Witam ponownie! Dziś dokończę moje wspomnienia z wakacji. (cz. III)
Gdy wróciłam z Kierzbunia miałam już nigdzie nie jechać. Siedzieć w domu i jeździć na konie do stajni niedaleko. Okazało się jednak że mój brat jedzie ze swoja dziewczyną na działkę w góry na tydzień. Pomyślałam że się z nimi zabiorę i odwiedzę starych znajomych. Wyjechaliśmy następnego dnia. Po ponad 5h podróży, dotarliśmy na miejsce. Przywitał mnie mój pies, który spędzał tam całe wakacje z moimi dziadkami. Kiedy tylko wniosłam swoje rzeczy pobiegłam żeby przywitać się ze wszystkimi w okolicy. Było mi bardzo miło, gdyż wszyscy bardzo cieszyli się na mój widok. Nie było mnie tam już ponad 3 lata i stęskniliśmy się za sobą. Niestety wieczór szybko nadszedł i musiałam wracać do domu, gdzie czekała mnie kolacja. Jak tylko zjadłam, poszłam się do końca rozpakować. Chwilę później zmęczona opadłam na łóżko i poszłam spać... Prawie codziennie jeździliśmy na rowerach. Robiłam także dużo zdjęć. Niestety ani razu nie udało mi sie uchwycić saren, a było ich naprawdę dużo. Spotykaliśmy je codziennie. Niektóre były naprawdę blisko nas. Bardzo potem żałowałam że akurat nie miałam w ręce aparatu. Z dnia na dzień nasze rowerowe wycieczki stawały się coraz dłuższe i odleglejsze. Pewnego razu przekonałam moich znajomych żebyśmy odwiedzili stadninę koni niedaleko. Niestety gdy przyjechaliśmy nie było tam nikogo, a konie były w stajni, lecz mimo wszystko bardzo się cieszyłam widząc przeszkody i czując koński zapach... Zaczynało brakować mi woni stajni. Niestety nie zabrałam moich rzeczy do jazdy więc nie wchodziło w grę abym podczas tego pobytu wsiadła na jakiegoś konia. Podbudowana, a za razem trochę zła na siebie wróciliśmy zmęczeni do domu. Cały tydzień minął mi na wycieczkach po bliższej i dalszej okolicy z rodziną i przyjaciółmi. Kiedy już miałam wracać do Warszawy okazało się że jeżeli chce to mogę zostać z babcią jeszcze tydzień. Oczywiście zgodziłam się i poinformowałam o tym przyjaciół. Zaplanowaliśmy od razu następne wycieczki rowerowe oraz wypady na plantację malin. Chcieliśmy troszkę dorobić, a zbiórka malin była niesamowita okazją. Będąc tam 2 raz po 3 godziny zapłacono mi 35 zł-zebrałam całe 24kg malutkich malin. Byłam bardzo zadowolona z siebie i ze swojego pierwszego zarobku. Niestety musiałam już wracać do domu w Zielonce. Pobyt na Woli minął mi niesamowicie szybko. Postanowiłam że ferie spędzę właśnie tutaj. W zimę i tak nie jeździ się najlepiej, a możliwość spędzenia czasu ze starymi znajomymi jest bardzo kusząca. Przekazałam więc ta informację przyjaciołom. Już nie możemy się doczekać szalonych zabaw w śniegu. O ile w tym roku zima okaże się na tyle łaskawa, by ww. śnieg się pojawił ;)
Komentarze