Dziś, pierwszy raz po chyba już 15 a może 18 latach poprowadziłem jazdę innej osobie niż komuś z rodziny. Kiedyś prowadziłem jazdy w 2-3 ośrodkach w jednym czasie. Dni robocze - w jednym, weekendy na zmianę, jeden, drugi lub trzeci. Zjeździłem nieco kraju, więc nie były to tylko okolice Warszawy, ale również Lubelszczyzna, Małopolska czy Wielkopolska. Ale było to ponad 15 lat temu.
Jak do tego doszło, że....? (budujemy napięcie ;-)
Otóż Córcia moja, której prowadzę jazdy już kilka lat, obecnie "oddając" w ręce innych instruktorek jazdy czasem wyrazi potrzebę, żeby Tatuś poprowadził. Potrzebę wyraża dość często, jednak z racji mojego zawodu nie zawsze jest możliwość (dużo pracuję, wyjeżdżam). W trakcie kilku takich jazd, koleżanki stwierdziły, że może i one by tak ze mną... Cóż, uczyć lubię, więc nie jest to jakiś problem.
Nadciąga Godzilla...
Z zawodu jestem "bezpiecznikiem", czyli takim człowiekiem od bezpieczeństwa. Kiedyś w pewnych "firmach" teraz typowo komercyjnie. Robię to 19 lat, więc już pewien sposób bycia się ukształtował i ogólnie wyglądam na dość mało sympatycznego, starszego pana. Niektórzy mówią nawet - że wrednego.
Do jazd podchodzę podobnie. Szanuję jeźdźca i konia - ale tego samego wymagam od jeźdźca - żeby szanował mnie i konia. Już kiedyś stosowałem zasadę, że za idiotyczne szarpanie czy kopanie konia, po ostrzeżeniu następuje kara. A karą jest - zależnie od popełnionego przez jeźdźca czynu - jedna, dwie lub trzy rundki po placu, z koniem w ręku, po najdłuższym śladzie. Mam też inne metody na jeźdźców, ale to innym razem.
W każdym razie zarówno wygląd, sposób bycia jak i sposób prowadzenia jazd (np. zakaz palcata czy innych wymysłów) - spowodowały, że może w rozmowie na ziemi jestem OK (Dr. Jekyll), ale prowadząc jazdy jestem jak Mr Hyde. Ostro, bez marudzenia i jęczenia. Ma być zdecydowanie i wyraźnie. I elegancko i z klasą. I to mnie zdziwiło... że jednak ktoś chciałby, żebym spojrzał i podpowiedział.
Dzień próby...
I nastał dzień próby. Zaczęliśmy na luzaczka, spokojnie. Celem było sprawdzenie umiejętności Koleżanki i sprawdzenie postępów Córci. A więc dość intensywnie, ale mało męcząco dla koni. Zmiany chodów, kilka wolt, połóweczki też, ale tyko w chodach niższych, bo jeszcze nie mam przekonania do zagalopowania, a więc tym bardziej do lotnej zmiany nogi.
Koleżanka. Po drodze kilka wyjaśnień, malowanych butem na piasku ujeżdżalni. Wygięcie konia, łopatka wewnętrzna, trzymamy balanse. I... super. Wolty wychodzą, na początek nieco zbyt... obszerne. Ale czego chcieć, jak koń bez zebrania i skrócenia, wchodzi w dość szybkim galopie, to się normalnie nie da. Po kilku próbach, daje się zmieścić w "połowie", głowa nieco lepiej (w końcu umiemy zwolnić). Jeszcze z łopatkami nie bardzo, ale... widzę, że Koleżanka ma "kontr-balans". Czyli za wszelką cenę próbuje utrzymać się w pionie, przy koniu, który normalnie przy galopie lekko pochyla się w zakręcie.
Dwa zdania wyjaśnienia - nieco zdziwienia, że "jak to a nie przewróci się?", ale próbujemy jeszcze raz. I EUREKA!!!. To jest to. Koń ładnie wygięty(mimo, że szkółkowy), noga "gazu" trzyma zad i podtrzymuje tempo, wewnętrzna jeszcze nie OK, ale za to dłonie poprawnie ustawiły łeb i łopatce udało się tym razem nie wpaść.
A Córcia...
Córcia jak to Córcia. Jak się wkurzę, i gromami ślę dookoła (nie przeklinam, bo dzieci dookoła), to nagle wie gdzie ta łydka ma być, co z łapkami, i jak anglezować (swoją drogą już zaczyna łapać, że to nie skakanie w strzemionach).
Podsumuję Dodałem nieco opisu z jazdy, ale to jest właśnie to. Okazało się, że już zapomniałem... ZAPOMNIAŁEM JAKĄ RADOŚĆ DAJĄ EFEKTY W PROWADZENIU JAZDY. Nie - nie mam problemu ze szkoleniem i kształceniem. Robię to 14 lat w swojej branży i przeszkoliłem już w "osobodniach" ponad 7 tysięcy ludzi (osobodni - jednostka miary szkoleń i doświadczenia trenerskiego). Ale żadne szkolenie nie daje takiej radości, jak prowadzenie jazdy, w której "WYCHODZI". W której widać, że koń z jeźdźcem "łapią" - kontakt ze sobą (nie mówię o wodzach) i po prostu doskonale zaczynają się rozumieć. Ocena jazd Tak na koniec od siebie dodam.
Rozumiem, że jeźdźcy lubią być chwaleni, a publiczność oceniać. Ale naprawdę - największą pochwałą dla WAS jeżdżących jest to, że wykonujecie poprawne ćwiczenie. Naprawdę nie ma lepszej metody oceny, jak poprawne wykonanie wolty, ładnej, eleganckiej, po okręgu i z dobrze ustawionym koniem. Z luzem i uśmiechem. Z radością i zrozumieniem - konia i jeźdźca. Żadna inna ocena nie ma wtedy znaczenia - ważne że się cieszymy. Tak samo we wszystkich innych figurach. Ładne, precyzyjne, dokładne i co najważniejsze - z radością Waszą i Konia - są najlepszą oceną.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze