Reklama

Krótka historia przyjaźni

15/09/2010 13:11
Chciałabym opowiedzieć Wam o najważniejszym koniu w moim życiu :) Ja i ona spotkałyśmy się właściwie przypadkiem. Kiedy ją po raz pierwszy ujrzałam, nie spodziewałam się, że w przyszłości połączy nas coś wyjątkowego.

Nazywa się Barbi. Imię, zdaje się, idealnie pasujące do jej długiej, blond grzywy i sierści barwy kasztanów. Z początku wydawało mi się śmieszne, lecz teraz nie wyobrażam sobie, by mogła nazywać się inaczej. Jest wyjątkowa. Ba, każdy jeździec mówi tak o swoim podopiecznym… Ale ona naprawdę różni się od pozostałych koni! Razem możemy… Wiecie co? Lepiej zacznę od początku.

Gdy się poznałyśmy była koniem prywatnym, nie szkółkowym. Zobaczyłam ją na padoku – była słodka, urocza i bardzo dziewczęca, a przy tym zabawna i tryskająca młodzieńczą świeżością. W jej oczach tliły się… tlą się do dziś, ogniki szaleństwa, humoru i przekory. Urzekła mnie od pierwszego spojrzenia. Postanowiłam porozmawiać o niej z jej właścicielami. Liczyłam, że potrzebują kogoś do opieki nad swoim koniem. I tak właśnie było! Umowa polegała na tym, że za ogólną pomoc przy koniu i w sprzątaniu boksu będę mogła jeździć na blond klaczy. Byłam bardzo szczęśliwa i podekscytowana!
W ten sposób zaczęła się nasza wspólna przygoda. Z początku nie dogadywałyśmy się tak, jak należy. Barbi miała swój własny pomysł na życie, nie chciała współpracować, okazała się nieco uparta i przekorna. Mimo wszystko była jednak urocza, pocieszna i pełna optymizmu, który przechodził również na mnie. Stopniowo dogadywałyśmy się coraz lepiej – łatwiej było mi zachęcić ją do pracy, ona chętniej wykonywała moje polecenia. Jeździłyśmy na padoku i w tereny, chodziłyśmy na spacery, spędzałyśmy razem bardzo dużo czasu. Mogłybyśmy tak trwać wiecznie… mogłybyśmy. Niestety, pewnego dnia dostałam telefon, że Barbi została sprzedana.

Dni bez niej dłużyły mi się w nieskończoność, nie miałam czym wypełnić pustki, która mi po niej została. Przetrząsałam okoliczne miasteczka i wsie w poszukiwaniu „mojej” blondynki. Traciłam już nadzieję, gdy po pół roku… odnalazłam ją! Mieszkała w miejscu, gdzie przysłowiowy „diabeł mówi dobranoc”, z dala od cywilizacji. Miała wspaniały dom, piękne, olbrzymie pastwisko i własny strumień. Cieszyłam się, że tak dobrze trafiła na nowego właściciela. Postanowiłam podjąć jeszcze jedną próbę… rozmowa z właścicielem okazała się najlepszą rzeczą, jaką mogłam zrobić! Był on bardzo przychylny mnie i temu, że chciałabym mieć znów możliwość pracowania z Barbi. Udało się!

Od tej rozmowy minęły już dwa lata. Po tak długiej przerwie z początku nam się nie układało, Barbi okazała się trochę zdziczała, nie pozwalała założyć sobie ogłowia, dotykać się w niektórych miejscach i odmawiała współpracy. Żywię jednak nadzieję, że poznała mnie jako swoją dawną opiekunkę, ponieważ szybko zaufała mi na tyle, bym mogła pracować z nią już bez żadnych przeszkód. Po dwóch latach wydaje mi się, że znam ją na wylot. Barbi jest dla mnie wspaniałą przyjaciółką, jedyną w swoim rodzaju i niezastąpioną. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym istnieć bez niej. Tylko razem z nią czuję się w pełni szczęśliwa, ona daje mi powód, by starać się i dążyć do perfekcji. Obyśmy mogły być razem jak najdłużej!

Krótki film na YT z naszym udziałem, niech on będzie podsumowaniem:
http://www.youtube.com/watch?v=vkYLnou4N8Y
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    magnat15 2011-12-24 14:13:16

    Barbi jest piękna

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Koniara-Isia 2011-03-22 18:37:48

    Piękna historia. Super napisana. No i przede wszystkim piękny koń! ;) Gratuluje wytrwałości. (ja za Baśką poszłabym w ogień, więc dobrze Cię rozumiem) Życze długich, udanych lat razem z Barbi. ;*

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ostra 2010-11-27 01:00:25

    Urzekła mnie ta historia. Szczęściarą jesteś, moja droga Canter. To nieprawdopodobne aby sprawy tak się poukładały abyś mogła być z TĄ jedyną,z którą połączyła Cię niesamowita i niepowtarzalna więź,a jednak... Ja już się tego boję bo byłam w podobnej sytuacji z tym,że Fauna pojechała do Niemiec. Pewnie robi karierę w WKKW bo do tego była z góry wyhodowana.. No ale cóż, teraz po prostu ze strachu nie chcę brać na siebie odpowiedzialności opieki nad czyimś koniem. Ze strachu,że znów mi go zabiorą,a ja nie będę mogła nic zrobić. To się przecież zdarzyło drugi raz, a ja przysłowiowego "do trzech razy sztuka" nie zniosę.W każdym bądź razie, powodzenia ! I ucałuj ode mnie tą przecudną Barbi. ;]

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama