Reklama
  • Nusia2011-08-04 13:59:31

    Jestem bardzo szczęśliwa ,ponieważ na koniec gimnazjum - za dwa lata (teraz idę do drugiej klasy ) jest możliwość ,abym zaadoptowała konia. Nie traktujcie mnie jako kogoś kto kocha PONY i marzy o własnym kucyku ,którego po dwóch przejażdżkach zamieni na innego. Ja i mama jesteśmy przeciwne temu całemu obrotowi biznesu końmi . Dlatego właśnie zajmę się koniem z adopcji ;) Sory ..... do sprawy.........Bardzo zależałoby mi na tym ,aby tą decyzje przesunąć na wcześniejszy termin - dokładnie o rok. Uważam ,że byłoby to za dużo na raz. Domyślam się ,że liceum to urwanie głowy ,więc chiałabym już wcześniej przygotować się to tego i mieć dokładnie ułożony harmonogram obowiązków związanych z posiadaniem konia i wlepić go w normalne codzienne życie ...Chciałabym ,abyście doradzili mi jak to ułożyć ,jak ukazać to mamie ;P ,czy dobrze uważam. Jak Wy zaczynaliście ?? Dziękuje !!! Gratuluje ,jeżeli wytrzymałeś do końca postu ... O.o

  • Wikusioweziowata 2011-08-04 15:16:02

    Też idę właśnie do drugiej klasy, konie mam od roku. Trzymam je u siebie w gospodarstwie. Rano przed szkołą : Idę do nich, wywalam je na pastwisko i uzupełniam im wodę w poidle (duży czarny pojemnik taki budowlany, dobrze się spisuje) jak już jest późna jesień/zima/baardzo wczesna wiosna, rzucam im jeszcze ze dwie taczki duże żarcia (siana.) na pastwisko. Potem jadę do szkoły. Po szkole ( 14 ileś tam, bądź 15 ileś tam, w domu jestem zawsze godzinę później niż kończę, bo mam daleko do szkoły) sprzątam boksy, sprawdzam czy nie trzeba rozkuć wody w poidle (zima). Sprawdzam czy mają jedzenie na polu jeszcze, jak nie to dorzucam. Idę na obiad.   (16-17)Potem idę odrobić lekcje, posiedzieć przy komputerze. Około 18 idę do nich, znów sprawdzam jak tam z jedzeniem i wodą, pojeżdżę sobie troszkę. O 20 (w zimę) a o 22 (późniejsza wiosna, lato, wczesna jesień) zganiam je do czystej stajni. W lato czasem zostają na dworze, jak jest ładna noc. (Zaznaczam że to dwa hucuły.)Powiedz mi proszę, będzie stał w pensjonacie czy u Ciebie np. w gospodarstwie? Bo to zupełnie różne plany zajęć są. ;)

  • Nusia 2011-08-05 10:05:27

    niestety w pensjoacie ale tylko 3 km od domu ,ale jakbym miała jeździź w tą i w tamtą to to troche jest. Super opisujesz;)

  • pannajoanna 2011-08-05 13:23:36

    ja teraz ide do 2 klasy liceum i mój plan jest taki( koń stoi w pensjonacie z tym że sama wywalam obornik i mamy dyżury karmienia konia.)po szkole idę do domu  coś zjeść i około godziny 16-17 jedziemy do stajni (mam 12km) Poźniej bawie sie  z konikiem, karmie je i ok godziny 20-21 wracam do domu. inna opcja po szkole od razu do babci potem jade autebusem do cioci i ciocia mnie podrzuca do stajni i mama przyjeżdza po mnie tak jak wyzej 20-21.w czasie zimy nie jestem tak czesto 2-4 razy w tyg. niestety nie mamy hali ani światła na ujeżdzalni więc za duzo nie da sie zrobić. A tak ogólnie w liceum nie jest tak źle. Ja na naukę tygodniowo poświęcam góra 2h. jak się uważa na lekcjach to póxniej jest luz

  • Reklama
  • Wikusioweziowata 2011-08-05 20:08:11

    Dzięki Niusia. A teraz przeprowadzam się z mamą do stadniny, ona na stanowisko "ciecia" idzie xd To znaczy, pani Ewa (właścicielka) chce mieć troszkę czasu wolnego. A jak zatrudni moją mamę, to mnie jako stajenną chce w zamian kasę i boks dla konia. Dla mnie to oznacza 9 koni do obrobienia. Może być ciekawie :D

  • konija 2011-08-05 21:59:15

    Plany "zajęć" bym pominęła na tym etapie i zaczęła od oswajania mamy z kosztami. Konie do adopcji rzadko są w pełni zdrowe - koszt leków, zabiegów może nawet przekroczyć koszt pensjonatu. Do tego trzeba się liczyć z tym, że z jazdami też może być różnie - koń może częściej być chory niż gotowy do pracy. 

  • Nusia 2011-08-05 22:21:53

    dzięki ,ale mama ciągle podkreśla pod koniec gimnazjum ! ciągle próbuje coś niby przypadkiem uświadomić ;)

  • basik 2011-08-07 21:02:50

    Hej ja tez kiedyś chcialam wziąć konia z adopcji ale się dowiedziałam ze nie wolno takiego konia trzymać w pensjonacie. Są wymogi ( chyba ze coś się zmieniło ) i najlepiej zadzwonić do kogoś kto jest w fundacji i pogadać co i jak. Mi pani wszystko elegancko opowiedziała, zadałam jej pare pytań i okazało się ze to nie takie proste bo konia z adopcji np. nie możesz używać do rozplodu, nie możesz brać na zawody, musisz wysyłać jego zdjęcia co miesiąc i w każdej chwili ktoś może przyjechać z kontroli i cię sprawdzić. Konie z adopcji maja często jakieś nieuleczalne choroby, złe nawyki albo uszkodzona psychikę bo były maltretowane. Jak przy bitym w przeszłości koniu wykonasz gest którego on się przestraszy ( może to być podniesienie ręki żeby go poglaskac) to koń nawet może cię zabić. Jak będziesz mieć szczęście i trafisz na konia który np urodził się już w fundacji czy jest z nim poprostu wszystko ok to pamiętaj ze taki konik jest w stanie surowym i dopiero musisz go wszystkiego nauczyć bo w ośrodku tylko je karmią, czyszcza, gadają z nimi czasami itp

  • Reklama
  • Wikusioweziowata 2011-08-08 10:43:45

    basik - Jeszcze dodam, że czasem nawet kupując "wspaniałego skoczka" można kupić konia z psychiką rozwaloną. Więc to akurat nie jest takie że tylko te z adopcji tak mają. Ale wejdź na blog http://www.photoblog.pl/czarownica66684/87304976 tam jest strona adopcji, zadzwoń pod ten numer co tam jest, oni mają konie do adopcji na troszkę innych warunkach. Z nimi wystarczy pogadać, może od nich weźmiesz tak że do pensjonatu będziesz mogła wstawić konisko.

  • Nusia 2011-08-08 11:10:24

    dziękuje bardzo za pomoc boję się trochę ,że właśnie może nie być konia ze zrównoważoną psychiką ,ale nie będę kupować w ciemno i dokładnie go sprawdzę ...

  • Nusia 2011-08-08 11:15:05

    dziękuje bardzo za pomoc domyślam się ,że konie z adopcji nie są w pełni gotowe do pracy pod siodłem i psychicznie i fizycznie - zależy jaki przypadek ... ewentualnie jest jeszcze możliwość z odzysku mój kolega miał takiego konia i był super (koń oczywiście) ! był zrównoważony ,spokojny ,chodził jak należy ... cudeńko !co do odzysku jakie macie zdanie ?? jakie znacie historię ? 

  • Wikusioweziowata 2011-08-08 12:24:38

    Konie z odzysku... Można by tak nazwać mojego Wikinga.Mając trzy lata trafił do agroturystyki (rekreacja) Chodził pod nieznającymi innych pomocy niż bat i wodza dzieciakami w teren, był nielubiany w stadzie więc wiecznie pokopany. Jego ogłowie wraz z wędzidłem (szczególnie ono) Pozostawiało wiele do życzenia. Dwa miesiące po jego przyjeździe do tej stajni, przyjechałam tam z mamą do "pracy do agroturystyki". Mama im prowadziła dom, a ja miałam mieć wakacje. Szybko jednak było mi szkoda koni, siodłanych byle jak przez nieumiejętne dzieci, więc zaczęłam pomagać instruktorkom. Jeździłam tam na różnych koniach, ale jeden przypadł mi szczególnie do gustu. Trzy letni, gniady wałach huculski. Zaczęłam sobie na nim jeździć na ujeżdżalni, a w moje urodziny pojechałam na nim w mój pierwszy teren. Potem jeździliśmy tylko w terenie, bo odkryłam że nienawidzi ujeżdżalni. Pewnego dnia zaczął zupełnie szaleć. Siedziałam na nim, a on zaczął stawać dęba i nie chciał iść ni kroku dalej z podwórka. Okazało się, że był przeciążony psychicznie i fizycznie. Nikt mi nie powiedział, że on chodził wcześniej kilka godzin pod dziećmi na oprowadzankach. (Nie wiedziałam o tym, bo pojechałam pomagać w innej fili tej stajni). Wszyscy zaczęli się drzeć na niego, podeszli z batem. On był przerażony. W końcu się wydarłam że wszyscy mają się wynosić, bo on się boi. Wtedy jedna z instruktorek powiedziała " No i co z tego? Ma iść w teren i koniec". Zsiadłam, podprowadziłam go kawałek, wsiadłam i pogalopowałam stamtąd (poniósł mnie lekko...). Dołączyłam do terenu, w którym nawet nie zauważyli że mnie nie ma. Jeździłam potem dalej w tereny, ale jak miał kilka godzin roboty to odpuszczałam i nie jeździłam  w ogóle. Dbałam o jego karmienie, zaprzyjaźniłam się z stajennym, z którym karmiłam konie. Ja przejęłam jego obowiązki jeśli chodzi o Wikinga. Zaprzyjaźniałam się z tym koniem coraz bardziej. Przychodziłam na pastwisko, a on kładł się i kładł mi łeb na kolanach, a ja czytałam książkę albo coś do niego gadałam. No i nadszedł ten straszny dzień. Musiałam wyjechać. Chciałam go stamtąd wykupić, ale on im przynosił dużo kasy na czysto pracując, więc nie było mowy. Płakałam prawie codziennie, oglądałam zdjęcia i filmy. Tęskniłam...W czerwcu nagle mama przybiega do mnie i mówi że ... Wiking jest na sprzedaż !! Ucieszyłam się i padłam przed nią na kolana mówiąc" Nie chcę żadnych prezentów ... tylko kupcie go! Błagamm... " Mówiłam ze łzami w oczach. Teraz Wiking lata jak wariat po pastwisku, szczęśliwy. Ma mnie, dbam o niego, i ma kolegę, 2 letniego ogierka. :)

  • Reklama
  • Nusia 2011-08-08 12:40:00

    Nie możliwe!!! Piękna historia i prawdziwa ! Prawie się wzruszyłam ;_) Piękne po prostu legenda o więzi człowieka z koniem , dogonić marzenia itp. Brak mi słów ;)

  • Alfako 2011-08-09 13:31:19

    Przekonaj rodziców. W sumie masz bardzo dobre argumenty. Co do historii Wikinga - piękna. Ah.



Reklama
Reklama