... bo wszyscy wiedzą, że istnieje, lecz go jeszcze nikt nie widział... Ciekawy felieton, jeszcze ciekawsze opinie: http://www.galopuje.pl/konie,przez-nature-do-naturala,22017.html Ciekawy dla mnie, bo po wielu latach pomału wracam do koników. Jakoś tak się u człowieka robi, że po latach ciągnie ... I wracając do niektórych stajni, niektóre poznając (tryb pracy na to pozwala), natykam się na magiczne określenie "NATURAL" i "NATURALSI". O pradawni bogowie - jak mówi mój idol - Król Julian. A co to takiego??? Link powyżej miał mi za zadanie wyjaśnić, ale się nie udało. Nieco rozjaśnił mi komentarz użytkownika Equisport, ale... nieco polemiki bym też zawarł. Chodzi mi o zdanie o odradzającym się w Polsce sporcie czy w ogóle kulturze "koniarzy". Mam wrażenie, że to nie odradzający się sport chłonie takie uproszczenia o jakich mowa w komentarzu i linku. raczej kwestia sposobu, mody która się UPOWSZECHNIA. A jako dość doświadczony menedżer (akurat nie jeździectwa) zauważam, że to co modne, co powszechne zaczyna być upraszczane. A jak upraszczane i pospolite - to wymaga (stety czy niestety) pewnych wzorców łatwych do naśladowania ale i również budujących pewne ugrupowania, strony, stowarzyszenia, grupy wsparcia - jakkolwiek to nazwiemy. I są to reakcje nie tylko ludzkie. U koni też są - fani koniczynki i trawy nieco innych gatunków. Są amatorzy dębiny i korogryzacze. Moim zdaniem właśnie ta pospolitość i to, że wystarczy już kilka tysięcy żeby stać się posiadaczem konia i jednocześnie jego treserem powoduje, że szarlataneria i proste tricki stają się niemalże sekciarstwem. Tylko w imię czego? W imię dobrej relacji z koniem? W 3 godziny tygodniowo??? Jak to mówił mój guru - bez jaj. I żeby była pożywka dla komentarzy. Zastanawiam się, czy jestem naturalsem, czy jestem tradycjonalistą. Uczono mnie jeździć konno prawie 20 lat temu. Uczyli twardzi ludzie, od których za zgarbienie obrywałem batem (nie bolało, bo za daleko, ale świetnie strzelali z bata), a jak szarpnąłem konia bo "nie chciał mnie słuchać" - to zsiadałem z konia i robiłem rundkę albo dwie z koniem w ręku. Bo to MOJA WINA, a nie konia. Uczyli mnie ludzie, którzy mieli wielki szacunek dla koni. Wiem to teraz, bo był on większy od dzisiejszej rzeszy "miziaków" którym wydaje się że pieszczotliwość i "wyrozumiałość" (pozwalanie na wszystko) to dobry kierunek. Hm... pracuję od 18 lat w bezpieczeństwie. I widzę "bezstresowo" wychowywaną młodzież - z bardzo podobnym podejściem. Nie ma ram - wszystko trzeba TŁUMACZYĆ. U ludzi - NIE DZIAŁA. Wróćmy do koni. Bo mam pewne pytanie - czy jestem naturalsem? Przygotowałem kilkanaście koni pod siodło. Nie mówię - zajeździłem, bo za małe mam kompetencje do tego i moja praca sprowadzała się do przygotowania koni pod siodło czy do zaprzęgów, ale na poziomie prostych czynności i figur. Za każdym razem jednak, jak zaczynałem - padało pytanie - skąd jest konik? Jakie miał doświadczenia z ludźmi? I kilka innych o rodziców, zachowania etc. A potem zaczynały się zabawy. Od całkiem ciekawych - skakania przez płot ogier Czarnolas, po nieco "zmuloną" Paranę. Dodam, że na końcu lonży Czarnego byłem ja. A płot ze sztachet. Nie skoczyłem, bo poruszałem się ślizgiem - jak pingwiny. Ale za każdym razem - bo tak mnie nauczono - chciałem poznać konia, nawyki, to co lubi i czego nie lubi. I tak grać, aby nagradzać tym, co lubi, a karać tym, czego nie lubił. To już naturalnie - czy jeszcze nie? Przy czym - to szkoła klasyczna - mocno wojskowa. Krajowa, ludzie, co mnie uczyli - uczyli się w złotym PRL-u. Sam nie wiem, czy naturalsem jestem, bo bat stosuję. Choć nie do karania, jak nie trzeba. ot teoria wzmocnień - podstawy motywacji. Ale postaram się cykl rozwinąć - czy jestem naturalsem, stosując nasze polskie metody. Niedługo kolejne obserwacje, bo chyba coś w zaprzęg zaraz zrobię. pozdrawiam PS intencją tego wpisu nie jest skłócenie, nawrócenie, czy cokolwiek. Jest to moja prywatna opinia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
bardzo trafne rozważania, głos zdrowego rozsądku, którego tak bardzo brakuje w naszym polskim jeździectwie, należy pamiętać że systemu naturalnego nie wymyślili kowboje, tylko go po swojemu interpretują, a nam to na nowo sprzedali, a młode pokolenie ( i starsze niekiedy też) nieświadomie się tym upaja, nie znając faktów i osiągnięć europejskiej i polskiej hipiki. Naturalną szkołą jazdy nazwano system kpt. F. Caprillego, a Polską Szkołę Jazdy nazywano odmianą włoskiej naturalnej szkoły jazdy tak podają takie autorytety jak W. Pruski, J. Suchorski, czy wielki jeździec A. Królikiewicz, rownież wielki hipolog niemiecki G. Rau na to zwraca uwagę. Założeń włoskiej szkoły nie będę podawał, ale amerykanie nas zarzucili swoją interpretacją systemu naturalnego a mówiąc w prost jest to to samo co w europie, bo sami o tym mówią że źródłem była literatura europejska. W PRL funkcjonowali dawni instruktorzy CWK Grudziądz i przekazywali swą wiedzę następnym pokoleniom i tak było do końca lat 90 - tych bo kursy instruktorskie były oparte na opracowaniu Leona Kona kierownika pierwszego kursu instruktorów po wojnie. Myślę że z całą pewnością można powiedzieć że to natural
bardzo trafne rozważania, głos zdrowego rozsądku, którego tak bardzo brakuje w naszym polskim jeździectwie, należy pamiętać że systemu naturalnego nie wymyślili kowboje, tylko go po swojemu interpretują, a nam to na nowo sprzedali, a młode pokolenie ( i starsze niekiedy też) nieświadomie się tym upaja, nie znając faktów i osiągnięć europejskiej i polskiej hipiki. Naturalną szkołą jazdy nazwano system kpt. F. Caprillego, a Polską Szkołę Jazdy nazywano odmianą włoskiej naturalnej szkoły jazdy tak podają takie autorytety jak W. Pruski, J. Suchorski, czy wielki jeździec A. Królikiewicz, rownież wielki hipolog niemiecki G. Rau na to zwraca uwagę. Założeń włoskiej szkoły nie będę podawał, ale amerykanie nas zarzucili swoją interpretacją systemu naturalnego a mówiąc w prost jest to to samo co w europie, bo sami o tym mówią że źródłem była literatura europejska. W PRL funkcjonowali dawni instruktorzy CWK Grudziądz i przekazywali swą wiedzę następnym pokoleniom i tak było do końca lat 90 - tych bo kursy instruktorskie były oparte na opracowaniu Leona Kona kierownika pierwszego kursu instruktorów po wojnie. Myślę że z całą pewnością można powiedzieć że to natural
no i zdrowy i naturalny tekst. Intencję rozumiem i popieram - tylko poza tym złotym PRL-em chyba że mówimy o sztucznych zebach
bardzo trafne rozważania, głos zdrowego rozsądku, którego tak bardzo brakuje w naszym polskim jeździectwie, należy pamiętać że systemu naturalnego nie wymyślili kowboje, tylko go po swojemu interpretują, a nam to na nowo sprzedali, a młode pokolenie ( i starsze niekiedy też) nieświadomie się tym upaja, nie znając faktów i osiągnięć europejskiej i polskiej hipiki. Naturalną szkołą jazdy nazwano system kpt. F. Caprillego, a Polską Szkołę Jazdy nazywano odmianą włoskiej naturalnej szkoły jazdy tak podają takie autorytety jak W. Pruski, J. Suchorski, czy wielki jeździec A. Królikiewicz, rownież wielki hipolog niemiecki G. Rau na to zwraca uwagę. Założeń włoskiej szkoły nie będę podawał, ale amerykanie nas zarzucili swoją interpretacją systemu naturalnego a mówiąc w prost jest to to samo co w europie, bo sami o tym mówią że źródłem była literatura europejska. W PRL funkcjonowali dawni instruktorzy CWK Grudziądz i przekazywali swą wiedzę następnym pokoleniom i tak było do końca lat 90 - tych bo kursy instruktorskie były oparte na opracowaniu Leona Kona kierownika pierwszego kursu instruktorów po wojnie. Myślę że z całą pewnością można powiedzieć że to natural
bardzo trafne rozważania, głos zdrowego rozsądku, którego tak bardzo brakuje w naszym polskim jeździectwie, należy pamiętać że systemu naturalnego nie wymyślili kowboje, tylko go po swojemu interpretują, a nam to na nowo sprzedali, a młode pokolenie ( i starsze niekiedy też) nieświadomie się tym upaja, nie znając faktów i osiągnięć europejskiej i polskiej hipiki. Naturalną szkołą jazdy nazwano system kpt. F. Caprillego, a Polską Szkołę Jazdy nazywano odmianą włoskiej naturalnej szkoły jazdy tak podają takie autorytety jak W. Pruski, J. Suchorski, czy wielki jeździec A. Królikiewicz, rownież wielki hipolog niemiecki G. Rau na to zwraca uwagę. Założeń włoskiej szkoły nie będę podawał, ale amerykanie nas zarzucili swoją interpretacją systemu naturalnego a mówiąc w prost jest to to samo co w europie, bo sami o tym mówią że źródłem była literatura europejska. W PRL funkcjonowali dawni instruktorzy CWK Grudziądz i przekazywali swą wiedzę następnym pokoleniom i tak było do końca lat 90 - tych bo kursy instruktorskie były oparte na opracowaniu Leona Kona kierownika pierwszego kursu instruktorów po wojnie. Myślę że z całą pewnością można powiedzieć że to natural
Jest w tym dużo racji. Dobry wpis. =]