Reklama

Western, to nie tylko rodeo

galopuje.pl
20/01/2010 12:48
Sylwia Kubiak, studentka V roku Turystyki i Rekreacji należy do licznego grona miłośników koni, którzy już w dzieciństwie swoją przyszłość wiązali z jeździectwem. Jej udało się jednak odnieść na tym polu największe sukcesy. Po kilkunastoletniej, amatorskiej przygodzie z jazdą konną postanowiła spróbować swoich sił w zawodach. Dziś, po dwóch latach profesjonalnych treningów, jest Wicemistrzynią Polski w stylu western. Nam zgodziła się opowiedzieć o swojej pasji i drodze, jaką przeszła w celu realizacji tego wielkiego marzenia.


Początki

Konie fascynowały mnie odkąd pamiętam. Słuchając w dzieciństwie opowieści mojej mamy o jej koniu, Gniadusi „połknęłam bakcyla” końskiego i tak mi już zostało. Chciałam pójść w ślady mamy, dlatego wysyłałam co roku listy do św. Mikołaja z prośbą, żeby przyniósł mi mojego wymarzonego konia. Co prawda na realizację tego marzenia musiałam czekać kilka lat, jednak lata te nie były stracone, ponieważ wspólnie z rodzicami jeździliśmy do stadnin i ośrodków jeździeckich, gdzie próbowaliśmy swoich sił na różnych rumakach. Dopiero w 2000 roku rodzice kupili małe stadko, które troszkę nam się rozrosłoJ. Moje wszelkie kontakty z końmi mogły mieć miejsce dzięki wsparciu i zaangażowaniu rodziców. To oni zawozili mnie do instruktorów, utrzymywali nasze koniki. Jestem im naprawdę bardzo wdzięczna za możliwość zrealizowania marzeń.

Na swojej ukochanej klaczy Kamisi próbowałam znaleźć swoje miejsce w świecie jeździeckim: począwszy od amatorskich zawodów w skokach a skończywszy na pracy z końmi naturalnymi metodami.

Wszystko zmieniło się, kiedy poszłam na studia. Na I roku zrobiłam uprawnienia instruktora rekreacji ruchowej. Potem pojawił się splot okoliczności, który najpierw naprowadził mnie na odpowiednie osoby, a potem na sam styl western. Chyba nie muszę nikomu przedstawiać Eweliny Zoń, wspaniałej trenerki, którą poznałam całkiem przez przypadek. Pojechałam z koleżanką do stajni koło Grodziska Mazowieckiego, gdzie zobaczyłam po raz pierwszy trening Eweliny. Można powiedzieć, że to był dla mnie moment przełomowy. Po pierwsze, zobaczyłam wreszcie prawdziwie profesjonalną jazdę. Ewelina nauczyła mnie prawidłowo jeździć konno, porozumiewać się z koniem. Ona również wciągnęła mnie w świat westernu, świat niezwykle przyjacielski. Zaczynałam od tego, że najpierw jeździłam na koniu Eweliny: Apaczu, potem, w domu trenowałam na drugiej mojej klaczy o imieniu Markiza.


Sukcesy

Pierwszy, profesjonalny start w zawodach zaliczyłam 2 lata temu na mojej siwej Markizie. Ogólnie sezon nie był zły – na Mistrzostwach Polski zdobyłam piąte miejsce na 15 uczestników. Pod pewnymi względami było mi jednak strasznie trudno. Markiza jest bardzo płochliwa, do tego stopnia, że gdy pokazywałam jej na treningach parasol czerwony albo niebieski, a na zawodach zobaczyła żółty, to już uciekała. Miało to oczywiście też dobre strony – dzięki Markizie nauczyłam się cierpliwości do koni, konsekwencji w dążeniu do celu i empatii w stosunku do tych zwierząt. Mój pierwszy sezon był ciężki jeszcze z jednego powodu. Konie westernowe, które mają powyżej 6 lat (a moja Markiza miała 8), powinny być wprowadzone jedną ręką. Na nauczenie się tego miałam bardzo mało czasu. Tak wyglądał mój debiut.

W tym roku odniosłam prawdziwy sukces, ale mam też świadomość, że więcej na taki efekt pracowałam, mam większe doświadczenie, no i super konia. Start na koniu rasy American Quarter Horse o imieniu Caruso umożliwiła mi Natalia Huszczyńska, która wygrała na nim wiele zawodów zarówno w kraju jak i za granicą. Początkowo ciężko było mi przestawić się na konia o zupełnie innym ruchu, charakterze i poziomie wyszkolenia ale po około dwóch miesiącach całkiem nieźle się dopasowaliśmy i zaprzyjaźniliśmy. Na Mistrzostwach Europy na Węgrzech, udało nam się zająć piąte miejsce. Na Mistrzostwach Polski’09 zdobyłam drugie miejsce w trailu w kategorii open. Mam świadomość, że na sukces trzeba ciągle pracować, dlatego na tyle ile mogę, jeżdżę. Na treningi staram się wykorzystywać każdą wolną chwilę, pogodzić to jakoś ze studiami dziennymi i prowadzonymi lekcjami jazdy konnej w Rancho Rumak, gdzie szkolę młodych (i nie tylko) adeptów jeździectwa oraz inne konie. Według mnie, żeby odnosić sukcesy w sporcie potrzebne są trzy rzeczy: cierpliwość, czas i dobry humor. Zobaczymy, co będzie w najbliższym sezonie, na razie nie chciałabym zdradzać planów, żeby nie zapeszyć. Na pewno wezmę udział w zawodach kwalifikacyjnych, potem są MP, a później zobaczymy.



Dlaczego western

Jest kilka rzeczy, które podobają mi się w westernie. Po pierwsze to wygodne siodła z szerokimi puśliskami i bezpiecznymi strzemionami, po drugie western bazuje na naturalnej pracy z koniem i to jest bardzo fajne, wreszcie konie są tu bardzo dobrze wyszkolone. Żeby szkolić konie w stylu western trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości. Szczególnie w konkurencjach technicznych jak na przykład trail konieczne jest spędzenie kilku godzin z koniem nad drągami, bramką, mostkiem, żeby go do nich przyzwyczaić, żeby koń wiedział, że ma być spokojny. W tym temacie dodam jeszcze, że tu jest oceniany i jeździec, i koń. Zwierzę musi być zrelaksowane, rozluźnione, nie może kłaść uszu, bo za to dostaje się punkty karne. No i fakt, że trzeba jeździć na jedną rękę, wodze muszą być luźne. Praktycznie kierujemy konia tylko dotykiem, dosiadem, a to wymaga dużo pracy.

W swojej kilkuletniej przygodzie z westernem spotkałam się z wieloma mitami na jego temat, co najdziwniejsze, nawet w środowisku osób, które powinny coś na ten temat wiedzieć. Weterynarz, który ma do czynienia tylko z klasyką mówi nam, że westernowcy tylko pędzą, że nasze konie nie potrafią nic innego tylko galopować. Wydaje im się, że to tylko rodeo, a w konkurencjach szybkościowych konie nie są szkolone, a to nie prawda. Kolejny mit, który nijak ma się do rzeczywistości jest taki, że western jest brutalny, bo są ostrogi itd. To ja w takiej sytuacji mówię, że w ujeżdżeniu też się stosuje ostrogi, palcat, więc z tą brutalnością bym nie przesadzała. Oczywiście nie można powiedzieć, że w westernie nie ma brutalnych jeźdźców, bo tacy oczywiście się zdarzają, ale nie zależy to od dyscypliny. Na zakończenie chciałabym namówić każdego jeźdźca na spróbowanie stylu western, oczywiście nie każdy ma możliwość uprawiania jeździectwa sportowo ale pozostają jeszcze jazdy rekreacyjne oraz polecam również kilkudniowe rajdy konne, które gwarantują niezapomniane wrażenia. Zapraszam do Rancho Rumak
.



wysłuchała Martyna Mikulska
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Agatulec13 2010-01-20 15:59:36

    super wywiad .! Pozdrawiam Sylwie :) (niedługo odwiedze rancho :]])

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    19zuzia98 2010-01-20 13:58:43

    :) masz racje.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama