Chciałam się z wami podzielić moim ostatnim przeżyciem i wspaniałą jazdą w teren! A było to tak... Pojechałam z tatą na wieś do jego koleżanki, z zamiaram pojeżdżenia konno. Kasia ma swoje konie, nie wiedziałam jakiej rasy i chciałyśmy pojechać w teren. Kiedy z Kasią poszłyśmy do koni okazalo się, że to są słodkie małe hucułki. Bylam bardzo zdziwiona. Przebralyśmy się i poszłyśmy po sprzęt. Wyjechałyśmy klacz na której jechałam : Wafelka była bardzo grzeczna i teren był świetny. Kłusowałyśmy, galopowałyśmy nagle skręciłyśmy w jakąś nieznaną dróżkę Wafelka zatrzymała się i zawróciła nie reagując na moje łydki, wodze itd. Stwierdziłyśmy, że nic na siłę i pojechałyśmy dalej. Jak tylko koń przed nami zniknął za zakrętem Wafelka zaczynała galopować.Mnie to nie przeszkadzało. Galop miała fajny wszystko było super. Wrociłyśmy i okazało się, że nie było nas 2 i pół godziny. Całkowicie straciłyśmy poczucie czasu. Może to i lepiej bo teren byl bardzo udany i świetnie sobie poradziłam mimo, że w ogóle nie znałam konia. Życzę Wam tak samo udanych przygód!
Komentarze