Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo dobry tekst, ja sama jestem "ofiarą" tego typu praktyk. Przez 3 miesiące uczęszczałam na jazdy do pewnego ośrodka,po ok. 10 lonży zaczęłam jeździć sama. "Instruktorka" chwaliła przez całe lonżowanie, potem już absolutnie się mną nie interesowała, siedziała poza maneżem i bawiła się telefonem. Pewnego razu na moich oczach koń poniósł małą dziewczynkę, która również jeździła już samodzielnie i ciągnął ją po całym maneżu, gdzie ona uderzała głową o wszystko co napotkała na drodze. Zanim Pani "instruktor" dobiegła na miejsce mała była cała obolała, na szczęscie nic poważnego się nie stało. Ja tego dnia stwierdziłam, że nie jest to odpowiednie miejsce na naukę. Znalazłam instruktorkę, która udziela lekcji w prywatnej stajni na prywatnym koniu, ja przekonana o tym, że potrafię już opanować konia i podstawy mam w małym paluszku poszłam na pierwszą jazdę a tam... szok! Koń nie reagował na moje metody. Nie potrafiłam nawet nim skręcać, bo jak się okazało później w poprzednim ośrodku mieli jakieś dziwne metody(np.komendy słowne były stosowane za każdym razem i uczono, że tak powinnyśmy robić, a to przecież prawidłowy dosiad i praca nóg powinna skłonić konia do pracy!). Dlatego proszę, aby nie dyskryminować osób, które twierdzą, że coś potrafią a w rzeczywistości się mylą, bo ktoś ich uczył i to wina instruktora.
Ja kłusowałam już na 2 lekcji... Niestety ale po upadku w galopie uzgodniłam z instruktorką, że dopuki nie będę porządnie jeździć ćwiczebnym nie galopuję. Na pewno wrócę też do ląży. W zimę nie było jak, bo nasza ujeżdżalnia...;( Były tylko tereny. Ale teraz.
Dużo zależy od chęci instruktora. Duża część szybko puszcza z lonży bo wtedy może kolejną osobę wpakować w zastęp i zająć się pogaduchami przez telefon albo czymś równie kreatywnym. Ja zaczęłam naukę późno, bo w wieku lat 20. Wiadomo, że wtedy już wyobraźnia lepiej pracuje, człowiek widzi różne zagrożenia, które dla 13latki nie istnieją. Z tego powodu bałam się galopować. Po prostu nie czułam się stabilnie w kłusie ćwiczebnym więc galop tym bardziej mnie paraliżował. Niestety moja instruktorka była innego zdania i mimo moich protestów poganiała mi konia. No bo przecież reszta grupy galopuje więc jak też muszę, co by ładnie w zastępie wszyscy mogli to samo robić. Stajnie oczywiście zmieniłam.
Wiesz to jest wszystko prawda co napisałaś. Nie chce obrażać dobrych instruktorów, ale niestety te błędy często są wynikiem pracy instruktorów którzy za szybko pozwalają jeździć samodzielnie, galopować czy skakać. Wiadomo że dużo zależy też od predyspozycji jeźdźców ale jeżeli instruktor każde jeździec robi.
Ten koń ze zdjęcia przypomina mi trochę taką jedną klacz, która była kiedyś w mojej stadninie :D
Super artykuł! Miałam przeczytać tylko fragment, ale mnie wciągnęło. Bardzo ciekawie napisany.
Super artykuł! Bardzo ciekawie napisany i... muszę przyznać Ci rację. Nieraz spotkałam się z osobami które rzekomo ,, świetnie jeżdżą" a nie umiały anglezować na dobrą nogę czy nawet konia zatrzymać. Pracować trzeba dużo, to efekty będą dobre :D Pozdrawiam!
Bardzo dobry tekst, ja sama jestem "ofiarą" tego typu praktyk. Przez 3 miesiące uczęszczałam na jazdy do pewnego ośrodka,po ok. 10 lonży zaczęłam jeździć sama. "Instruktorka" chwaliła przez całe lonżowanie, potem już absolutnie się mną nie interesowała, siedziała poza maneżem i bawiła się telefonem. Pewnego razu na moich oczach koń poniósł małą dziewczynkę, która również jeździła już samodzielnie i ciągnął ją po całym maneżu, gdzie ona uderzała głową o wszystko co napotkała na drodze. Zanim Pani "instruktor" dobiegła na miejsce mała była cała obolała, na szczęscie nic poważnego się nie stało. Ja tego dnia stwierdziłam, że nie jest to odpowiednie miejsce na naukę. Znalazłam instruktorkę, która udziela lekcji w prywatnej stajni na prywatnym koniu, ja przekonana o tym, że potrafię już opanować konia i podstawy mam w małym paluszku poszłam na pierwszą jazdę a tam... szok! Koń nie reagował na moje metody. Nie potrafiłam nawet nim skręcać, bo jak się okazało później w poprzednim ośrodku mieli jakieś dziwne metody(np.komendy słowne były stosowane za każdym razem i uczono, że tak powinnyśmy robić, a to przecież prawidłowy dosiad i praca nóg powinna skłonić konia do pracy!). Dlatego proszę, aby nie dyskryminować osób, które twierdzą, że coś potrafią a w rzeczywistości się mylą, bo ktoś ich uczył i to wina instruktora.
Ja kłusowałam już na 2 lekcji... Niestety ale po upadku w galopie uzgodniłam z instruktorką, że dopuki nie będę porządnie jeździć ćwiczebnym nie galopuję. Na pewno wrócę też do ląży. W zimę nie było jak, bo nasza ujeżdżalnia...;( Były tylko tereny. Ale teraz.
Dużo zależy od chęci instruktora. Duża część szybko puszcza z lonży bo wtedy może kolejną osobę wpakować w zastęp i zająć się pogaduchami przez telefon albo czymś równie kreatywnym. Ja zaczęłam naukę późno, bo w wieku lat 20. Wiadomo, że wtedy już wyobraźnia lepiej pracuje, człowiek widzi różne zagrożenia, które dla 13latki nie istnieją. Z tego powodu bałam się galopować. Po prostu nie czułam się stabilnie w kłusie ćwiczebnym więc galop tym bardziej mnie paraliżował. Niestety moja instruktorka była innego zdania i mimo moich protestów poganiała mi konia. No bo przecież reszta grupy galopuje więc jak też muszę, co by ładnie w zastępie wszyscy mogli to samo robić. Stajnie oczywiście zmieniłam.