Witam!Jestem na forum nowa, przed chwilą założyłam tutaj konto i znajduje tu wiele cennych porad, ale potrzebuję takiej indywidualnej. Nazywam się Joanna, w skrócie Asia, oczywiście. Jazda konna jest w moim życiu od lat młodzieży, jeżdżę już 17 lat. Razem z mężem prowadzę przydomową stajnię, w której troszczymy się o:- moje dwie kasztankowe klacze o imionach Saga i Ironia. - wałacha mojego męża, na którym czasami sobie gdzieś pojeździ [on tam jazdę konną lubi, ale nie uwielbia...], który nazywa się Alladyn, w skrócie Alek. - kucyka - również wałacha, srokacza szetlandzkiego mojej 7-letniej córki o imieniu Felek. Mój mąż jest kowalem, a ja nie pracuję jako-tako, chodź codziennie jeżdżę konno, pielęgnuje konie, czyszczę stajnie i inne prace domowe wykonuję. Nie mam wykształcenia związanego z końmi, ale mam 17 letnie doświadczenie z nimi. Ale nie chodzi o mnie...Moja siedmioletnia córka Ola, zaczęła jazdę konną w wieku 5 lat na kucyku sąsiadów Felku. Strasznie go pokochała, a że i jazda szła jej nieźle to postanowiliśmy go odkupić do naszej stajni, a dokładnie odkupiliśmy go niecały rok temu. Córka mimo, że chodzi dopiero do drugiej klasy podstawówki, to świetnie galopuje, radzi sobie w siodle, ale lepiej jest jej bez siodła. No więc codziennie mamy dziki wspólny galop [ja na Ironi, ona na Felku] w terenie, na oklep na samym kantarku. Do tego uwielbia być przy koniach, czyści boksy, konie również, i częściowo radzi sobie z siodłaniem moich klaczy. Do tej pory jeździłyśmy sobie niezobowiązująco, mała też raz na jakiś czas jeździ w profesjonalnej stadninie, ale to raz na miesiąc... Chcemy zacząć jakieś małe skoki, w siodle. Ale cóż... pojęcia co do skoków kucykowych nie mam. Ogólnie z kucykiem mam doczynienia od roku, czyli kupna Felka. Wcześniej kucykami się nie interesowałam. Sama często skacze na moich koniach (głównie pnie drzew, ogrodzenia, czy jakieś własnoręcznie wykonane drewniane przeszkody na ok. 120 cm), ale nie wiem jakie przeszkody ustawić pod kucyka. Dodam, że jest sprawny, ma 5 lat, więc młody, i szybki dość galop ma, o "cwale" nie mówiąc. czy może ktoś tutaj się orientuje? I może mi pomóc? :)
Witam również.No więc ostatnio miałam możliwość jazdy na 4 kucach, a że jestem osobą, która jest aktywna w skokach powiedziałam właścicielce, że chętnie je trochę poduczę, bo widziałam, że z małego padoczku uciekając skacząc nawet do 90 cm. ;DUdało mi się i z jednym z nich doszłam do 70 cm, lecz miałam problem, bo jestem osobą... Trochę za wysoką na kuce szetlandzkie, więc często przy tej wysokości strącałam przeszkody nogami.No ale, jeśli chodzi o skoki, musze przyznać, że szetlandy bardzo lubią kombinować, więc od razu mówię, by przygotować się na ustawienie wachlarza przed przeszkodami (drągi pokazujące korytarz do przeszkody). Odległość, trudno mi powiedzieć jeśli chodzi o drągi, bo kucyki lubią różnie wykrok dawać, ale ja dawałam wtedy bodajże na stęp: pół kroku z kawałkiem; do kłusa: około krok; galop: krok z kawałkiem. Ale radzę raczej dawać odległość w metodzie prób i błędów.I w sumie reszta nauki idzie tak jak w przypadku dużych koni, gdzie wysokość początkowa to ok. 10/20 cm.Hm, nie wiem co jeszcze mogę napisać. Może jakieś pytania? Me.
dzięki za odpowiedź, strasznie mi się przydała, bo czekałam na nią niecierpliwie, bo córką męczy i męczy, że ona już chce skakać. Oczywiście, nie ulegam, ale skoro już ładnie galopuje i cwałuje to nie widzę przeciwwskazań. Jutro postaram się coś popróbować, oczywiście ja a nie Ola. Bez niczego oczywiście, dla mnie to takie niziutkie, że w siodle źle się czuje, wodze mi nie wygodnie trzymać, więc będzie golasek,a ja na grzywie będę się utrzymywać. Rozważam kupno drążków i stacjonaty dla Felicjusza, ale na razie będą małe skoki na grubych konarach ok. 15 cm wysokości... Heh, muszę już kończyć, córkę trzeba do łożka zagonić, bo jak na razie to ja przy laptopie i herbatce, a ona przez okno widzę, że leży na biednym Felku. Ech... co za dzieci.
co ja ci moge jeszcze powiedzieć????? moze zadaj konkretne pytania z czym masz problem ahaa i jak na pierwszą przeszkode kucyka to niezbyt taka kłoda lepiej już wziąśc jakis patyk (taki grubszy) i go trzymać albo położyc na jakiejś beczce bo taka kłoda to przeszkoda wmiare terenowa i moze byc ciężko jak na pierwszy razale to moje zdanie myśle że pomogłam
kuce bywają wredne ale jak radzi sobie z galopem i cwałem to na pewno poradzi sobie ze skokami :) nie wiem jaki jest wasz kuc, ale wiem, że kuce lubią kombinować, więc proponuję kilka jazd przed zaczęciem skoków poćwiczyć najazdy i ćwiczenia na drągach.Na stajni do której jeżdżę też był kuc który skakał pod osobami ok 50kg. Był wysokości ok 1,20m i skakał nawet metrową przeszkodę. Lubił on też kombinować przy wyższych (+50cm) przeszkodach, ale na niskich problemów nigdy nie było :)życzę powodzenia w pracy Pani córki z tym koniem :)fajnie ma, że już w tak młodym wieku zaczęła jeździć konno i ma tak dobre warunki :) nie jeden jeździec o takim czymś marzy :)Pozdrawiam !
ja zajeżdżałam szetlandzika, i przyznaje to uparciuchy!ja też uczyłam go skoków, radze zacząć od drągów potem małe cawaletti i powoli podnosić, na początek wachlarz koło przeszkody , bo bywają wyłamki :/mój kuc za to skoki kochał i zazwyczaj nie było problemów, gorzej z np galopem, w kółko baranki były! :pno ale mojego skoki pobudzają i widać że to uwielbia! :)powodzenia przy pracy :)
A ten kucyk coś wcześniej skakał?? To najlepiej zacząć od cavaleti żeby sprawdzić czy się nie boi drągów (znałam takie konie :) ) A dopiero potem skoki. I właśnie żeby córka pierwsza na nim nie skakała, najpierw niech Pani skoczy na nim, żeby sprawdzić czy nie wyłamie albo coś, bo mała się może wystraszyć i zrazić. A szkoda by było :) To co pewnie za rok dla małej brązowa odznaka ;) ?
No to wykombinuje coś lżejszego, las mamy nieopodal, więc problemu nie będzie. Macie racje, że kucyki to uparciuchy. Z niektórych nawyków nie można go oduczyć...Biega u nas po kilkunasto arowym ogrodzie nieprzywiązany, jak pies więc i chodzi gdzie chce. Zawsze jak jest otwarte okno, to wsadza nam ryjek do kuchni i zjada smakołyki z lady... I karcimy go, a on za 2 minuty znów coś podżera... :)Oczy Nocy, skakał kiedyś coś w terenie, np. jak po drodze był jakiś konar, drzewo połamane to bez problemu córka z nim jechała, ale nie wiem jak sobie poradzi na naszym padoku. Co do Brązowej Odznaki... ja bym bardzo chciała, pękłabym chyba z dumy... ale Ola. Nigdy w życiu, niestety. Ona nienawidzi jeździć pod siodłem, jeździ raz na miesiąc w stadninie, o której już mówiłam, a tak, u nas w warunkach domowych siodła i ogłowia wystrzega się niczym ognia. Nie wiem skąd u niej taka upartość... chyba od tego kucyka. :Dchcę ją oswajać w siodle, w końcu całe życie nie będzie na oklep jeździła, ale ręce opadają. :( Na padoku, na który widok mam z kuchni, zabiera sobie sama Felka, a ja mam na wszystko widok z kuchnii. Jeździ na nim, lonżuje go i inne dziwne rzeczy wyprawia. Grunt, że przynajmniej kask ma na głowie, to jej pozwalam.
To córeczka patrze taka "córka kowboja" :D Oby na oklep i dawaj galopem :) Ale to fajnie kurcze, że się nie boi ani nic. A do siodła myślę że na czas zdawania może by się przekonała ;) Ale to dla mnie jest niesamowite że taka malutka dziewczynka i tak wszystko sama przy koniu robi :) Jestem pod ogromnym podziwem ;) A co do skoków to myślę, że pod Panią konik może nie chcieć skakać, ale skoro córcia ma z nim taki ekstra kontakt to pod nią powinien grzecznie iść ;)
no tak, niby kowbojka... ale różnie to jest. Czasem to nie mogę patrzeć, biedak cały dzień posłusznie przyjmuje jej rozkazy i ćwiczy go na tym padoku... jakieś tory przeszkód wymyśla i inne. Jednak czasem jak jest zła, to naprawdę go meczy... w kuchni słyszę jakieś coś do niego kryczy, tłumaczy, a zaraz patrzę na jej pięty i nogi kurczowo ściskające konia... :( Oczywiście ja za każdym razem jej mówię, jak z nim pracować, ale mam wrażenie, że traktuje go czasami jak zabawkę. Raz robiła z nim pokaz mody, chodziła z marchewką na patyku i kusiła go bez celu.. ale wszystko się poprawia, widać, że z tego wyrasta. Teraz woli zamknąć się w boksie z nim i nieraz idę do stajni i widzę z daleka jak stoi przy nim przytulona, głaska go i opowiada do niego "A wiesz Felciu, jesteś moim najlepszym przyjacielem..." i gada o szkole, nauce, problemach itd. Codziennie zakłada mu kantarek i uwiąz i idą na pastwisko się przejść. O na leży na plecach koło niego, gada coś, a on z rozkoszą zajada trawę.. ech, uroczy widok!No ja mam ogromną nadzieję, że jakoś się do siodła przekona, i do ... większych koni. Ona to tylko Felka lubi. Moje konie czasem mi i wyczyścić, pomoże osiodłać, ale jeździć na razie nie chce. Nawet razem ze mną we dwojkę w siodle, ani sama ot co - nic by jej się nie stało gdyby moja spokojniutka klacz w pełni osiodłana zrobiła z nią kilka kółek stępu. Ale ona się boi. :(
Oczy Nocy, a co do niego, to się okażę, czy skoczy ze mną. Ważę 50 parę kilo, nie raz na nim jeździłam, ale niewygodnie jak szlag... Ale posłuszny jest do mnie, może jakiś respekt czuje? :) W każdym razie chodzi bez kantarka ani ogłowia, no i bez siodła - czyli bez niczego, ja również bacika nie mam - a chodzi na lekki dotyk łydki, skręca gdzie tylko chce. Ale to tylko pode mną jest taki zdyscyplinowany, Ola raz próbowała - ale zleciała od razu, trzymając się tylko grzywy ona nie umie. Tak samo łydkami na dotyk też im nie idzie...Jak się dwa uparchiuchy dobrały to nieważne ile ona będzie do ściskać, kryczeć i prosić on się nie ruszy. :P
W sumie to małe dziecko więc nie wszystko musi rozumieć, ale więź niesamowita :) Myślę że co do dużych koni to ma jeszcze czas ;) To napisz jak poszło czy skacze czy może nie?
jak miałam pierwsze skoki na padoku była "amazonka" (też na lekcji) skakała 30 cm na hucule wszystko ok. ale pomiędzy przeszkodą a nogami konia było ponad pół metra przerwy więc to zależy od konia na ile robić przeszkody a na poczatek ukochane/znienawidzone ;) drągi
moze przekonaj córke do siodła mówiąc jej tak że na zawody bedzie musiała jechac w siodle i zdawać odznaki i wogóle i musi miec siodło i wtedy zrobi wielką karire bo jak ma kontakt z konimi od małego i jeszcze ma swojego konia i z nim ""mieszka"" to ma super szczęście i mozę to wykorzystac w przyszłości ;)
Witajcie! Szczerze mówiąc zbyt dużo nie poskakaliśmy, pogoda nas zmyła, ale coś tam zrobiliśmy. Popołudniu mąż poszedł do lasu, wybrał kilka grubych konarów, gdzieś ok. 15-20 cm wysokości.Dosiadłam Felicjana, ale na dotyk łydek działał nie chciał. Po prostu galopował do drążka, metr przed nim się zatrzymywał, i skoku nie było, zwykłe przejście jedynie...No więc zaczęła się praca z bacikiem, na zadek, bo na tylko taki okazuje jakąś reakcję. No i udało się. A że mam jedyne 162 cm wzrostu, nogi nie stanowiły tak dużego problemu, podczas skoku robiłam coś na styl półsiadu (na oklep i na kucu trudno było). No i kilka razy było dość ładnie, ale często też lądował na lewą nogę (w jego przypadku, tę nieco słabszą, kiedyś miał z nią problemy) i potykał się gwałtownie. Ogólnie jednak 3/4 skoków było czystych.No i po namowach mojej córki, osiodłała sobie Felicjana i przyszła z nim do mnie. Dałam jej gałąź ok. 10 cm wysokości, no i pięknie jej szło. Na lonży oczywiście, bo tak było mi lepiej, skoro nie ma stacjonaty i przeszkoda niska. :)
A ja już dzisiaj po porannej porcji skoków z Felkiem. Rano córka niepostrzeżenie wymknęła się z domu, nakarmiła, napoiła, wyczyściła i osiodłała kucyka, a ja sobie smacznie spałam. :) Zapukała do mnie do okna (śpię na parterze) razem z niemrawym wybudzonym ze snu Felkiem. hehehe... Powtórka z wczoraj, tym razem jednak córka już skakała bez lonży i to na 20 cm. I Felek nieco grzeczniejszy był.
dzisiaj już więcej skoków nie było. :(Felek z Olką pojechali w teren, dużo cwału i galopu, ja szłam za nimi z moimi dwoma klaczami, o których już wcześniej wspominałam: Ironią i Sagą. Ot co, taki spacerek bez kantarków, uwiązów, ani niczego... Chciałam utrwalić im chodzenie za mną, dawno tego nie robiłyśmy. No i nawet ładnie były, nie opuszczały mnie na krok, jak biegłam to przechodziły do kłusa, choć miałam wrażenie, że mnie (w środku) zgniotą. No a Ola prowadziła, o nic się nie pytała, jechali sobie na samym kantarku. Pod koniec strasznie zmęczona położyła się na jego grzbiecie na brzuchu, trzymała się grzywy, nogi swobodnie zwisały obok zadu... cudny widok. :)
Powracamy do prowadzenia wątku, m.in karmenka była chętna do usłyszenia paru nowinek o kucyku i Oli. Skaczą już ok. 65-70 cm z galopu i około 40 cm z kłusa. Już nieco profesjonalnie bo kupiliśmy specjalnie dla nich stacjonatkę i drągi. Drągi też same przechodzi w galopie. Staram się codziennie trochę z nimi poćwiczyć, ale czasem zwyczajnie nie wyrabiam i sami muszą sobie radzić, ale raczej wtedy nie skaczą, tylko bawią się na "golasa" (czyli bez siodła, ogłowia, cordeo i innych zbędnych ceregieli) na sporym padoku. Galopują również, więc córka coraz lepiej radzi sobie w galopie na oklep. Również czasem jeździ na Ferdynandzie - innym szetlandzie, zabranym z okrutnych warunków i nieco oswojonym, jednak na lonży. Nadal kucyś nie fajnie pod siodłem chodzi, co nie znaczy, że nad tym nie pracujemy. Na razie to tyle, bo wyobraźcie sobe, że ja tutaj do was piszę, a moja córka jeszcze w stajni o tej godziny! Ech, te dzieciaki... dawno powinna już spać. dobranoc, pozdrawiam
dzięki za nowinki :) może kiedyś spotkam córke na zawodach i nawet nie pokojarze kto to taki :)) ale podziwiam córkę, na ,,golasa" w galopie? ja beż niczego to sie ledwo na kłus odważyłam... pozdrawiam :)
dzięki za nowinki :) może kiedyś spotkam córke na zawodach i nawet nie pokojarze kto to taki :)) ale podziwiam córkę, na ,,golasa" w galopie? ja beż niczego to sie ledwo na kłus odważyłam... pozdrawiam :)
tzn. w sumie ona w siodle nie chce jeździć, bo jej jest niewygodnie. A kucyś grzywę ma długą, jest się czegoś trzymać no i w razie upadku też za wysoko nie jest. ;) Choć nie raz już spadła i w najgorszym wypadku wpadła pod jego kopyta.
O, dziękuje za odświeżenie nam wątku - sama o nim zapomniałam. Przeczytałam całość, pisałam, jeszcze o problemie, kiedy był październik, teraz już radzą sobie znakomicie. Felek się do skoków przyzwyczaił, i skacze już parkurki do 10 przeszkód na czysto. Również radzi sobie z okserami do 70 cm. Natomiast Ferdek [kuc zakupiony kilka mies. temu]... troche mu sie pokręciło. Wpierw jeździł pod córką na lonży, bo był jakoś wstępnie zajeżdżony, później był krzywdzony, w końcu miał iść na rzeź i my go wykupiliśmy. Ale jego historia całkiem jest nie znana, ma ok. 3-4 lata. Spuściłam ich z lonży i zaczął szaleć. Brykał, strzelał baranki, rwał się do galopu, i w końcu zrzucił Olę. mimo iż ładnie szedł z siodłem na lonży, na oklep tym bardziej nie chciałyśmy próbować. Więc ja się za niego wzięłam. Musiałam wejść w mini kucykowe siodełko... :P Ale dałam radę, pracujemy do tej pory. Oprócz codziennego lonżowania, ma co 2-3 dni trening ze mną, a Ola dba o jego rozwój psychiczny, tuli, wyprowadza, ale wsiadać nie wsiada. Ja pracuję z nim już teraz w nieco lepszym siodle, z ujeżdżeniówką, głowę mocno zadziera i wierzga na wszystkie strony więc pracujemy również z wytokiem. Ile to już pracy, ile godzin z nim było... minimum 4 miesiące tak porządnie pracujemy. I nie wiedziałam, że z takim z pozoru maleńkim, słodkim kucysiem może być tyle pracy. Zauważyłam, że Ferdek został nieodpowiednio zajeżdżony, więc wszystko zaczynamy od początku, bo np. jak jadę w ćwiczebnym to on od razu galopuje, a gdy zbieram wodze to wierzga łbem. Ale teraz jest już lepiej, tylko trzeba do niego silnej ręki. :)
Witam!Jestem na forum nowa, przed chwilą założyłam tutaj konto i znajduje tu wiele cennych porad, ale potrzebuję takiej indywidualnej. Nazywam się Joanna, w skrócie Asia, oczywiście. Jazda konna jest w moim życiu od lat młodzieży, jeżdżę już 17 lat. Razem z mężem prowadzę przydomową stajnię, w której troszczymy się o:- moje dwie kasztankowe klacze o imionach Saga i Ironia. - wałacha mojego męża, na którym czasami sobie gdzieś pojeździ [on tam jazdę konną lubi, ale nie uwielbia...], który nazywa się Alladyn, w skrócie Alek. - kucyka - również wałacha, srokacza szetlandzkiego mojej 7-letniej córki o imieniu Felek. Mój mąż jest kowalem, a ja nie pracuję jako-tako, chodź codziennie jeżdżę konno, pielęgnuje konie, czyszczę stajnie i inne prace domowe wykonuję. Nie mam wykształcenia związanego z końmi, ale mam 17 letnie doświadczenie z nimi. Ale nie chodzi o mnie...Moja siedmioletnia córka Ola, zaczęła jazdę konną w wieku 5 lat na kucyku sąsiadów Felku. Strasznie go pokochała, a że i jazda szła jej nieźle to postanowiliśmy go odkupić do naszej stajni, a dokładnie odkupiliśmy go niecały rok temu. Córka mimo, że chodzi dopiero do drugiej klasy podstawówki, to świetnie galopuje, radzi sobie w siodle, ale lepiej jest jej bez siodła. No więc codziennie mamy dziki wspólny galop [ja na Ironi, ona na Felku] w terenie, na oklep na samym kantarku. Do tego uwielbia być przy koniach, czyści boksy, konie również, i częściowo radzi sobie z siodłaniem moich klaczy. Do tej pory jeździłyśmy sobie niezobowiązująco, mała też raz na jakiś czas jeździ w profesjonalnej stadninie, ale to raz na miesiąc... Chcemy zacząć jakieś małe skoki, w siodle. Ale cóż... pojęcia co do skoków kucykowych nie mam. Ogólnie z kucykiem mam doczynienia od roku, czyli kupna Felka. Wcześniej kucykami się nie interesowałam. Sama często skacze na moich koniach (głównie pnie drzew, ogrodzenia, czy jakieś własnoręcznie wykonane drewniane przeszkody na ok. 120 cm), ale nie wiem jakie przeszkody ustawić pod kucyka. Dodam, że jest sprawny, ma 5 lat, więc młody, i szybki dość galop ma, o "cwale" nie mówiąc. czy może ktoś tutaj się orientuje? I może mi pomóc? :)
Witam również.No więc ostatnio miałam możliwość jazdy na 4 kucach, a że jestem osobą, która jest aktywna w skokach powiedziałam właścicielce, że chętnie je trochę poduczę, bo widziałam, że z małego padoczku uciekając skacząc nawet do 90 cm. ;DUdało mi się i z jednym z nich doszłam do 70 cm, lecz miałam problem, bo jestem osobą... Trochę za wysoką na kuce szetlandzkie, więc często przy tej wysokości strącałam przeszkody nogami.No ale, jeśli chodzi o skoki, musze przyznać, że szetlandy bardzo lubią kombinować, więc od razu mówię, by przygotować się na ustawienie wachlarza przed przeszkodami (drągi pokazujące korytarz do przeszkody). Odległość, trudno mi powiedzieć jeśli chodzi o drągi, bo kucyki lubią różnie wykrok dawać, ale ja dawałam wtedy bodajże na stęp: pół kroku z kawałkiem; do kłusa: około krok; galop: krok z kawałkiem. Ale radzę raczej dawać odległość w metodzie prób i błędów.I w sumie reszta nauki idzie tak jak w przypadku dużych koni, gdzie wysokość początkowa to ok. 10/20 cm.Hm, nie wiem co jeszcze mogę napisać. Może jakieś pytania? Me.
dzięki za odpowiedź, strasznie mi się przydała, bo czekałam na nią niecierpliwie, bo córką męczy i męczy, że ona już chce skakać. Oczywiście, nie ulegam, ale skoro już ładnie galopuje i cwałuje to nie widzę przeciwwskazań. Jutro postaram się coś popróbować, oczywiście ja a nie Ola. Bez niczego oczywiście, dla mnie to takie niziutkie, że w siodle źle się czuje, wodze mi nie wygodnie trzymać, więc będzie golasek,a ja na grzywie będę się utrzymywać. Rozważam kupno drążków i stacjonaty dla Felicjusza, ale na razie będą małe skoki na grubych konarach ok. 15 cm wysokości... Heh, muszę już kończyć, córkę trzeba do łożka zagonić, bo jak na razie to ja przy laptopie i herbatce, a ona przez okno widzę, że leży na biednym Felku. Ech... co za dzieci.
co ja ci moge jeszcze powiedzieć????? moze zadaj konkretne pytania z czym masz problem ahaa i jak na pierwszą przeszkode kucyka to niezbyt taka kłoda lepiej już wziąśc jakis patyk (taki grubszy) i go trzymać albo położyc na jakiejś beczce bo taka kłoda to przeszkoda wmiare terenowa i moze byc ciężko jak na pierwszy razale to moje zdanie myśle że pomogłam
kuce bywają wredne ale jak radzi sobie z galopem i cwałem to na pewno poradzi sobie ze skokami :) nie wiem jaki jest wasz kuc, ale wiem, że kuce lubią kombinować, więc proponuję kilka jazd przed zaczęciem skoków poćwiczyć najazdy i ćwiczenia na drągach.Na stajni do której jeżdżę też był kuc który skakał pod osobami ok 50kg. Był wysokości ok 1,20m i skakał nawet metrową przeszkodę. Lubił on też kombinować przy wyższych (+50cm) przeszkodach, ale na niskich problemów nigdy nie było :)życzę powodzenia w pracy Pani córki z tym koniem :)fajnie ma, że już w tak młodym wieku zaczęła jeździć konno i ma tak dobre warunki :) nie jeden jeździec o takim czymś marzy :)Pozdrawiam !
ja zajeżdżałam szetlandzika, i przyznaje to uparciuchy!ja też uczyłam go skoków, radze zacząć od drągów potem małe cawaletti i powoli podnosić, na początek wachlarz koło przeszkody , bo bywają wyłamki :/mój kuc za to skoki kochał i zazwyczaj nie było problemów, gorzej z np galopem, w kółko baranki były! :pno ale mojego skoki pobudzają i widać że to uwielbia! :)powodzenia przy pracy :)
A ten kucyk coś wcześniej skakał?? To najlepiej zacząć od cavaleti żeby sprawdzić czy się nie boi drągów (znałam takie konie :) ) A dopiero potem skoki. I właśnie żeby córka pierwsza na nim nie skakała, najpierw niech Pani skoczy na nim, żeby sprawdzić czy nie wyłamie albo coś, bo mała się może wystraszyć i zrazić. A szkoda by było :) To co pewnie za rok dla małej brązowa odznaka ;) ?
No to wykombinuje coś lżejszego, las mamy nieopodal, więc problemu nie będzie. Macie racje, że kucyki to uparciuchy. Z niektórych nawyków nie można go oduczyć...Biega u nas po kilkunasto arowym ogrodzie nieprzywiązany, jak pies więc i chodzi gdzie chce. Zawsze jak jest otwarte okno, to wsadza nam ryjek do kuchni i zjada smakołyki z lady... I karcimy go, a on za 2 minuty znów coś podżera... :)Oczy Nocy, skakał kiedyś coś w terenie, np. jak po drodze był jakiś konar, drzewo połamane to bez problemu córka z nim jechała, ale nie wiem jak sobie poradzi na naszym padoku. Co do Brązowej Odznaki... ja bym bardzo chciała, pękłabym chyba z dumy... ale Ola. Nigdy w życiu, niestety. Ona nienawidzi jeździć pod siodłem, jeździ raz na miesiąc w stadninie, o której już mówiłam, a tak, u nas w warunkach domowych siodła i ogłowia wystrzega się niczym ognia. Nie wiem skąd u niej taka upartość... chyba od tego kucyka. :Dchcę ją oswajać w siodle, w końcu całe życie nie będzie na oklep jeździła, ale ręce opadają. :( Na padoku, na który widok mam z kuchni, zabiera sobie sama Felka, a ja mam na wszystko widok z kuchnii. Jeździ na nim, lonżuje go i inne dziwne rzeczy wyprawia. Grunt, że przynajmniej kask ma na głowie, to jej pozwalam.
To córeczka patrze taka "córka kowboja" :D Oby na oklep i dawaj galopem :) Ale to fajnie kurcze, że się nie boi ani nic. A do siodła myślę że na czas zdawania może by się przekonała ;) Ale to dla mnie jest niesamowite że taka malutka dziewczynka i tak wszystko sama przy koniu robi :) Jestem pod ogromnym podziwem ;) A co do skoków to myślę, że pod Panią konik może nie chcieć skakać, ale skoro córcia ma z nim taki ekstra kontakt to pod nią powinien grzecznie iść ;)
no tak, niby kowbojka... ale różnie to jest. Czasem to nie mogę patrzeć, biedak cały dzień posłusznie przyjmuje jej rozkazy i ćwiczy go na tym padoku... jakieś tory przeszkód wymyśla i inne. Jednak czasem jak jest zła, to naprawdę go meczy... w kuchni słyszę jakieś coś do niego kryczy, tłumaczy, a zaraz patrzę na jej pięty i nogi kurczowo ściskające konia... :( Oczywiście ja za każdym razem jej mówię, jak z nim pracować, ale mam wrażenie, że traktuje go czasami jak zabawkę. Raz robiła z nim pokaz mody, chodziła z marchewką na patyku i kusiła go bez celu.. ale wszystko się poprawia, widać, że z tego wyrasta. Teraz woli zamknąć się w boksie z nim i nieraz idę do stajni i widzę z daleka jak stoi przy nim przytulona, głaska go i opowiada do niego "A wiesz Felciu, jesteś moim najlepszym przyjacielem..." i gada o szkole, nauce, problemach itd. Codziennie zakłada mu kantarek i uwiąz i idą na pastwisko się przejść. O na leży na plecach koło niego, gada coś, a on z rozkoszą zajada trawę.. ech, uroczy widok!No ja mam ogromną nadzieję, że jakoś się do siodła przekona, i do ... większych koni. Ona to tylko Felka lubi. Moje konie czasem mi i wyczyścić, pomoże osiodłać, ale jeździć na razie nie chce. Nawet razem ze mną we dwojkę w siodle, ani sama ot co - nic by jej się nie stało gdyby moja spokojniutka klacz w pełni osiodłana zrobiła z nią kilka kółek stępu. Ale ona się boi. :(
Oczy Nocy, a co do niego, to się okażę, czy skoczy ze mną. Ważę 50 parę kilo, nie raz na nim jeździłam, ale niewygodnie jak szlag... Ale posłuszny jest do mnie, może jakiś respekt czuje? :) W każdym razie chodzi bez kantarka ani ogłowia, no i bez siodła - czyli bez niczego, ja również bacika nie mam - a chodzi na lekki dotyk łydki, skręca gdzie tylko chce. Ale to tylko pode mną jest taki zdyscyplinowany, Ola raz próbowała - ale zleciała od razu, trzymając się tylko grzywy ona nie umie. Tak samo łydkami na dotyk też im nie idzie...Jak się dwa uparchiuchy dobrały to nieważne ile ona będzie do ściskać, kryczeć i prosić on się nie ruszy. :P
W sumie to małe dziecko więc nie wszystko musi rozumieć, ale więź niesamowita :) Myślę że co do dużych koni to ma jeszcze czas ;) To napisz jak poszło czy skacze czy może nie?
jak miałam pierwsze skoki na padoku była "amazonka" (też na lekcji) skakała 30 cm na hucule wszystko ok. ale pomiędzy przeszkodą a nogami konia było ponad pół metra przerwy więc to zależy od konia na ile robić przeszkody a na poczatek ukochane/znienawidzone ;) drągi
moze przekonaj córke do siodła mówiąc jej tak że na zawody bedzie musiała jechac w siodle i zdawać odznaki i wogóle i musi miec siodło i wtedy zrobi wielką karire bo jak ma kontakt z konimi od małego i jeszcze ma swojego konia i z nim ""mieszka"" to ma super szczęście i mozę to wykorzystac w przyszłości ;)
Witajcie! Szczerze mówiąc zbyt dużo nie poskakaliśmy, pogoda nas zmyła, ale coś tam zrobiliśmy. Popołudniu mąż poszedł do lasu, wybrał kilka grubych konarów, gdzieś ok. 15-20 cm wysokości.Dosiadłam Felicjana, ale na dotyk łydek działał nie chciał. Po prostu galopował do drążka, metr przed nim się zatrzymywał, i skoku nie było, zwykłe przejście jedynie...No więc zaczęła się praca z bacikiem, na zadek, bo na tylko taki okazuje jakąś reakcję. No i udało się. A że mam jedyne 162 cm wzrostu, nogi nie stanowiły tak dużego problemu, podczas skoku robiłam coś na styl półsiadu (na oklep i na kucu trudno było). No i kilka razy było dość ładnie, ale często też lądował na lewą nogę (w jego przypadku, tę nieco słabszą, kiedyś miał z nią problemy) i potykał się gwałtownie. Ogólnie jednak 3/4 skoków było czystych.No i po namowach mojej córki, osiodłała sobie Felicjana i przyszła z nim do mnie. Dałam jej gałąź ok. 10 cm wysokości, no i pięknie jej szło. Na lonży oczywiście, bo tak było mi lepiej, skoro nie ma stacjonaty i przeszkoda niska. :)
No to w sumie fajnie że tak jej idzie :) A kucyś na pewno się rozkręci i nauczy :)
A ja już dzisiaj po porannej porcji skoków z Felkiem. Rano córka niepostrzeżenie wymknęła się z domu, nakarmiła, napoiła, wyczyściła i osiodłała kucyka, a ja sobie smacznie spałam. :) Zapukała do mnie do okna (śpię na parterze) razem z niemrawym wybudzonym ze snu Felkiem. hehehe... Powtórka z wczoraj, tym razem jednak córka już skakała bez lonży i to na 20 cm. I Felek nieco grzeczniejszy był.
Kurcze ale ta Twoja córa ma zapał do tej roboty :D W takim tempie to zaraz będziecie 80 cm skakać :)
To super! Dawaj sprawozdania jak wam będzie szło. ; )Me.
i jak tam? ciekawość mnie zżera jak idzie! :))
dzisiaj już więcej skoków nie było. :(Felek z Olką pojechali w teren, dużo cwału i galopu, ja szłam za nimi z moimi dwoma klaczami, o których już wcześniej wspominałam: Ironią i Sagą. Ot co, taki spacerek bez kantarków, uwiązów, ani niczego... Chciałam utrwalić im chodzenie za mną, dawno tego nie robiłyśmy. No i nawet ładnie były, nie opuszczały mnie na krok, jak biegłam to przechodziły do kłusa, choć miałam wrażenie, że mnie (w środku) zgniotą. No a Ola prowadziła, o nic się nie pytała, jechali sobie na samym kantarku. Pod koniec strasznie zmęczona położyła się na jego grzbiecie na brzuchu, trzymała się grzywy, nogi swobodnie zwisały obok zadu... cudny widok. :)
Powracamy do prowadzenia wątku, m.in karmenka była chętna do usłyszenia paru nowinek o kucyku i Oli. Skaczą już ok. 65-70 cm z galopu i około 40 cm z kłusa. Już nieco profesjonalnie bo kupiliśmy specjalnie dla nich stacjonatkę i drągi. Drągi też same przechodzi w galopie. Staram się codziennie trochę z nimi poćwiczyć, ale czasem zwyczajnie nie wyrabiam i sami muszą sobie radzić, ale raczej wtedy nie skaczą, tylko bawią się na "golasa" (czyli bez siodła, ogłowia, cordeo i innych zbędnych ceregieli) na sporym padoku. Galopują również, więc córka coraz lepiej radzi sobie w galopie na oklep. Również czasem jeździ na Ferdynandzie - innym szetlandzie, zabranym z okrutnych warunków i nieco oswojonym, jednak na lonży. Nadal kucyś nie fajnie pod siodłem chodzi, co nie znaczy, że nad tym nie pracujemy. Na razie to tyle, bo wyobraźcie sobe, że ja tutaj do was piszę, a moja córka jeszcze w stajni o tej godziny! Ech, te dzieciaki... dawno powinna już spać. dobranoc, pozdrawiam
dzięki za nowinki :) może kiedyś spotkam córke na zawodach i nawet nie pokojarze kto to taki :)) ale podziwiam córkę, na ,,golasa" w galopie? ja beż niczego to sie ledwo na kłus odważyłam... pozdrawiam :)
dzięki za nowinki :) może kiedyś spotkam córke na zawodach i nawet nie pokojarze kto to taki :)) ale podziwiam córkę, na ,,golasa" w galopie? ja beż niczego to sie ledwo na kłus odważyłam... pozdrawiam :)
tzn. w sumie ona w siodle nie chce jeździć, bo jej jest niewygodnie. A kucyś grzywę ma długą, jest się czegoś trzymać no i w razie upadku też za wysoko nie jest. ;) Choć nie raz już spadła i w najgorszym wypadku wpadła pod jego kopyta.
oj :( ale nisko to fakt :p
O, dziękuje za odświeżenie nam wątku - sama o nim zapomniałam. Przeczytałam całość, pisałam, jeszcze o problemie, kiedy był październik, teraz już radzą sobie znakomicie. Felek się do skoków przyzwyczaił, i skacze już parkurki do 10 przeszkód na czysto. Również radzi sobie z okserami do 70 cm. Natomiast Ferdek [kuc zakupiony kilka mies. temu]... troche mu sie pokręciło. Wpierw jeździł pod córką na lonży, bo był jakoś wstępnie zajeżdżony, później był krzywdzony, w końcu miał iść na rzeź i my go wykupiliśmy. Ale jego historia całkiem jest nie znana, ma ok. 3-4 lata. Spuściłam ich z lonży i zaczął szaleć. Brykał, strzelał baranki, rwał się do galopu, i w końcu zrzucił Olę. mimo iż ładnie szedł z siodłem na lonży, na oklep tym bardziej nie chciałyśmy próbować. Więc ja się za niego wzięłam. Musiałam wejść w mini kucykowe siodełko... :P Ale dałam radę, pracujemy do tej pory. Oprócz codziennego lonżowania, ma co 2-3 dni trening ze mną, a Ola dba o jego rozwój psychiczny, tuli, wyprowadza, ale wsiadać nie wsiada. Ja pracuję z nim już teraz w nieco lepszym siodle, z ujeżdżeniówką, głowę mocno zadziera i wierzga na wszystkie strony więc pracujemy również z wytokiem. Ile to już pracy, ile godzin z nim było... minimum 4 miesiące tak porządnie pracujemy. I nie wiedziałam, że z takim z pozoru maleńkim, słodkim kucysiem może być tyle pracy. Zauważyłam, że Ferdek został nieodpowiednio zajeżdżony, więc wszystko zaczynamy od początku, bo np. jak jadę w ćwiczebnym to on od razu galopuje, a gdy zbieram wodze to wierzga łbem. Ale teraz jest już lepiej, tylko trzeba do niego silnej ręki. :)