Hej wszystkim! Jak zapewne wiecie w poprzednich wpisach mówiłam Wam o niegrzecznej Bajce i o tym, że następna jazda będzie na Mańku. No i się doczekałam. Okropnie się spóźniłam, bo musiałam po drodze kupić czekoladę dla instruktorki i dlatego omineło mnie czyszczenie. Wręczyłam instruktorce czekolade i poszłam po kask a w tym czasie ona (instruktorka) osiodłała Mańka. Okazało się, że Maniek to zupełne przeciwieństwo Bajki... Opuściłam strzemiona i bez trudu wsiadłam na Mańka. Ruszyłam stępem na rozgrzewke. Najpierw wolta, półwolta, slalom i nadszedł czas na kłus. Ten kłus był bardzo szybki i dlatego też musiałam szybko anglezować. Ale dałam radę :). Niestety Maniek okropnie rwał do galopu. Nawet nie dałam mu łydki a tu już ten galop. Próbowałam go zatrzymać, ale to nic nie dało. Ciągle galopował. Próbowała skręcić w narożniku, ale Maniek po prostu biegł na ściane. Okropnie się przestraszyłam. I dałam za wygraną. Gdy spadłam Maniek wciąż biegł w kółku, ale już kłusem tak jak by był z siebie "zadowolony". Spróbowaliśmy jeszcze raz zagalopować. No i było już dobrze. Przeszliśmy do kłusa. Potem wyciągnęłam nogi ze strzemion i zatrzymałam go do stępa. Nadszedł czas na zsiadanie. Po mnie przyszła jakaś dziewczynka o wiele młodsza ode mnie, miała może z 7 lat. Dałam Mańkowi mały kawałek marchewki i chciałam zrobić mu niespodziankę wrzucając trochę marchewek do jego złobu w boksie. Oczywiście dałam też innym koniom a najwięcej Bajce. Odniosłam kask i pożegnałam się z końmi. Nie mogę się doczekać kolejnej jazdy! PS. to było niedawno, bo godzinę temu a ja mam szczęście, bo są u nas ferie :). Więc tak fajnie było sobie jeździć i pomyśleć sobie, że niektórzy w tej chwili nudzili się w szkole i może nawet byli z czegoś pytani :)).
Komentarze