Witam, postanowiłam założyc taki wątek, ponieważ jestem osobą, która tak naprawdę na końskim grzbiecie nie przeżyła chwil grozy :) Chodzi mi tutaj o to czy ktoś z Was przeżył ponoszenie przez konia, stawanie dęba i jak sobie z tym poradził, jakie były wasze reakcje.Myślę, że takie historie też mogą byc ciekawe i kształcące. A więc opowiadajcie!!! ps- ja w dzieciństwie miałam tylko taką sytuację, że koń chciał stanąc mi dęba, wystraszyłam się i przez jakiś okres przestałam jeździc konno. No ale miłośc dokoni wygrała :)
Chyba moja najgorsza przygoda była ok 3 lat temu. Żeby jechać w super teren musieliśmy przejechać pod wysokim mostem kolejowym. Długo nasłuchiwaliśmy, czy nic nie jedzie więc ruszyliśmy. Gdy byliśmy centralnie pod mostem nadjechał ekspres:(. Konie się spłoszyły i zaczęły galopować. Za mostem była ogromna kałuża, wszystkie wierzchowce przebiegły przez nią a mój postanowił, że nie będzie się moczył i nagle odskoczył w bok. Zleciałam i straciłam przytomność. Chyba najgorsze jest to, że nie pamiętam w ogóle tego dnia. Dowiedziałam się o tym, że zleciałam z relacji uczestników wypadu w teren...
Kurcze to naprawdę nieprzyjemnie. Współczuje. Duży respekt dla Ciebie, że odważyłaś się z powrotem wsiąść na konia. No i tak, te nasze tereny potrafią nas zaskoczyć...
To nie było takie straszne ale najbardziej się przestraszyłam kiedy byłam w terenie z koleżanką i jeszcze kilkoma osobami. Spadłam a mój koń uciekł. Moja koleżanka zeszła z konia ponieważ bała się, że też ucieknie ale z nią na grzbiecie. Ta klacz zaczęła się szarpać i uciekła za moim koniem. Zdążyliśmy wrócić na stadninę, ale ich nie było. Dopiera taka dziewczyna wsiadła na konia i pojechała za nimi. Znalazła je i wróciliśmy. Bałam się, że coś im się stanie lub się o coś zaplączą ( uciekły przecież osiodłane), mógł je ktoś ukraść a nie były to moje konie.Ale to nic w porównaniu z twoim wypadkiem amazons.
to tez chwila grozy :)))
moja taka (słaba w porównaniu do waszych chwil grozy xD) to jak na 2 lekcji na Bonie. szły koło mnie małe dziecki(dosłownie 4-5lat) z telefonkikami pykającymi-grającymi wysokie dźwięki, no to jak klacz ruszyła , to mało jej tylu nie zabraklo xPPP dobrze , że to były sekundy i nei wypadłam z siodła ^^!
:))
Amadikas Serena muszę przyznać, że mimo wszystko musiało to być straszne uczucie kiedy konie uciekły. Nie dość, że osoba kochająca konie boi się o nie to jeszcze nie były to własne konie. Ekstremalnie.Agatulec13 muszę przyznać, że jak dla mnie najgorsza jest niewiedza młodych i starszych jeśli chodzi o konie. Nie ma nic gorszego jak np kierowca trabiący na konia, dzieci i ich krzyki i dziwne odgłosy itd. Ale to jest nieuniknione :)
Moja największa chwila grozy zdarzyła się 4 lata temu, kiedy byłam jeszcze mało doświadczonym jeźdźcem. Wsiadłam wtedy na bardzo płochliwą klacz a muszę przyznać że bała się nawet ruszających się listków na wietrze. Pojechaliśmy w teren, nagle mój koń stanął dęba i zjechałam z niego jak po ślizgawce nic na szczęście się nie stało. Ale żeby tego było mało to właściciel koni kazał mi się przesiąść na swojego konia. Zdążyłam tylko na nią wsiąść i poniosła mnie, strzemion nie miałam dopasowanych a wodze się zerwały. I tak galopowałyśmy przez pole. Nie mogłam jej wcale zatrzymać ale widząc że zmierza w kierunku stajni troszeczkę się uspokoiłam aż tu nagle przede mną wyrósł wielki rów z wodą, no i nie miałam żadnych szans. Koń poleciał w prawo a ja w lewo. Na szczęście się nie połamałam ale konkretnie sobie naderwałam główny mięsień przy kręgosłupie i przez dwa tygodnie poruszałam się jak robocik. Uważam jednak że nie ma szans jeździć konno i nie spaść trzeba nauczyć się odpowiednio spadać. Jeżdżę na bardzo temperamentnych koniach więc nie raz już zaliczyłam przysłowiową glebę! Pozdrawiam wszystkich!
ja to tylko mialam upadek w terenie. pojechalam na klaczce spokojnej ale nowej no coz okej. jedziemy wszystko pieknie to galop a klaczka w pewnym momencie pach na kolana a ja przez szyje klaczka wstala i jak sie okazalo "dotknela" mnie kopytkami czego dowodami bylo duzy siniak na udzie,biodrez i posiniaczone zebro. ale naet nic nie czulam bardziej bylam wystraszona ze jej moglo sie cos stac jak wrocilam do stajni to instruktorka mowi zebym sie nie przejmowala bo jej nic sie nie stalo ;))
Witam.Opowiem historię jaka przed sylwestrem przydarzyła się mojemu mężowi.Nie na końskim grzbiecie ale pod końskim kopytem.Otóż przy karmieniu mój konik tak niefortunnie stanął mu na nogę(nie kuty),że zmiażdżył mu środkowy palec u nogi.Przygoda skończyła się na pogotowiu,pięć szwów ,mało brakowało a stracił by palec.Wniosek:Uwazac trzeba nie tylko na końskim grzbiecie ale i przy obrządzaniu naszych duzych pupili.POZDRAWIAM.
ja chyba najgorzej miałam gdy mój koń na obozie zrobił mi numerek. najpierw stawał kilka razy dęba potem brykał aż w końcu mnie zrzucił:)):):) Wyskoczył z ogrodzenia i pogalopował do domu:) (ma 6kilometrów z Żubraczego) złapał go mój instruktor samochodem 4 km dalej. Póżniej pojechał aż do domu galopem i na łące aż go położył na ziemie i dzięki temu trochę sie zreflektował:):):):):):):):) miałam obite biodro ale ze byl to pierwszy dzien obozu na drugi dzien mialam juz dwie jazdy:):):)
Kurcze muszę przyznać, że ile Was jest tyle różnych historii :) Może nie są to najlepsze wspomnienia, gdy coś się stało no, ale wazne jest też to, żeby inni jeźdźcy mieli świadomość, że z końmi nie ma żartów. Należy zawsze mieć do nich respekt niezależnie od umiejętności jeździeckich. Trzeba pamiętć, że jest to potężne, często niebezpieczne zwierze. :)
Ja właściwie to zaliczyłam już pięć razy przysłowiową glebę o najbardziej niebezpiecznym upadku pisałam. Teraz opiszę coś mniej strasznego. Były to moje początki skoków przez przeszkody. Podjechałam do przeszkody przeskoczyłam ją i niestety za późno odchyliłam się do tyłu i oczywiście zaczęłam lecieć na głowę konia. Nie wiem jak to zrobiłam ale jadąc galopem i lecąc do przodu złapałam konia za kantar i ustałam przed nim. Ja byłam bardzo zdziwiona ale koń chyba jeszcze bardziej bo ustał jak wryty. Mogę powiedzieć że z każdy upadkiem jest coraz lepiej bo człowiek uczy się jak spadać żeby nie zrobić sobie krzywdy. Pozdrawiam wszystkich!!!
ja nie miałam aż takich strasznych chwili grozy. kiedyś jednak jechaliśmy w zastępie i nagle do mojego konia(Berg> podjechał jeździec na innym koniu<Enigma) ( w dodatku te konie się nie lubią) i zaczeęa się walka. Enigma zaczęła kopać i dostałam w nogę. na szczęście nie bolało bardzo długo ale mój koń był w szoku i strasznie spanikował ponieważ pewnie też dostał z kopyta i prawie spadłam ale się utrzymałam :) innym razem znowu jechaliśmy w zastępie i mój koń się potknął a był czołowy a jechaliśmy w kłusie. spadł na przednie łapy a tylne mu się rozjechały. reszta zastępu naszczęście się zatrzymała a ja gdybym się nie utrzymała w siodle wylądowała bym na ścianie co pewnie nie było by miłe <lol2>
Jeśli chodzi o tą niewiedze młodszych i starszych, którzy nie jeżdżą konno i myślą, że jeżeli spłoszą konia to są święci... Ostatnio jechałam przez pewne miasto i na główną ulice spacerkiem wyszedł sobie młody koń. Zatrzymaliśmy z rodzicami cały ruch drogowy, nikt nie miał nic przeciwko dopóki nie podjechała taka starsza pani i zaczęła trąbić... I to akurat wtedy gdy ja już byłam przy pysku tego konia i nawet nie zdążyłam go złapać kiedy przez to trąbienie on się spłoszył... Moja mama wcześniej pobiegła do stadniny, która była niedaleko i powiedziała o tym zdarzeniu. Przez jakiś czas biegłam za tym koniem, no ale wiadomo koń szybszy więc dużo tym nie zadziałałam. Ludzie na ulicy zaczęli się już niepokoić, więc właściciele powiedzieli żebyśmy pojechali a oni złapią tego uciekiniera. Na szczęście koń skręcił w boczną uliczkę gdzie był bardzo mały ruch i tam biegł sobie kłusikiem. Druga moja historia z koniem to była taka, że pewnego pięknego dnia postanowiłam (oczywiście nie sama ) wyjechać z moją klaczką pierwszy raz na ulicę. Wybrałam drogę gdzie był najmniejszy ruch, ale i tak to nic nie pomogło... Szłam stępem a mój tato prowadził Nitkę za uzdę, bo wiadomo pierwszy raz na drodze. Kiedy nagle nadjechał traktor.. Tak ni stąd ni z owąd.. No i moja klacz zaczęła się cofać do tyłu, nie mogliśmy jej utrzymać i wpadłyśmy do rowu...;/ Na szczęście nic z jej kończynami się nie stało, tylko przygniotła mi cały lewy bok...;/ Obie byłyśmy w szoku i postanowiłam, że nie będę w ten dzień już na nią wsiadać... Cała obolała wróciłam do domu a tato zaprowadził ją do stajni:) Kiedyś również spadłam w pokrzywy z tej samej klaczy xD I jeszcze było lato i ubrałam krótkie spodenki i bluzkę xD Teraz już nie daję się tak łatwo zrzucić ;P Niedawno ujeżdżałam Normę, a że ma poniekąd rozum dziecka to lubi sobie pobrykać, akurat wtedy kiedy ja na niej siedzę xD I macha tymi nogami we wszystkie strony jak biegniemy, ale z niej jeszcze nie spadłam i nie mam zamiaru xDD hehepozdrawiam;)
ja miałam taką nieciekawą sytuację w te ferie. drugiego dnia obozu pojechaliśmy sobie w teren. pojechaliśmy na drogę. jedna z głównych ale nie było dużego ruchu. wszyscy jak nas mijali to zwalniali albo jak jechali z naprzeciwka to się zatrzymywali i czekali aż przejedziemy. ;] no i jedziemy i nagle z naprzeciwka jedzie traktor. zamiast się zatrzymać to on jedzie. i głośno ryczy. (a wtedy była wąska droga bo zaspy i wgl.) no to konie się spłoszyły. (jechaliśmy m zastępie składającym się z 6 koni) jedna klaczka wbiegła między dwa samochody i zaczęła brykać. na szczęście chłopak który na niej jechał nie spadł. mi koń zbiegł z ulicy i wskoczył w taka metrową zaspę. wałaszek zaczął się potykać, z ja zgubiłam jedno strzemię. tak na prawdę to była pierwsza taka moja sytuacja. i ogólnie był to mój pierwszy upadek. no i spadałam z Maga. no to dobra. traktor sobie pojechał. ja konia złapałam i instruktor stwierdził że wracamy do domu. ok. no to wracamy i wyprzedza nas samochód (tak gdzieś 70 km/h) i on miał plandekę i wgl. no i mi koń się spłoszył (znowu) wskoczył w zaspę i znów się zaczął potykać. wtedy to ja już kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. pamiętam tylko jak widzę jego kopyta przy swojej drodze. i gdy wyszłam z tych zasp to instruktor się zapytał kto tam pobiegł. no i jedna z dziewczyn odpowiada, że Magda (taka instruktorka). okazało się, że koń na którym ona jechała zaczął uciekać przed tym samochodem takim szybkim galopem a ten durny kierowca zamiast się zatrzymać to jechał dalej.na szczęście Magda jechała w stronę domu więc mogła zjechać w uliczkę. dobrze że ona wzięła Retorykę. bo miał go wziąć taki chłopak któremu koń wbiegł między samochody. no to my, resztą grupy wracamy do domu. i się zaczęliśmy śmiać. instruktor stwierdził, że tak fajnie spadała. i jak wychodziłam z tego śniegu to wyglądałam jak bałwanek. na szczęście nic się nikomu nie stało. tylko tyle, że ja musiałam zaserwować obozowi dwie czekolady.:Pa miałam takiego pecha, że ten incydent wydarzył się w moje 15 urodziny. to będą najbardziej pamiętne urodziny w moim życiu. :Pa miałam jeszcze taką inną sytuację w wakacje. no bo pojechaliśmy sobie w teren. taki dłuższy. no i jedziemy i jak wracaliśmy to na takiej łące mieliśmy zagalopować. no i pierwsze 4 konie już galopują, a mi Mag za nic nie chce ruszyć. i biegnie sobie spokojnie kłusikiem. w pewnym momencie wyrwał mi do przodu i wyprzedził wszystkie konie. zatrzymał się przy drzewach, a ja wylądowałam przed siodłem na jego kłębie. nawet nie wypadły mi strzemiona. :P dwa się spłoszyły i odskoczyły na bok . dziewczyny z nich pospadał. taka jedna klaczka nadepnęła jedną z nich na żebra. a ona miała takie szczęście, że nic jej się nie stało. tylko miała kilka strupków. a jak wróciliśmy do stajni zaczęłam ryczeć bo myślałam, że to moja wina. :P no bo zaczęłam panikować. ale dziewczyny mi wszystko wyjaśniły, że to mogło wydarzyć się każdemu i ja się uspokoiłam. :) później wszystko było ok. ;]
a miałam jeszcze taką inną sytuację w wakacje. no bo pojechaliśmy sobie w teren. taki dłuższy. no i jedziemy i jak wracaliśmy to na takiej łące mieliśmy zagalopować. no i pierwsze 4 konie już galopują, a mi Mag za nic nie chce ruszyć. i biegnie sobie spokojnie kłusikiem. w pewnym momencie wyrwał mi do przodu i wyprzedził wszystkie konie. zatrzymał się przy drzewach, a ja wylądowałam przed siodłem na jego kłębie. nawet nie wypadły mi strzemiona. :P dwa się spłoszyły i odskoczyły na bok . dziewczyny z nich pospadał. taka jedna klaczka nadepnęła jedną z nich na żebra. a ona miała takie szczęście, że nic jej się nie stało. tylko miała kilka strupków. a jak wróciliśmy do stajni zaczęłam ryczeć bo myślałam, że to moja wina. :P no bo zaczęłam panikować. ale dziewczyny mi wszystko wyjaśniły, że to mogło wydarzyć się każdemu i ja się uspokoiłam. :) później wszystko było ok. ;](sprostowanie do podkreślonej części. :)ta klaczka po prostu po niej tylko przebiegła i po drodze na niej stanęła. ale na szczęście nic się nikomu nie stało.
nie mialam jeszcze takiej przerazajacej sytuacji...kiedys kon sie przestraszyl i stanal deba no i ja spadlam z niego ;) ale to bylo odrazu po wejsciu na konia ;P wiec sie nie przerazilam i nie zaliczam tego do upadku z konia podczas jazdy i nie mowie o tym tak ;) ale tylek i plecy bolaly mnie baaaaaardzo dlugooo ;/;/
Witam, postanowiłam założyc taki wątek, ponieważ jestem osobą, która tak naprawdę na końskim grzbiecie nie przeżyła chwil grozy :) Chodzi mi tutaj o to czy ktoś z Was przeżył ponoszenie przez konia, stawanie dęba i jak sobie z tym poradził, jakie były wasze reakcje.Myślę, że takie historie też mogą byc ciekawe i kształcące. A więc opowiadajcie!!! ps- ja w dzieciństwie miałam tylko taką sytuację, że koń chciał stanąc mi dęba, wystraszyłam się i przez jakiś okres przestałam jeździc konno. No ale miłośc dokoni wygrała :)
Chyba moja najgorsza przygoda była ok 3 lat temu. Żeby jechać w super teren musieliśmy przejechać pod wysokim mostem kolejowym. Długo nasłuchiwaliśmy, czy nic nie jedzie więc ruszyliśmy. Gdy byliśmy centralnie pod mostem nadjechał ekspres:(. Konie się spłoszyły i zaczęły galopować. Za mostem była ogromna kałuża, wszystkie wierzchowce przebiegły przez nią a mój postanowił, że nie będzie się moczył i nagle odskoczył w bok. Zleciałam i straciłam przytomność. Chyba najgorsze jest to, że nie pamiętam w ogóle tego dnia. Dowiedziałam się o tym, że zleciałam z relacji uczestników wypadu w teren...
Kurcze to naprawdę nieprzyjemnie. Współczuje. Duży respekt dla Ciebie, że odważyłaś się z powrotem wsiąść na konia. No i tak, te nasze tereny potrafią nas zaskoczyć...
Z tego się nie da zrezygnować. Jeżeli spadnę i się bardzo połamię to i tak pierwsze moje pytanie do lekarza będzie kiedy będę mogła wsiąść na konia;P
To się nazywa prawdziwa miłość do koni i wielka pasja :) Super :)
świetnie :P
To nie było takie straszne ale najbardziej się przestraszyłam kiedy byłam w terenie z koleżanką i jeszcze kilkoma osobami. Spadłam a mój koń uciekł. Moja koleżanka zeszła z konia ponieważ bała się, że też ucieknie ale z nią na grzbiecie. Ta klacz zaczęła się szarpać i uciekła za moim koniem. Zdążyliśmy wrócić na stadninę, ale ich nie było. Dopiera taka dziewczyna wsiadła na konia i pojechała za nimi. Znalazła je i wróciliśmy. Bałam się, że coś im się stanie lub się o coś zaplączą ( uciekły przecież osiodłane), mógł je ktoś ukraść a nie były to moje konie.Ale to nic w porównaniu z twoim wypadkiem amazons.
to tez chwila grozy :))) moja taka (słaba w porównaniu do waszych chwil grozy xD) to jak na 2 lekcji na Bonie. szły koło mnie małe dziecki(dosłownie 4-5lat) z telefonkikami pykającymi-grającymi wysokie dźwięki, no to jak klacz ruszyła , to mało jej tylu nie zabraklo xPPP dobrze , że to były sekundy i nei wypadłam z siodła ^^! :))
Amadikas Serena muszę przyznać, że mimo wszystko musiało to być straszne uczucie kiedy konie uciekły. Nie dość, że osoba kochająca konie boi się o nie to jeszcze nie były to własne konie. Ekstremalnie.Agatulec13 muszę przyznać, że jak dla mnie najgorsza jest niewiedza młodych i starszych jeśli chodzi o konie. Nie ma nic gorszego jak np kierowca trabiący na konia, dzieci i ich krzyki i dziwne odgłosy itd. Ale to jest nieuniknione :)
Moja największa chwila grozy zdarzyła się 4 lata temu, kiedy byłam jeszcze mało doświadczonym jeźdźcem. Wsiadłam wtedy na bardzo płochliwą klacz a muszę przyznać że bała się nawet ruszających się listków na wietrze. Pojechaliśmy w teren, nagle mój koń stanął dęba i zjechałam z niego jak po ślizgawce nic na szczęście się nie stało. Ale żeby tego było mało to właściciel koni kazał mi się przesiąść na swojego konia. Zdążyłam tylko na nią wsiąść i poniosła mnie, strzemion nie miałam dopasowanych a wodze się zerwały. I tak galopowałyśmy przez pole. Nie mogłam jej wcale zatrzymać ale widząc że zmierza w kierunku stajni troszeczkę się uspokoiłam aż tu nagle przede mną wyrósł wielki rów z wodą, no i nie miałam żadnych szans. Koń poleciał w prawo a ja w lewo. Na szczęście się nie połamałam ale konkretnie sobie naderwałam główny mięsień przy kręgosłupie i przez dwa tygodnie poruszałam się jak robocik. Uważam jednak że nie ma szans jeździć konno i nie spaść trzeba nauczyć się odpowiednio spadać. Jeżdżę na bardzo temperamentnych koniach więc nie raz już zaliczyłam przysłowiową glebę! Pozdrawiam wszystkich!
no też przeyłaś swoje :))))
ja to tylko mialam upadek w terenie. pojechalam na klaczce spokojnej ale nowej no coz okej. jedziemy wszystko pieknie to galop a klaczka w pewnym momencie pach na kolana a ja przez szyje klaczka wstala i jak sie okazalo "dotknela" mnie kopytkami czego dowodami bylo duzy siniak na udzie,biodrez i posiniaczone zebro. ale naet nic nie czulam bardziej bylam wystraszona ze jej moglo sie cos stac jak wrocilam do stajni to instruktorka mowi zebym sie nie przejmowala bo jej nic sie nie stalo ;))
Witam.Opowiem historię jaka przed sylwestrem przydarzyła się mojemu mężowi.Nie na końskim grzbiecie ale pod końskim kopytem.Otóż przy karmieniu mój konik tak niefortunnie stanął mu na nogę(nie kuty),że zmiażdżył mu środkowy palec u nogi.Przygoda skończyła się na pogotowiu,pięć szwów ,mało brakowało a stracił by palec.Wniosek:Uwazac trzeba nie tylko na końskim grzbiecie ale i przy obrządzaniu naszych duzych pupili.POZDRAWIAM.
prawda. :))
ja chyba najgorzej miałam gdy mój koń na obozie zrobił mi numerek. najpierw stawał kilka razy dęba potem brykał aż w końcu mnie zrzucił:)):):) Wyskoczył z ogrodzenia i pogalopował do domu:) (ma 6kilometrów z Żubraczego) złapał go mój instruktor samochodem 4 km dalej. Póżniej pojechał aż do domu galopem i na łące aż go położył na ziemie i dzięki temu trochę sie zreflektował:):):):):):):):) miałam obite biodro ale ze byl to pierwszy dzien obozu na drugi dzien mialam juz dwie jazdy:):):)
Kurcze muszę przyznać, że ile Was jest tyle różnych historii :) Może nie są to najlepsze wspomnienia, gdy coś się stało no, ale wazne jest też to, żeby inni jeźdźcy mieli świadomość, że z końmi nie ma żartów. Należy zawsze mieć do nich respekt niezależnie od umiejętności jeździeckich. Trzeba pamiętć, że jest to potężne, często niebezpieczne zwierze. :)
Ja właściwie to zaliczyłam już pięć razy przysłowiową glebę o najbardziej niebezpiecznym upadku pisałam. Teraz opiszę coś mniej strasznego. Były to moje początki skoków przez przeszkody. Podjechałam do przeszkody przeskoczyłam ją i niestety za późno odchyliłam się do tyłu i oczywiście zaczęłam lecieć na głowę konia. Nie wiem jak to zrobiłam ale jadąc galopem i lecąc do przodu złapałam konia za kantar i ustałam przed nim. Ja byłam bardzo zdziwiona ale koń chyba jeszcze bardziej bo ustał jak wryty. Mogę powiedzieć że z każdy upadkiem jest coraz lepiej bo człowiek uczy się jak spadać żeby nie zrobić sobie krzywdy. Pozdrawiam wszystkich!!!
ja nie miałam aż takich strasznych chwili grozy. kiedyś jednak jechaliśmy w zastępie i nagle do mojego konia(Berg> podjechał jeździec na innym koniu<Enigma) ( w dodatku te konie się nie lubią) i zaczeęa się walka. Enigma zaczęła kopać i dostałam w nogę. na szczęście nie bolało bardzo długo ale mój koń był w szoku i strasznie spanikował ponieważ pewnie też dostał z kopyta i prawie spadłam ale się utrzymałam :) innym razem znowu jechaliśmy w zastępie i mój koń się potknął a był czołowy a jechaliśmy w kłusie. spadł na przednie łapy a tylne mu się rozjechały. reszta zastępu naszczęście się zatrzymała a ja gdybym się nie utrzymała w siodle wylądowała bym na ścianie co pewnie nie było by miłe <lol2>
Jeśli chodzi o tą niewiedze młodszych i starszych, którzy nie jeżdżą konno i myślą, że jeżeli spłoszą konia to są święci... Ostatnio jechałam przez pewne miasto i na główną ulice spacerkiem wyszedł sobie młody koń. Zatrzymaliśmy z rodzicami cały ruch drogowy, nikt nie miał nic przeciwko dopóki nie podjechała taka starsza pani i zaczęła trąbić... I to akurat wtedy gdy ja już byłam przy pysku tego konia i nawet nie zdążyłam go złapać kiedy przez to trąbienie on się spłoszył... Moja mama wcześniej pobiegła do stadniny, która była niedaleko i powiedziała o tym zdarzeniu. Przez jakiś czas biegłam za tym koniem, no ale wiadomo koń szybszy więc dużo tym nie zadziałałam. Ludzie na ulicy zaczęli się już niepokoić, więc właściciele powiedzieli żebyśmy pojechali a oni złapią tego uciekiniera. Na szczęście koń skręcił w boczną uliczkę gdzie był bardzo mały ruch i tam biegł sobie kłusikiem. Druga moja historia z koniem to była taka, że pewnego pięknego dnia postanowiłam (oczywiście nie sama ) wyjechać z moją klaczką pierwszy raz na ulicę. Wybrałam drogę gdzie był najmniejszy ruch, ale i tak to nic nie pomogło... Szłam stępem a mój tato prowadził Nitkę za uzdę, bo wiadomo pierwszy raz na drodze. Kiedy nagle nadjechał traktor.. Tak ni stąd ni z owąd.. No i moja klacz zaczęła się cofać do tyłu, nie mogliśmy jej utrzymać i wpadłyśmy do rowu...;/ Na szczęście nic z jej kończynami się nie stało, tylko przygniotła mi cały lewy bok...;/ Obie byłyśmy w szoku i postanowiłam, że nie będę w ten dzień już na nią wsiadać... Cała obolała wróciłam do domu a tato zaprowadził ją do stajni:) Kiedyś również spadłam w pokrzywy z tej samej klaczy xD I jeszcze było lato i ubrałam krótkie spodenki i bluzkę xD Teraz już nie daję się tak łatwo zrzucić ;P Niedawno ujeżdżałam Normę, a że ma poniekąd rozum dziecka to lubi sobie pobrykać, akurat wtedy kiedy ja na niej siedzę xD I macha tymi nogami we wszystkie strony jak biegniemy, ale z niej jeszcze nie spadłam i nie mam zamiaru xDD hehepozdrawiam;)
ja miałam taką nieciekawą sytuację w te ferie. drugiego dnia obozu pojechaliśmy sobie w teren. pojechaliśmy na drogę. jedna z głównych ale nie było dużego ruchu. wszyscy jak nas mijali to zwalniali albo jak jechali z naprzeciwka to się zatrzymywali i czekali aż przejedziemy. ;] no i jedziemy i nagle z naprzeciwka jedzie traktor. zamiast się zatrzymać to on jedzie. i głośno ryczy. (a wtedy była wąska droga bo zaspy i wgl.) no to konie się spłoszyły. (jechaliśmy m zastępie składającym się z 6 koni) jedna klaczka wbiegła między dwa samochody i zaczęła brykać. na szczęście chłopak który na niej jechał nie spadł. mi koń zbiegł z ulicy i wskoczył w taka metrową zaspę. wałaszek zaczął się potykać, z ja zgubiłam jedno strzemię. tak na prawdę to była pierwsza taka moja sytuacja. i ogólnie był to mój pierwszy upadek. no