Jeździeckie Mistrzostwa Świata w Kentucky za nami. Czas na podsumowanie zarówno mojego startu, jak i całej ekipy skoczków. W mojej ocenie poradziliśmy sobie całkiem nieźle. Owszem, jak zawsze mogło być lepiej, ale pamiętajmy, że cztery lata temu w mistrzostwach brał udział tylko jeden skoczek, który nie został ostatecnzie skasyfikowany. W tym roku w konkursach skoków przez przeszkody polskie barwy prezentowała cała drużyna.
Na wstępie chciałam zaznaczyć, że na Mistrzostwa nastawialiśmy się przede wszystkim na osiagnięcie jak najlepszego wyniku dla całego zespołu. Podczas pierwszego dnia startu miałam pecha - do dwunastej przeszkody było bardzo dobrze, ale potem koń zatrzymał się przed przeszkodą i straciłam cenny czas, który liczył się do wyniku. W konsekwencji zajęłam odległą pozycję. Sprawa zakończyła się o tyle szczęśliwie, iż zgodnie z zasadami, do wyniku drużyny brane były trzy najlepsze rezultaty, więc mój odpadł.
Drugiego dnia też nie obyło się bez niespodzianek. Zaliczyłam dwie zrzutki i wodę - co prawda ta ostatnia była dość kontrowersyjną kwestią. W mojej ocenie tego błędu nie było. Trener udał się do delegata technicznego, ale ostatecznie nie zgłosiliśmy protestu, bazując na powszechnej opinii zawodników, iż takich protestów nigdy się nie wygrywa. To była duża strata, tym bardziej, że mielibyśmy wówczas 21, a nie 23 miejsce, co w przypadku wydarzenia takiej rangi ma dość duże znaczenie.
Liczyłam na lepszy występ, ale oprócz wspomnianych wyżej kwestii miałam problemy z koniem. Sztuczne światło sprawiało, że czuł się niepewny, co nie pozostało bez wpływu na jakość przejazdów. Potem opuchnięta noga zadecydowała o tym, że nie wzięłam udziału w drugim nawrocie, w którym startowała dziesiątka najlepszych drużyn. One walczyły o medale, a pozostali mieli szanse poprawić tym startem indywidualne wyniki. Ostatecznie nie chciałam narażać konia na kontuzję i zrezygnowałam. Wystartował jedynie Piotrek Sawicki, który ostatecznie poprawił swój wynik. Co zaś do samej imprezy, to nie mam większch zastrzeżeń - stajnie były bardzo zadbane, podłoża świetne, parkury raczej trudne. Sprzyjała za to atmosfera, choć pod względem organizacyjnym Amerykanie już tak dobrze sobie nie radzili. Gdy dochodziło już do jakichś problemów, rzadko kiedy można było liczyć na szybką i fachową pomoc.
Osobiście dla mnie pocieszające jest jednak to, że mistrzostwa wygrał 50-letni skoczek, który swój pierwszy występ na takiej imprezie zaliczył w wieku 30 lat. Zatem jeszcze dużo przede mną :) Po prostu trzeba ćwiczyć dalej.
Nie udało nam się zdobyć kwalifikacji na olimpiadę, ale było to bardzo trudne zadanie - udało się jedynie Australii. Przypomnę, że jesteśmy w jednej strefie z Australią, Nową Zelandią, Japonią i Europą Centralną. Szansa jednak jeszcze nie stracona, bo w przyszłym roku odbędą się Mistrzostwa Europy w Madrycie, które również dadzą jedną, taką kwalifikację najlepszej drużynie. Tymczasem obecnie przygotowuję się do startu na zawodach w Lesznie, a następnie w Poznaniu. Będzie to dla mnie wprowadzenie do udziału w zawodach międzynarodowych. ZObaczymy, jak będą spisywały się konie. Trzymajcie kciuki!
Uwielbiam ją, moja idolka;)
Uwielbiam ja, moja idolka;)
Gratulacje i powodzenia następnym razem!!!