Witam serdecznie. Blog został założony niedawno, więc spróbuję go troszkę rozwinąć. Może zacznę od paru słów, dotyczących mojej przygody z końmi (chociaż wątpię, by kto kolwiek to czytał).
Konie zamieszkały w moim sercu od urodzenia. Gdy byłam małym dzieckiem, to rysowałam kulfoniaste koniki i źrebaczki, bawiłam się, że jestem koniem, czy też prosiłam rodziców aby kupili mi figurkę konia. Pasję odziedziczyłam po dziadku. To on był zafascynowany końmi, niestety już nie żyje. Moi rodzice lubią konie, lecz nie jeżdżą ani nie spedzają dużo czasu z tymi zwierzętami (no może trochę tata, kiedy zawozi mnie do mojego konia).
W wieku 4 lat, rodzice zapisali mnie do szkółki jeździeckiej, gdzie uczono początkujących jeźdzców: - prawidłowego dosiadu, - prawidłowego trzymania wodzy itp.
Jednak za wiele to się tam nie nauczyłam... Jeździłam na srokatym kucu szetlandzkim o imieniu Łatka. Była moim ulubieńcem. Jednakże nie pojeździłam tam długo. Kiedy trochę dorosłam, a moje wiedza o koniach powiększyła się, zmieniłam stajnię. Zaczęłam jeździć u mojego taty w szkole. Stały tam wtedy dwa konie: koń polski o imieniu Kuba (nieujeżdżony, ogier, szczypał) oraz także konik polski - Niż. Niż należał do p. Marii nauczycielki biologii. Jeździła ona konno i miała uprawienia instruktorskie. Nauczyłam się wtedy bardzo dużo minimum: - jazdy kłusem, - jazdy galopem, - obcowania z końmi
I wiele innych. Niestety, po paru latach wspaniałej jazdy na myszatym Niżu, wałach dostał kolki i zdechł. Była wielka szkoda konia, a ja zyskałam wielką przerwę w jeździe konnej co nie przyszło mi na dobre, ponieważ połowę lekcji - zapomniałam. Wtedy mój tata kupił siwą klacz uszlachetnioną (matka czystej krwi arabskiej) o imieniu Funka. Na początku była zadziorna i niespokojna ale z latem, uspokoiła się i wszystko było w porządku. Ponownie zaczęłam jeździć konno. A rok temu, mój tata zakupił skarogniadą klacz wielkopolską - Boję. Ma 3,5 lat ale jestem po prostu koniem na medal! Nie jest trudna w obsłudze, miękko nosi a co najważniejsze - chętnie się uczy. Aktualnie, obydwie uczymy się skakać przez przeszkody.
slicznie, powodzenia z nimi zycze, a funka ma przepiekna masc!
Ale masz fantastycznie! ;)
O rany, chciałabym tak wcześnie zacząć swoją przygodę z jeździectwem tak jak Ty :)Super!