i spadałam z Maga. no to dobra. traktor sobie pojechał. ja konia złapałam i instruktor stwierdził że wracamy do domu. ok. no to wracamy i wyprzedza nas samochód (tak gdzieś 70 km/h) i on miał plandekę i wgl. no i mi koń się spłoszył (znowu) wskoczył w zaspę i znów się zaczął potykać. wtedy to ja już kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. pamiętam tylko jak widzę jego kopyta przy swojej drodze. i gdy wyszłam z tych zasp to instruktor się zapytał kto tam pobiegł. no i jedna z dziewczyn odpowiada, że Magda (taka instruktorka). okazało się, że koń na którym ona jechała zaczął uciekać przed tym samochodem takim szybkim galopem a ten durny kierowca zamiast się zatrzymać to jechał dalej.na szczęście Magda jechała w stronę domu więc mogła zjechać w uliczkę. dobrze że ona wzięła Retorykę. bo miał go wziąć taki chłopak któremu koń wbiegł między samochody. no to my, resztą grupy wracamy do domu. i się zaczęliśmy śmiać. instruktor stwierdził, że tak fajnie spadała. i jak wychodziłam z tego śniegu to wyglądałam jak bałwanek. na szczęście nic się nikomu nie stało. tylko tyle, że ja musiałam zaserwować obozowi dwie czekolady.:Pa miałam takiego pecha, że ten incydent wydarzył się w moje 15 urodziny. to będą najbardziej pamiętne urodziny w moim życiu. :Pa miałam jeszcze taką inną sytuację w wakacje. no bo pojechaliśmy sobie w teren. taki dłuższy. no i jedziemy i jak wracaliśmy to na takiej łące mieliśmy zagalopować. no i pierwsze 4 konie już galopują, a mi Mag za nic nie chce ruszyć. i biegnie sobie spokojnie kłusikiem. w pewnym momencie wyrwał mi do przodu i wyprzedził wszystkie konie. zatrzymał się przy drzewach, a ja wylądowałam przed siodłem na jego kłębie. nawet nie wypadły mi strzemiona. :P dwa się spłoszyły i odskoczyły na bok . dziewczyny z nich pospadał. taka jedna klaczka nadepnęła jedną z nich na żebra. a ona miała takie szczęście, że nic jej się nie stało. tylko miała kilka strupków. a jak wróciliśmy do stajni zaczęłam ryczeć bo myślałam, że to moja wina. :P no bo zaczęłam panikować. ale dziewczyny mi wszystko wyjaśniły, że to mogło wydarzyć się każdemu i ja się uspokoiłam. :) później wszystko było ok. ;]
a miałam jeszcze taką inną sytuację w wakacje. no bo pojechaliśmy sobie w teren. taki dłuższy. no i jedziemy i jak wracaliśmy to na takiej łące mieliśmy zagalopować. no i pierwsze 4 konie już galopują, a mi Mag za nic nie chce ruszyć. i biegnie sobie spokojnie kłusikiem. w pewnym momencie wyrwał mi do przodu i wyprzedził wszystkie konie. zatrzymał się przy drzewach, a ja wylądowałam przed siodłem na jego kłębie. nawet nie wypadły mi strzemiona. :P dwa się spłoszyły i odskoczyły na bok . dziewczyny z nich pospadał. taka jedna klaczka nadepnęła jedną z nich na żebra. a ona miała takie szczęście, że nic jej się nie stało. tylko miała kilka strupków. a jak wróciliśmy do stajni zaczęłam ryczeć bo myślałam, że to moja wina. :P no bo zaczęłam panikować. ale dziewczyny mi wszystko wyjaśniły, że to mogło wydarzyć się każdemu i ja się uspokoiłam. :) później wszystko było ok. ;](sprostowanie do podkreślonej części. :)ta klaczka po prostu po niej tylko przebiegła i po drodze na niej stanęła. ale na szczęście nic się nikomu nie stało.
nie mialam jeszcze takiej przerazajacej sytuacji...kiedys kon sie przestraszyl i stanal deba no i ja spadlam z niego ;) ale to bylo odrazu po wejsciu na konia ;P wiec sie nie przerazilam i nie zaliczam tego do upadku z konia podczas jazdy i nie mowie o tym tak ;) ale tylek i plecy bolaly mnie baaaaaardzo dlugooo ;/;/