Dzisiaj gdy rano poszłam do Dragona zarżał do mnie i podszedł. Dostał kawałek marchewki i poszłam z nim do stajni. Zdjęłam mu kantar, wprowadziłam do boksu i zaczęłam do niego rozmawiać, głaskać go. Dragon postawił tylko uszy i bacznie spoglądał na moje ruchy. Podrapałam go po szyi, gdyż wiem że lubi gdy się go tam drapie. Dragon zadowolony podniósł łepek i powoli zamykał oczy.. Wtem przytuliłam się do jego grzywy, wplatając palce w jego gęstą i puszystą grzywę. Nagle koń opuścił łepek, opierając go na moim ramieniu. Jedną ręko drapałam go dalej a drugą głaskałam po łepku. Mówiłam do niego spokojnym głosem, było to świetne uczucie kiedy to koń usypia przytulony do Ciebie. Niestety naszą zabawę (która obojgu z nas jak najbardziej się podobała) przerwał telefon komórkowy który miałam w kieszeni. Po krótkiej rozmowie założyłam Dragonowi i Moni kantar i zaprowadziłam z siostrą na łąkę. Niespodziewanie Dragon chodził za mną krok w krok. Teraz jestem pewna, ze warto było poświecić rok pracy z tym koniem aby w końcu mi zaufał :)
bez pracy nie ma kołaczy jak to się mówi)
też bym chciała mieć swojego konie :) masz wielkie szczęście!
też bym tak chciala z moim sie porozumiewac.........