W te wakacje jeździłam do ośrodka razem z siostrą, Zosią, która jest młodsza ode mnie o rok. W ten dzień, który przyniósł nam największą frajdę w życiu, jechałyśmy do ośrodka rowerami. Od samego rana siostra pytała mi się, czy wyjedziemy razem na dużą łąkę. Ja szczerze bałam się trochę o nią, ponieważ dopiero co nauczyła się galopować. Ale powiedziałam jej, że być może wyjedziemy. Po sprzątnięciu stajni razem z Benią i Kasią (która zastępowała Darię w okresie wakacji) zabrałyśmy się do osiodłania klaczy. Oczywiście najpierw przyzwyczaiłyśmy się do siodeł w stępie, kłusie i wolnym galopie. Po paru minutach Zosia zaczęła się dopytywać i marudzić, że miałyśmy wyjechać na dużą łąkę. Z wielką obawą zgodziłam się. Za pierwszym razem przyglądałam się siostrze, czy trzyma się w siodle. Ku mojemu zdziwieniu popędzała Sarbię jeszcze bardziej i przestałam się tak bardzo bać o nią. Zaczęłyśmy codziennie po kilka razy wyjeżdżać na wspólne wyścigi. Gdy przyjeżdżałyśmy do domu mama i moje dwie siostry nie wierzyły, że te konie potrafią galopować, a nawet cwałować. Dopiero po obejrzeniu zdjęć uwierzyły. W moje urodziny, które są latem, również zorganizowałyśmy sobie wyścigi. Te urodziny były najwspanialsze w moim życiu: cwał, konie, ognisko i jeszcze spadające gwiazdy. Zdjęcie zrobione 13.10.2011r. (z wakacji nie mam zdjęć)
Ale miałyście fajnie ;)