Reklama

Zdrowy rozsądek

Spotykam się z rożnym traktowaniem zwierząt przez ludzi. Pewne podejście szczególnie mnie irytuje. Jest to na pierwszy rzut oka podejście pełne empatii i dbałości o dobrostan zwierząt. Lecz chciałbym zastanowić jak jest naprawdę.
Standardy dotyczące utrzymania zwierząt są coraz to podwyższane. I dobrze. Wielokrotnie w przeszłości kontakty między ludźmi a zwierzętami były gwałtowne i pełne przemocy. Powiedzmy sobie szczerze że obie strony bywały poszkodowane. Słyszałem na przykład o wypadku gdy dziewczyna pojechała w odwiedziny do chłopaka wierzchem. Koń uwiązany przed domem wywołał poruszenie wśród miejscowej dzieciarni. |Ciągu dalszego nie muszę opisywać, każdy kto przestaje z końmi potrafi go sobie wyobrazić. I to właśnie jest meritum moich rozważań! Wyobraźnia! Łatwo przychodzi nam jak doszło do wypadku: brak wiedzy na temat zwierząt wśród ogółu. W tym wypadku brak świadomości zachowań konia który zaskoczony przez dziecko, odruchowo bronił się przed zagrożeniem które zaistniało w jego mniemaniu. Ale jaka jest wiedza o psychice zwierząt (etologii) wśród ogółu ludzi? Nie dzielił bym ich na tych z miasta i ze wsi. Według mnie nie ma tu wielkich różnic co do ich niewiedzy. Różnic ilościowych, zmieniają się tylko stereotypy. Zawsze powtarzam znajomym, jeśli nie „macie ręki do zwierząt” to kupcie sobie psa który jest mniejszy od was. Taki to co najwyżej, odgryzie wam palec, ręka zostanie. Pomińmy fakt że brak umiejętności radzenia sobie ze zwierzęciem, dla mnie jest równoważny z brakiem umiejętności wychowawczych wobec dzieci. Małe dziecko podobnie jak zwierzak, metodą prób i błędów, usiłuje przeprowadzić swoje cele. A metody jego w żaden sposób nie regulują żadne prawa, oprócz praw przyrody.
No dobrze lecz gdzie podział nam się główny wątek. Wobec tego cząstkowe podsumowanie, rozumiemy jakie skutki może wywołać obejście zwierzęcia kiedy nie posiadamy wiedzy. Wiemy również że ta wiedza nie jest powszechna. Znacie również zdanie autora tego tekstu że wiedza ta może być przydatna w przypadku wychowania swoich dzieci. Tenże autor dodaje że wiedza ta pomaga również w kontaktach z innymi ludźmi.
Dołóżmy jeszcze do tego parę dalszych przemyśleń autora. Wyobraźmy sobie konia zjadającego jabłko. Doskonale wiemy że nie wyrzuca ogryzka. Co dzieje się z pestkami? To wiemy również doskonale. Wędrują na ziemię z kolejną porcją kupy, czyli w towarzystwie nawozu. Jeśli tylko zechcą (pestki czyli nasiona oczywiście) to wzejdą i wyrośnie nowa jabłoń. Czyli drzewo wykorzystało konia! W tą opowieść każdy mi uwierzy. To idźmy dalej. Ludzie hodują świnki. |Ciąg dalszy tego hodowania to wyroby na naszym stole. I tutaj wypowiem coś co dla niektórych może być nie do przyjęcia, ale błagam, odrzućcie pierwsze odczucia i myślcie! Ile świń żyje w chlewniach? Przecież aby zwiększyć ich ilość to nawet inseminujemy lochy! Aby jeszcze dodać fermentu: wyobraźcie sobie że w odruchu humanitaryzmu (okropne słowo, w ogóle nie powinno go się używać w stosunku do zwierząt), zostajemy nagle wegetarianami, tak w stu procentach. Co się dzieje? Może jakieś świnie przeżywają w ZOO? Nie sądzę, zwłaszcza że ZOO to takie mało godne uwagi prawdziwego miłośnika zwierząt miejsce. W tym miejscu znajdzie się wielu którzy powiedzą że przecież jakieś wyjście się znajdzie. Tak, jakieś. Słowo wytrych które zastępuje prawdziwą odpowiedź. Takie, i tu będę brutalny, które wykorzystują rodzice tłumacząc przed dzieckiem gdzie znalazł się piesek przed wakacjami: „piesek sobie pojechał też na wakacje, z innymi pieskami”. Tylko początek wakacji miał paskudny bo się poturbował wysiadając w pośpiechu z jadącego samochodu.
A wracając do świnek, one nas wykorzystują, tak samo jak drzewa wykorzystują zwierzęta do wyniesienia nasion na odległość która w inny sposób nie byłaby dla nich osiągalna, do zwiększenia populacji. I co miło wam? Świnie nas wykorzystują. Odpowiecie mi: ale przecież my te świnie mordujemy, w straszliwy i odrażający sposób traktujemy ich martwe ciała. W jaki sposób można mówić o tym że to świnie nas wykorzystują? Przecież jest odwrotnie! Tak myślicie? To powiedźcie mi gdzie podziały się tury? Przepytajcie tych którzy pamiętają, ile było dzikich ssaków w lasach po zakończeniu wojny? Skąd dzisiaj żubry w Białowieży? Od końca, żubry żyją, bo myśliwskie pasje cara Wszechrosji kazały hodować te bestie w celu polowania na nie. Zwierz w naszych lasach podobnie. To myśliwi je retro indukowali po wojennych stratach, to oni w końcu płacą za straty w zbiorach rolnikom. A tury wyginęły mimo królewskiego zakazu polowania na nie.
