Od razu zaznaczam, że jestem zwolennikiem jazdy na ogłowiu z wędzidłem i zawsze uważałem że najważniejsze podczas jazdy są ręce. O ile moje podejście do istoty rąk się nie zmieniło, o tyle ostatnie doświadczenia pokazały, że w niektórych przypadkach lepiej z niego zrezygnować. Nie trzeba mieć za dużo do czynienia z koniem, żeby wiedzieć że jest on dużo silniejszy on nas. Metalowe wędzidło wcale nie daje nam przewagi fizycznej.
Każdy na pewno zna z opowieści lub autopsji sytuacje kiedy koń ponosił, nie respektując działającego wędzidła. Prawda jest taka, że to trening konia, a nie siła służą do zatrzymają. Mając tę wiedzę zawsze starałem się jeździć wierzchem zachowując jak najlepszy kontakt z pyskiem konia. Lubię jeździć na wędzidle ponieważ daje mi ono dokładność ruchów i przekazuje najwięcej informacji. Działając delikatnie aby nie powodować ucisku i skutecznie komunikować się z nim.
W takiej sytuacji wędzidło działa bardzo delikatnie, stąd moje przekonanie o braku jego szkodliwości przy odpowiednim prowadzeniu konia. Na mojej drodze stanęła jednak kobyłka, która była chodzącym problemem. Dominujący charakter sprawił, że przechodziła kilkukrotnie z rąk do rąk. O doprowadzaniu wspinającej się, kopiącej i gryzącej klaczy nie będę się tu rozwodził. Przyszedł czas kiedy można na niej spokojnie jeździć, jednak wyczuwalny było cały czas pewne napięcie z jej strony.
Szybkie i gwałtowne ruchy oraz… nerwowe zainteresowanie wędzidłem. Kiełzno było dopasowane, a zęby sprawdzone. Mimo jazdy na luźnej wodzy kobyłka cały czas nerwowo przeżuwała. Każda, nawet najbardziej delikatna próba złapania kontaktu czy zmiany czegoś za pomocą wędzidła powodowała otwarcie pyska i uciekanie w drugą stronę, albo nerwowym wyciąganiem wodzy. Pomimo zmian problem nie ustępował i koń nie zmieniał swojego zachowania.
Ponieważ przeznaczeniem konia ma być spokojne spacerowanie, a nie osiąganie wyników sportowych postanowiłem wyjąć wędzidło z pyska i spróbować z kantarem sznurkowym. Efekt był zaskakujący. Koń nie tylko zaczął chodzić spokojniej, ale także się rozluźnił i uspokoił. Szyja zrobiła się dłuższa, a kobyłka przestała uciekać od pomocy. To dobry przykład wcale nie tego, że jazda na wędzidle to męczenie zwierząt i jest złe, ale pokazuje że nie wszystko jest dla wszystkich. 95% koni potrafi świetnie chodzić na kiełznie bez odczuwania dyskomfortu, ale trzeba pamiętać, że jest jeszcze to 5%.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze