Reklama

Z życia wzięte ...

05/04/2013 09:53
Z życia wzięte – jako instruktor jazdy konnej stawiający jak najbardziej na dobro konia pod każdym względem często miałam styczność z jeźdźcami, którzy przychodzili do mnie na naukę jazdy konnej, ale oczywiście wcześniej już jeździli nawet z 2 lata (?) jak wiadomo są jeźdźcy i „jeźdźcy”. I teraz w czym rzecz ... Bardzo jestem szczęśliwa, że istnieją jeźdźcy, którzy pomimo tak długoletniego stażu przychodzą do mnie na naukę, a nawet są chętni na pracę na lonży. Tych nie będę kwestionować, bo na naukę nigdy nie jest za późno. Natomiast chciałam zwrócić uwagę na tych „jeźdźców”. I tu zaczyna się moja przygoda, która spotkała mnie parę lat temu. Przychodzi nastoletnia dziewczyna na naukę jazdy konnej. Wcześniej jeździła w innej stajni, więc na miejscu mi oznajmiła, że jeździć to ona potrafi, ale prosiła o spokojnego konia. Jako instruktor nie wsadziłabym jej na innego konia, jak tylko o zrównoważonym temperamencie, gdyż słowa słowami, a praktyka sama wyjdzie podczas nauki. Nastolatka była pewna siebie, lecz jedna rzecz mnie zaniepokoiła – bat, który trzymała w swoich dłoniach. Oczywiście poprosiłam o to, by bat położyła na szafce w siodlarni. Do tego dnia pamiętam jej wzrok na sobie. Ale pominę ten fakt. Jazdę zaczęliśmy na padoku. W ręku trzymałam lonżę, którą z miejsca podpięłam do mostka. Dziewczyna nic nie mówiąc była zbulwersowana – no przecież wcześniej mi oznajmiła, że umie jeździć ?! Powoli stępowała na lonży w milczeniu. Zrobiliśmy ćwiczenia rozgrzewające. W między czasie mieliśmy rozmowę, z której wynikało, że w poprzedniej stajni kłusowała już na 3 lekcji i równie szybko zaczęła galopować. Pomyślałam – trafił mi się wybitny jeździec. I wtedy przyszedł czas na kłus – moje marzenia o cudownym jeźdźcu szybko się rozpłynęły. Korygowanie błędów – z tym problem boryka się duża ilość początkujących jeźdźców. Rozumiem, że większa ilość instruktorów pragnie, by jej podopieczna jak najszybciej radziła sobie sama, by kłusowała i galopowała, ale czym dla nich jest prawidłowy dosiad, który ćwiczy się latami? Jestem za jak największą ilością ćwiczeń w stępie i w kłusie, za treningami, które kończą się późniejszymi zakwasami na początku naszej przygody z końmi. Hardcore? Nie, po prostu nauka jazdy konnej, która z czasem przyniesie niesamowite efekty.
Jeśli my instruktorzy widzimy jakieś najmniejsze błędy u jeźdźca pomóżmy mu je skorygować. Tylko ciężkimi treningami zyskamy prawidłową postawę. A co najważniejsze spróbujmy pokazać młodym osobom czym jest dobro konia, co znaczy zaufanie i współpraca. Jeździec i koń to jedność.


Instruktor Jazdy Konnej
Daria W. Hejnowska
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    becia4y 2014-11-18 17:46:09

    Bardzo dobry tekst, ja sama jestem "ofiarą" tego typu praktyk. Przez 3 miesiące uczęszczałam na jazdy do pewnego ośrodka,po ok. 10 lonży zaczęłam jeździć sama. "Instruktorka" chwaliła przez całe lonżowanie, potem już absolutnie się mną nie interesowała, siedziała poza maneżem i bawiła się telefonem. Pewnego razu na moich oczach koń poniósł małą dziewczynkę, która również jeździła już samodzielnie i ciągnął ją po całym maneżu, gdzie ona uderzała głową o wszystko co napotkała na drodze. Zanim Pani "instruktor" dobiegła na miejsce mała była cała obolała, na szczęscie nic poważnego się nie stało. Ja tego dnia stwierdziłam, że nie jest to odpowiednie miejsce na naukę. Znalazłam instruktorkę, która udziela lekcji w prywatnej stajni na prywatnym koniu, ja przekonana o tym, że potrafię już opanować konia i podstawy mam w małym paluszku poszłam na pierwszą jazdę a tam... szok! Koń nie reagował na moje metody. Nie potrafiłam nawet nim skręcać, bo jak się okazało później w poprzednim ośrodku mieli jakieś dziwne metody(np.komendy słowne były stosowane za każdym razem i uczono, że tak powinnyśmy robić, a to przecież prawidłowy dosiad i praca nóg powinna skłonić konia do pracy!). Dlatego proszę, aby nie dyskryminować osób, które twierdzą, że coś potrafią a w rzeczywistości się mylą, bo ktoś ich uczył i to wina instruktora.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Sulek-moje szczescie 2013-05-18 16:10:15

    Ja kłusowałam już na 2 lekcji... Niestety ale po upadku w galopie uzgodniłam z instruktorką, że dopuki nie będę porządnie jeździć ćwiczebnym nie galopuję. Na pewno wrócę też do ląży. W zimę nie było jak, bo nasza ujeżdżalnia...;( Były tylko tereny. Ale teraz.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    vanille 2013-04-11 00:39:43

    Dużo zależy od chęci instruktora. Duża część szybko puszcza z lonży bo wtedy może kolejną osobę wpakować w zastęp i zająć się pogaduchami przez telefon albo czymś równie kreatywnym. Ja zaczęłam naukę późno, bo w wieku lat 20. Wiadomo, że wtedy już wyobraźnia lepiej pracuje, człowiek widzi różne zagrożenia, które dla 13latki nie istnieją. Z tego powodu bałam się galopować. Po prostu nie czułam się stabilnie w kłusie ćwiczebnym więc galop tym bardziej mnie paraliżował. Niestety moja instruktorka była innego zdania i mimo moich protestów poganiała mi konia. No bo przecież reszta grupy galopuje więc jak też muszę, co by ładnie w zastępie wszyscy mogli to samo robić. Stajnie oczywiście zmieniłam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama