Kiedyś jakieś półtora roku temu pojechałam z moją koleżanką do takiej wsi, w której opiekujemy się trzema końmi. Są to trzy klacze: Masza-maści siwej, Tosia-maści siwej, i Harfa-gniada. Masza jest ujeżdżona pod siodło, ale nikt na niej nie jeździł od czasu wakacji. Ma też już swoje lata. Tosia jest córką Maszy i obecnie ma 3,5 roku. A Harfa kiedyś była koniem wyścigowym, ale od czasu gdy jej właściciel z niej spadł i połamał sobie żebra też nikt na niej nie jeździł.
Pewnego dnia przyjechałyśmy do koni i zaczęłyśmy je czyścić i w ogóle. Miałyśmy z moją koleżanką taki pomysł, żeby "zajeździć" Tosię. No pracowałyśmy z nią wcześniej, przyjęła siodło, jeźdźca. No i któregoś dnia wsiadłam sobie na nią na oklep. Postępowałam i pokłusowałam trochę na padoku. Po jakimś czasie mojej koleżance się zaczęło "nudzić" i chodziła sobie za mną i za Tosią. Ja oczywiście jeżdżę na niej bez sidła, bez ogłowia i jeszcze wcześniej zdjęłam jej kantar, sobie robię ćwiczenia. Akurat robiłam wymachy rękami na bok i w tym czasie moja koleżanka tupnęła nogą w ziemię. Tośka się wystraszyła i oczywiście zaczęła galopować. Ja dopiero po jakimś krótkim czasie się skapnęłam o co chodzi. No i galopuje z rękami w górze i nie wiem co mam robić, ani jej nie zatrzymam ani nic, bo jak. No więc postanowiłam z niej zeskoczyć na bok ( spaść ). Oczywiście tak zrobiłam i gdy się zaczęłam podnosić zobaczyłam, że akurat wylądowałam w końskim łajnie...haha. Ogólnie to skręciłam sobie tylko kostkę. Później spojrzałam się na Tośkę, a ona oczywiście przebiegła cały padok, uspokoiła się i wróciła do mnie. Myślę, że chciała mnie przeprosić, bo tak ładnie się na mnie patrzyła i stała nade mną jak siedziałam na ziemi, bo za bardzo od razu wstać nie mogłam. No i jakoś tam potem to było, że koleżanka mi pomogła.
To była moja najśmieszniejsza przygoda związana z jeździectwem. :P
Fajna przygoda;) Dobre...;)
Fajne!!Wyobrażam sobie te słodkie oczka Tosi:)
hahaa śmieszne xd :Psuuuper artykuł :D