Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie chodzi o "starych instruktorów" tylko o umiejętność przekazywania wiedzy. Pewnie, że stara szkoła była bardziej wymagająca, ale dziś musimy się dostosować do klienta, jeśli ten życzy sobie mieć ubranego konia i aby jazda była dla niego odstresowująca po ciężkim tygodniu pełnym nerwów i zmartwień to ja nie widzę w tym nic złego. Ale należy takiego klienta uświadamiać i kształcić w takim kierunku by nie traktował konia jak rower. Da się to zrobić. Dzis mamy nowe narzędzia w postaci naturalnych metod pracy z koniem, nowinki dotyczące prawidłowego dosiadu, w starych książkach nie ma połowy rzeczy jakie znamy teraz. Więc jest lepiej, a ze starej szkoły najlepsze było podejście do konia, którego teraz brakuje wielu osobom, zwłaszcza instruktorom, czyli dbanie o konia po jeździe, tj najpierw rozsiodłać, rozczyścić, odprowadzić na odpoczynek a potem zająć się ugaszeniem swojego pragnienia, głodu, czy rozbieranie się z kasku, czapsów i całej reszty, która już nas parzy i uciska. Teraz tego niestety brakuje, kiedy wracam z terenu i nagle zostaje sama z 4 końmi, z dopiętymi popręgami, jeźdźcy pobiegli się napić lub przebrać i to często są właściciele koni. Kolejną sprawą jest fakt, że poziom umiejętności instruktorów pozostawia wiele do życzenia. a czasem bardzo wiele. sama znam przypadki kiedy instruktor umie mniej niż uczeń, albo nie radzi sobie z koniem szkółkowym ! ok niech taka osoba uczy dzieci na lonży ale niech siebie doszkala z doświadczonym instruktorem. Ambicji nie da się nauczyć, albo się je ma i instruktorowi zależy na jak najlepszym poziomie nauczania albo się ich nie ma i wtedy liczy się złotówka. Dlatego moja rada dla początkujących adeptów lub ich rodziców, jeśli wydaje wam się że coś jest nie tak i instruktor nie potrafi rozwiązać problemu to może warto wybrać się na rekonesans do innej szkółki. Kiedy do mnie trafia dziecko jeżdżące regularnie od roku i nie będące w stanie płynnie anglezować, pokazuje rodzicom inne dziecko, które jeździ u mnie od roku i aktualnie robi zagalopowania.
Bardzo dobry artykuł który stwierdza prawdę. Ja dzięki Bogu mam instruktora który na prawde zna się na rzeczy jest konkretny nie naciaga na kase tylko po prostu uczy i szanuje konie
Moja pani od jazdy tylko stoi i mówi, że teraz kłus, a jak coś robie źle, to mówi:nie rób tak. moja koleżanka jeździ od takiego samego czasu, co ja, a umie jakieś 2 razy więcej. dzięki komu? dobremu instruktorowi. może jest w tym trochę mojej winy, chociaż naprawdę się staram, ale jej lekcje są prowadzone 1000 razy lepiej niż moje. szkoda.
Jeżdżę z instruktorką, której nie zamieniłabym na żadną inną, a jeździłam już w kilku stajniach. Ma ogromną wiedzę jeździecką, jest bardzo wymagająca, zawsze ma swój pomysł na trening od początku do końca, dobro konia stawia na 1. miejscu, ale o bezpieczeństwo jeźdźca też dba i w życiu nie zabrałaby go w teren nie upewniwszy się jakie są jego umiejętności. Sama uczyła się jeździć ze "starą" szkołą jazdy więc ja ją znam raczej z jej opowieści i... wolę tę zmodyfikowaną wersję. Dziękuję za pruski dryl. Wolę szacunek a nie ustawianie do kąta. Wcale nie musi to oznaczać, że wszystko i wolno, a koń czeka na mnie osiodłany, a ja tylko przyjeżdżam i robię co mi się rzewnie podoba. Bynajmniej. Nadal jestem uczniem a trener to nauczyciel więc każdy swą rolę zna. Dobry nauczyciel to jednak nie tylko nauczyciel wymagający, mający plan na zajęcia, ale i szacunek do uczniów.
Temat bardzo mądry jeździłąm kiedyś w Stajni gdzie na konie uwagi nie zwracano liczyła się tylko KASA KASA I KASA ;/Raz zrezygnowałam z jazdy i poszłam wyczyścić umyć konia bo konie chodziły po 8 godzin ale za to że się nim zaopiekowałam pięniędzy jeszcze chcieli.
Ravnist bardzo dobitnie wyrażasz swoje zdanie ale się z tobą w gruncie rzeczy zgadzam. Coraz więcej jest stajni na odwal się - zarobić i tyle. No cóż niektórzy maja konie żeby dla nich zarabiały, a niektórzy mają ludzi którzy dają im pieniądze dla koni (czytaj klientów). Ale niestety będzie coraz gorzej dopóki ludzie nie zaczną jeździć świadomie. Ja krótkotrwałą znajomość z takim właśnie "ośrodkiem" przepłaciłam złamaniem żuchwy. Teraz jak zabije mnie seryjny morderca to ciała można szukać z wykrywaczem metali. I dobrze pamiętam motywy jakie mną kierowały. Bliskość tamtego ośrodka, mniej stresu (paranoja! teraz wiem że lepiej jest jeździć z dobrym trenerem i daje to koniec końców mniej stresu) i przekonanie że czego to ja nie potrafię się sama nauczyć. Masakra jakaś. Do kwadratu. Ale na szczęście trafiłam na wspaniałą osobę która bardzo mi pomogła odnaleźć "dobrą drogę".Ale dziwi mnie przekonanie że własnie "stara" szkoła jest lepsza, które podziela większość osób które skomentowały ten artykuł. Gówno prawda! Rozmawiałam ze starszymi jeźdźcami i kiedyś było równie dużo beznadziejnych szkół jak dzisiaj jak nie więcej. W dodatku te dobre były dostępne wyłącznie dla wybranych. Teraz osoba nawet mająca dość ograniczone środki finansowe może, jeśli ma odpowiednio dużo zaparcia, może trenować nawet na wysokim poziomie. Po prostu słabe szkoły z dawnych lat nie przetrwały, a my poznając instruktorów których nazywamy "starymi" wydaje nam się że wszyscy tacy byli. Zatem reasumując nie brakuje nie instruktorów "starej szkoły" tylko dobrych, nowoczesnych trenerów.
Sama jestem pokoleniem młodych instruktorów, ale na szczęście dla koni i ludzi, których uczę, trzymam się starych zasad.Przy mnie każdy czyści i siodła swojego konia. Na brudnego konia nikt nie wejdzie.Bez kasku klient na konia nie wsiądzie.Tak samo uczę jeździć bez bata i ostróg. Już same słowa "munsztuk, palcat itp" są przy mnie praktycznie zakazane.Nie raz przejmowałam jeźdźców, którzy nie potrafili łydki przyłożyć, za to bili konie batem w kłusie wyciągniętym, po to, by zagalopowały..Znam "instruktorów", którzy nie potrafią na koniu siedzieć, nie mówiąc już o skokach, a uczą jeździć, skakać i ba! uczą jeździć bez kasków a nawet na nie swoim i nieznanym sobie koniu potrafią puścić klienta w teren po drodze o wzmożonym ruchu TIRów..Zgroza jednym słowem. I niestety smutne realia dzisiejszych stajen.
Przypuszczam, że nie bez winy są tu sami jeźdźcy (a raczej początkujący adepci jeździectwa). Pamiętam rygor z jakim mnie uczono i na własne oczy widziałam też jak w tym samym miejscu robi się coraz większe odstępstwa o "starej szkoły" idąc na rękę coraz bardziej wymagającej rzeszy przyszłych jeźdźców. Dlaczego ? Dlatego, że nikt nie chciał płacić za to, że jakiś instruktor/instruktorka będzie na niego krzyczeć, wymagać, żądać posłuchu i decydować czego i kiedy będzie się uczył. Kiedy w naszej stajni zaczęło wiać pustką ( bo u konkurencji wszystko było wolno, konie osiodłane i wymagania niewielkie - wsiąść, pocieszyć się i zapłacić, kto chciał ten skakał, kto chciał jechał w teren - nikt tam nie patrzył na bezpieczeństwo i ZASADY). Właściciel i instruktorzy mieli dwa wyjścia - robić po swojemu i zamknąć stajnię (i tak trzeba było sprzedać część koni) albo zacząć robić to co wszyscy. Jedynie pilnowaliśmy żeby koniom było dobrze i w przeciwieństwie do innych ośrodków u nas panowała żelazna zasada 2 godzin dziennie pracy dla jednego konia i żadnych palcatów, ostróg i wynalazków w pyskach.Teraz żal starej szkoły, ale był czas kiedy unikano stajni gdzie byłby jakieś wymagania i zasady.
moja trenerke tez uczyl ,,instruktor starej daty"" i np. jak przyszla na jazde z osiodlanym koniem i instruktor zobaczyl gdzies brud albo zle pozapinane cos to poweidzial ze ma wrocic do stajni i jak bedzie wszytko okej to ma wrocic na padok < najlepsze jest to ze sama musila sie domyslec o co mu chodzi>a jazda mijala oczywiscie;)
Bardzo mądry i pouczający tekst. Mimo, że zaliczam się raczej do młodych, początkujących jeźdźców, którzy dopiero zaczynają poznawać świat jeździectwa, zgadzam się w stu procentach z przedstawionymi tezami. Oby więcej takich ludzi jak Ty, może jeździectwo w Polsce wtedy się zmieni...
Nie chodzi o "starych instruktorów" tylko o umiejętność przekazywania wiedzy. Pewnie, że stara szkoła była bardziej wymagająca, ale dziś musimy się dostosować do klienta, jeśli ten życzy sobie mieć ubranego konia i aby jazda była dla niego odstresowująca po ciężkim tygodniu pełnym nerwów i zmartwień to ja nie widzę w tym nic złego. Ale należy takiego klienta uświadamiać i kształcić w takim kierunku by nie traktował konia jak rower. Da się to zrobić. Dzis mamy nowe narzędzia w postaci naturalnych metod pracy z koniem, nowinki dotyczące prawidłowego dosiadu, w starych książkach nie ma połowy rzeczy jakie znamy teraz. Więc jest lepiej, a ze starej szkoły najlepsze było podejście do konia, którego teraz brakuje wielu osobom, zwłaszcza instruktorom, czyli dbanie o konia po jeździe, tj najpierw rozsiodłać, rozczyścić, odprowadzić na odpoczynek a potem zająć się ugaszeniem swojego pragnienia, głodu, czy rozbieranie się z kasku, czapsów i całej reszty, która już nas parzy i uciska. Teraz tego niestety brakuje, kiedy wracam z terenu i nagle zostaje sama z 4 końmi, z dopiętymi popręgami, jeźdźcy pobiegli się napić lub przebrać i to często są właściciele koni. Kolejną sprawą jest fakt, że poziom umiejętności instruktorów pozostawia wiele do życzenia. a czasem bardzo wiele. sama znam przypadki kiedy instruktor umie mniej niż uczeń, albo nie radzi sobie z koniem szkółkowym ! ok niech taka osoba uczy dzieci na lonży ale niech siebie doszkala z doświadczonym instruktorem. Ambicji nie da się nauczyć, albo się je ma i instruktorowi zależy na jak najlepszym poziomie nauczania albo się ich nie ma i wtedy liczy się złotówka. Dlatego moja rada dla początkujących adeptów lub ich rodziców, jeśli wydaje wam się że coś jest nie tak i instruktor nie potrafi rozwiązać problemu to może warto wybrać się na rekonesans do innej szkółki. Kiedy do mnie trafia dziecko jeżdżące regularnie od roku i nie będące w stanie płynnie anglezować, pokazuje rodzicom inne dziecko, które jeździ u mnie od roku i aktualnie robi zagalopowania.
Bardzo dobry artykuł który stwierdza prawdę. Ja dzięki Bogu mam instruktora który na prawde zna się na rzeczy jest konkretny nie naciaga na kase tylko po prostu uczy i szanuje konie
Moja pani od jazdy tylko stoi i mówi, że teraz kłus, a jak coś robie źle, to mówi:nie rób tak. moja koleżanka jeździ od takiego samego czasu, co ja, a umie jakieś 2 razy więcej. dzięki komu? dobremu instruktorowi. może jest w tym trochę mojej winy, chociaż naprawdę się staram, ale jej lekcje są prowadzone 1000 razy lepiej niż moje. szkoda.