Wróćmy do świń (Sus scrofa f. domestica), gatunku nie interesuje los pojedynczych osobników. Ten gatunek trwa dzięki człowiekowi i mimo niego. Takie postępowanie można nazwać inteligencją gatunkową. Nie chodzi mi oczywiście o inteligencję przynależną osobnikom danego gatunku, lecz o zjawisko które nasuwa takie skojarzenie (tak samo jest z siłą odśrodkową, w fizyce istnieje tylko siła dośrodkowa, tylko nasze obserwacje przeprowadzone w błędnym układzie odniesienia dają nam takie uproszczenie).
Przenieśmy wobec tego moje przemyślenia na konie. Dopóki będziemy jeździć wierzchem, powozić, to ci nasi wspaniali przyjaciele będą nam towarzyszyć. W każdym innym przypadku obejrzymy ich zagładę. Humanitarnie rzecz jasna przeprowadzoną. W taki sposób odpowiadam tym wszystkim którzy w imię nie pojętej przeze mnie głupoty próbują wmówić mi że moja pasja jest barbarzyństwem. Być może jeździectwo jest barbarzyństwem. Być może myślistwo jest barbarzyństwem. Być może jedzenie mięsa jest barbarzyństwem. Być może ma rację litościwa pani dziennikarz piętnująca właściciela koni które zamiast bezpiecznie zamknięte w stajni, biedne chodziły po błotnistym wybiegu w deszczu, a do tego widać im biedakom, było żebra. Humanitarna pani redaktor pobiegła, kupiła bochenek najświeższego chleba i nakarmiła głodne zwierzęta. Taka była dobra! (Oglądałem to w TV, dobrych parę lat temu).
Dziś obserwujemy jak ustawowo zakazując się handlu psów, usiłujemy poprawić ich los. Ja sobie myślę że ustawowo tylko uprawomocnione hodowle zyskają ekonomicznie. Sam kupiłem kiedyś psa z hodowli poleconej przez związek. Do dziś wypróżnia się na utwardzonych powierzchniach. Zostało mu to po dzieciństwie w kojcu z betonową posadzką. Czy takie przepisy, zgodne są z interesem gatunkowym psów? Ja nie ważę się odpowiedzieć. Ilość ludzi którzy znają zwierzęta z kreskówek i ucukrowanych filmów fabularnych rośnie. Ilość wrednych dzieciaków którzy wychowywani są przez ludzi nie posiadających żadnych kwalifikacji (co tam kwalifikacje, osobiście nie mam dla nich szacunku, o wiele więcej mam dla umiejętności!), rośnie. I nie chodzi tu wcale o pozostawianie dzieci (lub też zwierząt) samopas, bo wtedy wszystko jest możliwe. Tylko o wychowanie w zakłamaniu i złych wzorcach.
Inny wątek sprawy zwierząt. Oglądałem kiedyś film dokumentalny o rzece Ganges. Jeden z wątków filmu poświęcony był wieśniakom broniących nocą swoich pól przed słoniami. Indie są krajem z największym przyrostem naturalnym. To wymusza zabór ziemi pod pola uprawne. Tak naprawdę nie wiem kto bronił i czego. Czy wieśniacy pól, czy słonie swoich pastwisk? Może lepiej te słonie wystrzelać niż dać im wymrzeć z braku przestrzeni do życia? One nie popełnią z rozpaczy samobójstwa, to nie leży w ich możliwościach.
Zróbmy w tym miejscu resume: nasza rozumna działalność mająca za zadanie poprawienie dobrostanu zwierząt może przynieść skutek całkowicie odwrotny. Śmiertelny wręcz. Zasadniczo jest to inny sposób wydzierania im na naszą korzyść przestrzeni do życia. Jak moja babcia by powiedziała: „jak nie kijem, to pałą”. Sposób o niebo bardziej humanitarny. Dla koni to boksy w których temperatura nie może spadać w zimie poniżej 10 stopni Celsjusza (biedne hucuły), to sterylizacja bezdomnych kotów i tak dalej i tym podobne. I tylko dręczy mnie pytanie jak rozwiązać problem? Słyszę już głosy: mamy fachowców, oni rozwiążą ten problem... jakoś. I tylko boli mnie że ci fachowcy posiadają wykształcenie. Już nie Akademii Umiejętności, są tylko uczelnie wyższe. Tak jak nie ma już Kasy Chorych tylko Narodowy Fundusz Zdrowia, a ja bym chciał chodzić do lekarza kiedy się rozchoruję, na diabła mi on gdy jestem zdrowy? Powiecie to tylko nazwa, a ja wam na to: Ustawa o lasach, zakaz wjazdu konno. To właśnie robota fachowców, dobrze wykształconych, po milionach kursów podyplomowych! Ale o tym innym razem.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama