Kiedy koń posłusznie przyjmuje pomoce aktywizujące, jeździec stara się ostrożnie i z wyczuciem wprowadzać konia wewnętrzną łydką na zewnętrzną wodzę. Początkowo udaje się to tylko w niewielkim zakresie, najmniej, ponieważ chodzi tu o nadrzędny cel szkolenia, należy do niego dążyć już w stadium pracy z koniem. Osiągnięcie tego celu wymaga wiele czasu i cierpliwości.
Obok jazdy w odpowiednim tempie, indywidualnym dla każdego konia – na młodych koniach nie można w żadnym razie jeździć zbyt pośpiesznie! – szczególną uwagę należy poświęcać zapewnieniu rytmu we wszystkich trzech chodach.
Im bardziej koń będzie rozluźniony, w tym lepszym takcie będzie się poruszał. Koń powinien się jak najwcześniej nauczyć, że ruch pod siodłem jest dla niego znacznie przyjemniejszy, kiedy rozluźni się psychicznie i fizycznie. Konie, które się nie rozluźniają, nie mogą poruszać się ekonomicznie ani oszczędzać sił. Takie konie z zasady pracują przeciwko jeźdźcowi, utrudniając tym samym życie i sobie, i jemu. W efekcie spalają się wcześniej niż konie poruszające się w rozluźnieniu, a więc ekonomicznie i elastycznie. Co do kontaktu: należy zwracać uwagę, aby koń szukał kontaktu, a jeździec go umożliwiał. Jeździec musi koniowi oferować kontakt tak, aby mu zasmakował. Niestety, ta zasada jest często naruszana.
Szczególną uwagę należy poświęcać wydłużaniu się konia czy też gotowości konia do wydłużania się. Dotyczy to w szczególnym stopniu czterolatków. Szyja tylko wtedy może stać się dla konia skutecznym balansem, kiedy zostanie w odpowiedni sposób rozwinięta. Potrzeba na to sporo czasu, zwłaszcza wtedy, kiedy jak w tym przypadku szyja się dość krótka.
Działania jeźdźca nie mogą nigdy prowadzić do powstania u konia „ciasnej szyi”. Byłoby to gwałtem zadawanym koniowi do czasu nie może się przed tym bronić.
suuper wpis :P xd