. Dzięki staremu powiedzeniu turysty, że „koniec języka za przewodnika” poznaliśmy wielu mieszkańców lasów nad Wisłą. U Marcina rozsiodłaliśmy koniki, napoiliśmy i było krótkie zwiedzanie gospodarstwa. Półtoragodzinna przerwa i w drogę! Korzystaliśmy ze szlaku konnego Pojezierza Gostynińskiego, mijając rezerwat „Rzepki”. W drodze powrotnej dopadł nas Duży Głód i uratowały nas posiłki zorganizowane przez Danutę i Agę – pyszne paróweczki i ciasteczka, mniam. Wieczorem nasza wyprawa dobiegła końca... Zapraszamy do obejrzenia zdjęć autorstwa Olgi Lewińskiej.
Rajdy są najlepsze..zwłaszcza na takim Pinto..jeszcze tylko Tipi brakuje :)
"Sprawy zaszły za daleko" - tego tekstu nie zapomnę! ;-)