Reklama

Gdzie ci starzy instruktorzy?

Więc ja się pytam - gdzie instruktorzy, którzy ponad swoje zdrowie mieli jeszcze na uwadze komfort koni? Gdzie instruktorzy, dla których liczy się oddawanie swojej osobistej wiedzy, dzielenie się swoimi doświadczeniami... a nie zarobek?
No właśnie. Aktualnie jest takich ludzi bardzo mało, o ile nawet nie są gatunkiem zagrożonym. Teraz, najzwyczajniej w świecie, jazdy prowadzi się na odpierdziel, mając w dalekim poważaniu to, czy koń idzie dobrze, źle, umiarkowanie czy nie idzie w ogóle. Dlatego coraz częściej słyszy się "pogoń go/ją batem!" albo "kopnij tak, żeby poczuł/a!". Ja, słysząc takie rzeczy, jestem po prostu załamana.
Dlaczego? Nie wiem. Może dlatego, że sama byłam długi okres czasu "samoukiem", a jeśli ktoś odważył się mnie czegoś nauczyć, to był to właśnie "instruktor starej daty". I może to się wydać dziwne, ale te jazdy wcale nie wyglądały tak cukierkowo, jak teraz. Były pełne stresu, który przyczynił się do tego, że aktualnie nad koniem potrafię jako-tako zapanować.
Czy oznacza to jednak, że poprzez stres można dotrzeć do każdego? Otóż nie. I to jest kolejny problem aktualnych instruktorów - nie potrafią się dostosować. Rozumiem, że w większym klubie może być z tym problem - no bo prowadź sobie jazdy na maneżu, mając na głowie 10 par i spróbuj się jeszcze do nich indywidualnie dostosować! Nie możliwe. Ale dlaczego instruktor w mniejszej stajence ma z tym problem, skoro widzi jeźdźca raz na dwa dni? Cholera jasna.
Kolejna sprawa to to, że spotkałam się już z paroma dość zabawnymi przykładami instruktorów, którzy, sami bojąc się wsiąść na konia, sadzali na nie małe dzieci. Albo te trochę większe, które rzekomo "coś potrafiły". Albo instruktor, który boi się galopować, gdyż... nie ufa koniowi, którego rzekomo sam zajeździł. Śmiechu warte, prawda? Jednak nigdy nie zapomnę, jak pewna pani instruktor, chcąc pochwalić się swoimi umiejętnościami, zrobiła sobie "trening skokowy", jak twierdziła - przejeżdżała w kłusie ćwiczebnym przez jeden drąg leżący na ziemi, a właściwie... piasku. Można sobie tylko wyobrazić moją reakcję na tę wiadomość.
O co więc mi właściwie chodzi? Cóż, sama nie mam uprawnień i chwilowo się nie zanosi na to, żeby miało się to zmienić - nie wiem dlaczego, ale do zrobienia kursu potrzebna jest matura. Natomiast wiem, że nigdy w życiu nie posadziła bym kogoś na konia, którego sama się boję. Albo na którym nigdy wcześniej nie siedziałam - bo z takim przypadkiem również się spotkałam.
Generalnie chciałabym się po prostu dowiedzieć - co na celu mają kursy? Bo jeżeli eliminowanie bandy idiotów, to przepraszam, ale chyba coś nie wyszło. Zajeżdżanie koni na munsztuku i nachrapniku meksykańskim, nie podciąganie popręgu, zapominanie o regulacji strzemion i, uwaga, banie się galopu... Ja się pytam, skąd się tacy ludzie, do cholery, biorą?! Jeszcze kilka takich akcji i z pewnością bycie instruktorem rekreacji ruchowej o specjalizacji jazda konna nie będzie przywilejem, a tytułem ciemnych mas, które chcą być w stajni ważne pomimo tego, że zbyt wiele nie potrafią. A później? Później będziemy się z nich wszyscy śmiać, jak kiepsko byśmy nie jeździli... Bo w końskim światku wieści się rozchodzą bardzo szybko, a moda przemija. Więc wartałoby, drodzy instruktorzy, odrobinę to chore podejście zmienić i wszelkie braki u siebie doskonalić na tyle, na ile macie możliwość... i tak. Mówi Wam to zwykły, szary jeździec.
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    julia9933 2016-12-30 13:14:40

    Nie chodzi o "starych instruktorów" tylko o umiejętność przekazywania wiedzy. Pewnie, że stara szkoła była bardziej wymagająca, ale dziś musimy się dostosować do klienta, jeśli ten życzy sobie mieć ubranego konia i aby jazda była dla niego odstresowująca po ciężkim tygodniu pełnym nerwów i zmartwień to ja nie widzę w tym nic złego. Ale należy takiego klienta uświadamiać i kształcić w takim kierunku by nie traktował konia jak rower. Da się to zrobić. Dzis mamy nowe narzędzia w postaci naturalnych metod pracy z koniem, nowinki dotyczące prawidłowego dosiadu, w starych książkach nie ma połowy rzeczy jakie znamy teraz. Więc jest lepiej, a ze starej szkoły najlepsze było podejście do konia, którego teraz brakuje wielu osobom, zwłaszcza instruktorom, czyli dbanie o konia po jeździe, tj najpierw rozsiodłać, rozczyścić, odprowadzić na odpoczynek a potem zająć się ugaszeniem swojego pragnienia, głodu, czy rozbieranie się z kasku, czapsów i całej reszty, która już nas parzy i uciska. Teraz tego niestety brakuje, kiedy wracam z terenu i nagle zostaje sama z 4 końmi, z dopiętymi popręgami, jeźdźcy pobiegli się napić lub przebrać i to często są właściciele koni. Kolejną sprawą jest fakt, że poziom umiejętności instruktorów pozostawia wiele do życzenia. a czasem bardzo wiele. sama znam przypadki kiedy instruktor umie mniej niż uczeń, albo nie radzi sobie z koniem szkółkowym ! ok niech taka osoba uczy dzieci na lonży ale niech siebie doszkala z doświadczonym instruktorem. Ambicji nie da się nauczyć, albo się je ma i instruktorowi zależy na jak najlepszym poziomie nauczania albo się ich nie ma i wtedy liczy się złotówka. Dlatego moja rada dla początkujących adeptów lub ich rodziców, jeśli wydaje wam się że coś jest nie tak i instruktor nie potrafi rozwiązać problemu to może warto wybrać się na rekonesans do innej szkółki. Kiedy do mnie trafia dziecko jeżdżące regularnie od roku i nie będące w stanie płynnie anglezować, pokazuje rodzicom inne dziecko, które jeździ u mnie od roku i aktualnie robi zagalopowania.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    manka94 2012-01-31 14:18:05

    Bardzo dobry artykuł który stwierdza prawdę. Ja dzięki Bogu mam instruktora który na prawde zna się na rzeczy jest konkretny nie naciaga na kase tylko po prostu uczy i szanuje konie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    maniokonio 2011-11-02 16:58:00

    Moja pani od jazdy tylko stoi i mówi, że teraz kłus, a jak coś robie źle, to mówi:nie rób tak. moja koleżanka jeździ od takiego samego czasu, co ja, a umie jakieś 2 razy więcej. dzięki komu? dobremu instruktorowi. może jest w tym trochę mojej winy, chociaż naprawdę się staram, ale jej lekcje są prowadzone 1000 razy lepiej niż moje. szkoda.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama