Dziś postanowiłam napisać o dość powszechnym, przykrym zjawisku, jakim są wypadki na koniach. I mowa tu zarówno o wszelkiego rodzaju zdarzeniach podczas zawodów jeździeckich, jak i w codziennych sytuacjach, związanych z hodowlą czy transportem koni. Ile razy już słyszeliśmy o wypadkach drogowych spowodowanych wystraszeniem się koni, albo złą jazdą jednego z kierowców.
Wypadki z końmi, to chleb powszedni zwłaszcza podczas lekcji nauki jazdy konnej albo różnego rodzaju obozów konnych. Komu z nas choć raz nie zdarzyło się przypłacić małym obiciem, siniakiem, upadkiem, albo co gorsza wstrząśnieniem mózgu czy złamaniem. Ja, na szczęście miałam tylko jeden wypadek spowodowanym nagłym wystraszeniem się konia, galopem i niefortunnym upadkiem, ale obyło się bez większych kontuzji. Pamiętam jednak doskonale wypadek w Gałkowie, podczas zawodów i próby bicia rekordu, gdy koń tak niefortunnie upadł, że trzeba go było uśpić
Pamiętam też tragiczny wypadek na koniach w Poznaniu, gdzie doszło do wypadku drogowego, w którym śmierć poniósł jeden koń. Takie sytuacje niestety będą się zdarzać, bo transportu konia chociażby do pensjonatu czy na zawody nie unikniemy, a kierowcy na polskich drogach wiadomo jak się poruszają.
Moim zdaniem o wiele łatwiej będzie ograniczyć tego rodzaju zdarzenia podczas nauki jazdy czy zorganizowanych obozów, które odbywają się na konkretnym terenie i wiadomo, co się będzie działo. Oczywistym jest fakt, że konie to nieprzewidywalne zwierzęta, a ludzie, którzy je dosiadają w większości dopiero stawiają pierwsze kroki w jeździectwie, ale dużo to zależy moim zdaniem od rozsądku instruktorów i organizatorów. Ja, w swojej stadninie, nigdy nie spotkałam się z lekceważeniem zasad bezpieczeństwa. Młodych jeźdźców, początkujących nikt nie puszcza sam na lonży, albo w teren. Wszystko dzieje się pod kontrolą i czujnym okiem instruktorów. Wydaje mi się, że takim działaniem możemy znacznie ograniczyć ilość niemiłych wiadomości o kolejnych wypadkach i tragediach.
Komentarze