Reklama

Gdy koń odjeżdża

12/09/2012 21:31
Kolejne nudzenie filozoficznymi gadkami o swoich przemyśleniach? Zdecydowanie tak.
Upływają miesiące, a wraz z nimi kolejne konie, z którymi zwiążemy się emocjonalnie odjeżdżają do nowych właścicieli. Co ty możesz o tym wiedzieć?- zapewne powiecie na widok moich wypocin i pseudo życiowych smutków nastolatki. Może jednak warto się w to zagłębić?

W swoim życiu pożegnałam wiele koni - mniejszych i większych, różnych ras, predyspozycji i wieku. Do napisania tego tekstu skłoniło mnie wystawienie na sprzedaż kolejnego z moich podopiecznych.

Jeżdżę w stajni, w której głównym źródłem dochodu jest trening młodych koni oraz ich sprzedaż. Stawka wierzchowców miesza się nieustannie, jeździłam więcej koni, niż niektórzy z nas widzieli w życiu na oczy, ciągle odjeżdżają i przyjeżdżają, wiele sytuacji i "misiów", raz po raz dostaję kolejne, z którymi szybko muszę się żegnać. Bywa jednak i tak, że po dłuższym zapoznaniu z koniem nie ma na niego chętnych, lub też właściciele początkowo rezygnują ze sprzedaży, aby po paru miesiącach się rozmyślić. Wtedy nastaje czas pożegnania, a mnie nachodzą nudne refleksje.

Jeszcze nie tak wiele lat temu wywierało to na mnie wrażenie - płacz, smutek, foch na cały świat, bo jakże można było sprzedać mego ukochanego konika. Dzisiaj tylko dziwna nostalgia ogarnia mnie, gdy kolejna przyczepa z "misiem" odjeżdża z dziedzińca stajni, a ja czuję jakby wyrwano z mego serca cząstkę i rzucono za pupilem.

Dla mnie codzienność - dla niektórych zaś ogromne przeżycie, gdy koń, zazwyczaj ukochany klubowy kucyk zmienia dom. Do nie swoich koni nie powinno się przywiązywać, tak? Oczywiście, powoli ku mojemu zdziwieniu zaczynam od tego odchodzić. Jeszcze trudniej, gdy po latach jesteśmy zmuszeni oddać własnego towarzysza w czyjeś- miejmy nadzieję, że dobre- ręce. Przeżyć trudno, pogodzić się jeszcze trudniej.

Moje rozmyślania nie mają żadnej puenty. Są sposobem na uporządkowanie myśli, gdy widzę kolejne i kolejne ogłoszenia. Nie przeszkadza mi to. Straciłam czułość, nieważne jak polubię danego konia, to już nie płaczę gdy odjedzie. Jestem nieczuła i dobrze mi z tym.

Tylko nadal widzę przed oczami kuca, który odjechał pół roku temu, niereformowalnego walijczyka, który i tak był za mały i nic bym z nim nie osiągnęła, ale kochanego. Ta jedna jedyna rana wśród wielu ciągle boli.
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    redakcja 2013-02-02 14:35:35

    Tak, bardzo ciężko nie związać się z koniem z którym pracuje się dłuższy czas

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    DariaKurlapska 2013-01-07 22:42:54

    świetne, właśnie teraz coś takiego przeżywam, na sprzedaż wystawiony jest mój ukochany kucyk, na grzbiecie przeżyłam wiele niezapomnianych chwil. Na szczęście nie ma na niego chętnych :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    SilverMoon 2012-12-14 20:11:20

    Fakt. Jeśli konie "przechodzą" tylko prze stajnię nie warto się do nich przywiązywać i ja np. tego nie robiłam. Niestety nie miałam szczęścia w jednym przypadku. Dostałam pod opiekę wałacha - gniadego małopolaka. Świetnie skakał i był naprawdę dobry w ujeżdżeniu, ale także potrafił pokazać co potrafił na ścierniskach :) przeżyłam z nim całe 6 lat, prawie codziennie go widziałam i z nim pracowałam, czasem nawet przyjeżdżałam żeby od tak posiedzieć z nim na pastwisku lub w boksie. Pewnego dnia umówiłam się z instruktorem na trening (oczywiście na moim kochanym) na za tydzień. Przyjechałam rano do stajni jedyne co tego dnia robiłam to stałam w jego wyczyszczonym boksie i płakałam słuchając tylko słów stajennego "Został sprzedany, wczoraj go zabrali...przykro mi"

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama