Witajcie :)Mam do Was małe pytanko: czy może któraś z Was była na feriach w stajni "Victor" w Siedlcu ( 8km od Wrocławia). Interesują mnie warunki, jedzenie i oczywiście organizacja jazd. Czytałam opinie sprzed kilku lat, które były raczej negatywne, ale słyszałam, że dużo sie od tego czasu zmieniło.Za wszelkie sensowe odpowiedzi będę baaardzo wdzięczna :)
Ogólnie obóz nie był jakoś masakryczny ale... na pewno nie jest to mój ulubiony. Poziom jazd był po prostu żenujący( a w programie było zdawanie odznaki!). Zaczynając od absurdu pd tytułem "do egzaminu podchodza wszyscy"- czyli podchodziły dziewczyny które zaczynały skakać dzień wczesniej! Oczywiście pooblewały. W grunice rzeczy z 8 czy 9 podchodzących obozowiczów zdała 1. Większość jazd była w zastępie( dodam że miałam wtedy zdaną brązowa odznake) bardzo mało skoków( po skoczeniu praktycznie drążka ciut nad ziemią dowiedziałam się że na wyższe przeszkody nie mam równowagi gdzie spokojnie skakałam w innych stajniach 70cm) hmmm... Trener potrafi dobrze uczyć ale nie zawsze to robi, u nas na obozie uczył jakiś instruktor, w sumie spoko, ale kończyło to się jazdą w zasępie, rok wcześniej prowadził Trener i wtedy jazdy były lepsze chociaz też nie powalające. Jedzenie jest spoko. Pokoje a własciwie jeden bodajże 14 osobowy i jeden w stajni( w zimie raczej nie kożystany chyba że jest na obozie chłopak z powodu ogrzewania) czyli w jednym pokoju stoi 7 piętrowych łóżek, wieczorem pod prysznic ustalona wczesniej, z góry kolejność... nie wiem co ci jeszcze moge powiedziec... chyba tyle że bywałam na dużo lepszych i tam wracać nie zamierzam....
Ogólnie obóz nie był jakoś masakryczny ale... na pewno nie jest to mój ulubiony. Poziom jazd był po prostu żenujący( a w programie było zdawanie odznaki!). Zaczynając od absurdu pd tytułem "do egzaminu podchodza wszyscy"- czyli podchodziły dziewczyny które zaczynały skakać dzień wczesniej! Oczywiście pooblewały. W grunice rzeczy z 8 czy 9 podchodzących obozowiczów zdała 1. Większość jazd była w zastępie( dodam że miałam wtedy zdaną brązowa odznake) bardzo mało skoków( po skoczeniu praktycznie drążka ciut nad ziemią dowiedziałam się że na wyższe przeszkody nie mam równowagi gdzie spokojnie skakałam w innych stajniach 70cm) hmmm... Trener potrafi dobrze uczyć ale nie zawsze to robi, u nas na obozie uczył jakiś instruktor, w sumie spoko, ale kończyło to się jazdą w zasępie, rok wcześniej prowadził Trener i wtedy jazdy były lepsze chociaz też nie powalające. Jedzenie jest spoko. Pokoje a własciwie jeden bodajże 14 osobowy i jeden w stajni( w zimie raczej nie kożystany chyba że jest na obozie chłopak z powodu ogrzewania) czyli w jednym pokoju stoi 7 piętrowych łóżek, wieczorem pod prysznic ustalona wczesniej, z góry kolejność... nie wiem co ci jeszcze moge powiedziec... chyba tyle że bywałam na dużo lepszych i tam wracać nie zamierzam....
Ja byłam na zimowisku i latem na dwóch turnusach w 2012 :)Według mnie ten obóz jest bardzo dobry: - dobra organizacja jazd (np. wsiadamy na konie dopiero gdy trener powie: "raz, dwa trzy, wsiadamy". no i jest mocno przestrzegany harmonogram dnia: jazda chyba się jeszcze nigdy nie przesunęła, choćby o 5 minut!)- warunki są całkiem spoko: 2 piętrowe łóżka, ale musisz sobie wziąć śpiwór. Łazienka jest jedna na ok. 10 osób, (przez co czasem na koniec brakuje ciepłej wody) a tak jak już wspomniała SiwaAga jest ustalona z góry kolejność pod prysznic (pierwszy jest najmłodszy, a na koniec najstarszy), są trzy pokoje (jeden dalej od stajni, a dwa nastepne W stajni, odzielone dużą łazienką- jedzenie jest b. dobre ale kucharka (mama trenera ;) ) nie pozwala zostawić nic na talerzu- POZIOM JAZD nie jest taki zły jak mówiła SiwaAga... (przynajmniej według mnie) co chyba drugi dzień są skoki. Gdy jest galop, to najczęściej jeden za drugim i jak komuś nie wyjdzie to rzadko co trener odpuszcza i każe galopować do upadłego (już wtedy samemu). Chociaż nie ukrywam i czasem trener nie jest najmilszy i krzyknie na ciebie coś typu "jeździsz jak ostatnia oferma!", gdy Ci się coś akurat nie uda...Obecnie jest tam również instruktorka, która pomaga przy czyszczeniu, pełnimy z nią dyżury w stajni itd. no i w zastępstwie jeszcze czasem poprowadzi jazdę (pozwala skakać wyższe przeszkody ;) ) Jak byś coś chciała jeszcze zapytać to pisz!
