Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tak, bardzo ciężko nie związać się z koniem z którym pracuje się dłuższy czas
świetne, właśnie teraz coś takiego przeżywam, na sprzedaż wystawiony jest mój ukochany kucyk, na grzbiecie przeżyłam wiele niezapomnianych chwil. Na szczęście nie ma na niego chętnych :)
Fakt. Jeśli konie "przechodzą" tylko prze stajnię nie warto się do nich przywiązywać i ja np. tego nie robiłam. Niestety nie miałam szczęścia w jednym przypadku. Dostałam pod opiekę wałacha - gniadego małopolaka. Świetnie skakał i był naprawdę dobry w ujeżdżeniu, ale także potrafił pokazać co potrafił na ścierniskach :) przeżyłam z nim całe 6 lat, prawie codziennie go widziałam i z nim pracowałam, czasem nawet przyjeżdżałam żeby od tak posiedzieć z nim na pastwisku lub w boksie. Pewnego dnia umówiłam się z instruktorem na trening (oczywiście na moim kochanym) na za tydzień. Przyjechałam rano do stajni jedyne co tego dnia robiłam to stałam w jego wyczyszczonym boksie i płakałam słuchając tylko słów stajennego "Został sprzedany, wczoraj go zabrali...przykro mi"
Świetne, u mnie w stajni rzadko sprzedają konie. Lecz na obozie jeździeckim właśnie jest tak jak u Ciebie. Z koniem się związałam i kojarzy mi się z najlepszym okresem mojego dotychczasowego, krótkiego życia, a gdy usłyszałam w telefonie, że go nie ma... nie wytrzymałam. Przyzwyczaiłam się już że sprzedają konie jeden za drugim. Ale za każdym razem jest mi bardzo przykro.
Świetne, u mnie w stajni rzadko sprzedają konie. Lecz na obozie jeździeckim właśnie jest tak jak u Ciebie. Z koniem się związałam i kojarzy mi się z najlepszym okresem mojego dotychczasowego, krótkiego życia, a gdy usłyszałam w telefonie, że go nie ma... nie wytrzymałam. Przyzwyczaiłam się już że sprzedają konie jeden za drugim. Ale za każdym razem jest mi bardzo przykro.
A ja mojego Zenka, wściekle utalentowanego i pełnego złośliwego humoru chama i prostaka, który pojechał w szeroki świat do sportu. Martwię się, czy nie połamał za wielu obojczyków i ktoś wreszcie nie pozna się na żartach i postanowi nie dać mu kolejnej szansy...
Tak, bardzo ciężko nie związać się z koniem z którym pracuje się dłuższy czas
świetne, właśnie teraz coś takiego przeżywam, na sprzedaż wystawiony jest mój ukochany kucyk, na grzbiecie przeżyłam wiele niezapomnianych chwil. Na szczęście nie ma na niego chętnych :)
Fakt. Jeśli konie "przechodzą" tylko prze stajnię nie warto się do nich przywiązywać i ja np. tego nie robiłam. Niestety nie miałam szczęścia w jednym przypadku. Dostałam pod opiekę wałacha - gniadego małopolaka. Świetnie skakał i był naprawdę dobry w ujeżdżeniu, ale także potrafił pokazać co potrafił na ścierniskach :) przeżyłam z nim całe 6 lat, prawie codziennie go widziałam i z nim pracowałam, czasem nawet przyjeżdżałam żeby od tak posiedzieć z nim na pastwisku lub w boksie. Pewnego dnia umówiłam się z instruktorem na trening (oczywiście na moim kochanym) na za tydzień. Przyjechałam rano do stajni jedyne co tego dnia robiłam to stałam w jego wyczyszczonym boksie i płakałam słuchając tylko słów stajennego "Został sprzedany, wczoraj go zabrali...przykro mi"