Witajcie :)Mam do Was małe pytanko: czy może któraś z Was była na feriach w stajni "Victor" w Siedlcu ( 8km od Wrocławia). Interesują mnie warunki, jedzenie i oczywiście organizacja jazd. Czytałam opinie sprzed kilku lat, które były raczej negatywne, ale słyszałam, że dużo sie od tego czasu zmieniło.Za wszelkie sensowe odpowiedzi będę baaardzo wdzięczna :)
Ja byłam w zimie 2011 i 2010. Interesuje cię taka opinia czy już za stara?
oczywiście że interesuje :)
Ogólnie obóz nie był jakoś masakryczny ale... na pewno nie jest to mój ulubiony. Poziom jazd był po prostu żenujący( a w programie było zdawanie odznaki!). Zaczynając od absurdu pd tytułem "do egzaminu podchodza wszyscy"- czyli podchodziły dziewczyny które zaczynały skakać dzień wczesniej! Oczywiście pooblewały. W grunice rzeczy z 8 czy 9 podchodzących obozowiczów zdała 1. Większość jazd była w zastępie( dodam że miałam wtedy zdaną brązowa odznake) bardzo mało skoków( po skoczeniu praktycznie drążka ciut nad ziemią dowiedziałam się że na wyższe przeszkody nie mam równowagi gdzie spokojnie skakałam w innych stajniach 70cm) hmmm... Trener potrafi dobrze uczyć ale nie zawsze to robi, u nas na obozie uczył jakiś instruktor, w sumie spoko, ale kończyło to się jazdą w zasępie, rok wcześniej prowadził Trener i wtedy jazdy były lepsze chociaz też nie powalające. Jedzenie jest spoko. Pokoje a własciwie jeden bodajże 14 osobowy i jeden w stajni( w zimie raczej nie kożystany chyba że jest na obozie chłopak z powodu ogrzewania) czyli w jednym pokoju stoi 7 piętrowych łóżek, wieczorem pod prysznic ustalona wczesniej, z góry kolejność... nie wiem co ci jeszcze moge powiedziec... chyba tyle że bywałam na dużo lepszych i tam wracać nie zamierzam....
Ogólnie obóz nie był jakoś masakryczny ale... na pewno nie jest to mój ulubiony. Poziom jazd był po prostu żenujący( a w programie było zdawanie odznaki!). Zaczynając od absurdu pd tytułem "do egzaminu podchodza wszyscy"- czyli podchodziły dziewczyny które zaczynały skakać dzień wczesniej! Oczywiście pooblewały. W grunice rzeczy z 8 czy 9 podchodzących obozowiczów zdała 1. Większość jazd była w zastępie( dodam że miałam wtedy zdaną brązowa odznake) bardzo mało skoków( po skoczeniu praktycznie drążka ciut nad ziemią dowiedziałam się że na wyższe przeszkody nie mam równowagi gdzie spokojnie skakałam w innych stajniach 70cm) hmmm... Trener potrafi dobrze uczyć ale nie zawsze to robi, u nas na obozie uczył jakiś instruktor, w sumie spoko, ale kończyło to się jazdą w zasępie, rok wcześniej prowadził Trener i wtedy jazdy były lepsze chociaz też nie powalające. Jedzenie jest spoko. Pokoje a własciwie jeden bodajże 14 osobowy i jeden w stajni( w zimie raczej nie kożystany chyba że jest na obozie chłopak z powodu ogrzewania) czyli w jednym pokoju stoi 7 piętrowych łóżek, wieczorem pod prysznic ustalona wczesniej, z góry kolejność... nie wiem co ci jeszcze moge powiedziec... chyba tyle że bywałam na dużo lepszych i tam wracać nie zamierzam....
dzięki bardzo za odpowiedź :)
Ja byłam na zimowisku i latem na dwóch turnusach w 2012 :)Według mnie ten obóz jest bardzo dobry: - dobra organizacja jazd (np. wsiadamy na konie dopiero gdy trener powie: "raz, dwa trzy, wsiadamy". no i jest mocno przestrzegany harmonogram dnia: jazda chyba się jeszcze nigdy nie przesunęła, choćby o 5 minut!)- warunki są całkiem spoko: 2 piętrowe łóżka, ale musisz sobie wziąć śpiwór. Łazienka jest jedna na ok. 10 osób, (przez co czasem na koniec brakuje ciepłej wody) a tak jak już wspomniała SiwaAga jest ustalona z góry kolejność pod prysznic (pierwszy jest najmłodszy, a na koniec najstarszy), są trzy pokoje (jeden dalej od stajni, a dwa nastepne W stajni, odzielone dużą łazienką- jedzenie jest b. dobre ale kucharka (mama trenera ;) ) nie pozwala zostawić nic na talerzu- POZIOM JAZD nie jest taki zły jak mówiła SiwaAga... (przynajmniej według mnie) co chyba drugi dzień są skoki. Gdy jest galop, to najczęściej jeden za drugim i jak komuś nie wyjdzie to rzadko co trener odpuszcza i każe galopować do upadłego (już wtedy samemu). Chociaż nie ukrywam i czasem trener nie jest najmilszy i krzyknie na ciebie coś typu "jeździsz jak ostatnia oferma!", gdy Ci się coś akurat nie uda...Obecnie jest tam również instruktorka, która pomaga przy czyszczeniu, pełnimy z nią dyżury w stajni itd. no i w zastępstwie jeszcze czasem poprowadzi jazdę (pozwala skakać wyższe przeszkody ;) ) Jak byś coś chciała jeszcze zapytać to pisz!