Nie, nie mam zamiaru Wam po raz kolejny przedstawiać różnych klasyfikacji, ilustrować ich zdjęciami, omawiać itd., czy też opisywać w jaki sposób dopasować wędzidło. Na ten temat zapisano już tony papieru. Postawię w tym miejscu tezę i będę próbował jej bronić, chociaż zapewne wielu z Was może mieć odmienne zdanie. Brzmi ona tak: Nie istnieją wędzidła łagodne, jedyne sensowne określenia to ostre i bardzo ostre.
Wypada uwzględnić też ich anatomiczność, która będzie miała wpływ na „wygodę” lub inaczej, zmniejszała dyskomfort odczuwalny przez konia. Ta sprawa wydaje się mniej kontrowersyjna. Jeśli wkładamy do pyska zwierzęcia kawałek metalu, trudno oczekiwać jego szczególnego zadowolenia, nie jest to sytuacja naturalna, więc dla słowa „wygoda” musiałem użyć cudzysłowu. Konstruktorzy, producenci nieustannie pracują nad ulepszaniem swoich wyrobów pod kątem większej akceptacji kiełzna, a tylko maksymalnie „wygodne” będzie skutkowało właśnie lepszą akceptacją.
Sam pomysł to nie wszystko. Jeśli producent własnym staraniem wykona badania, wyniki tych badań uwzględni w swoim produkcie, moim zdaniem dopiero wtedy zasługuje on na baczniejszą naszą uwagę. Posłużę się przykładem firmy Sprenger, która w oparciu o przeprowadzone w Niemczech badania przez lekarzy Wyższej Szkoły Weterynarii w Hanowerze na 70 koniach doprowadziły do interesujących wniosków i powstania wędzideł KK-Ultra. Rzeczywiście nie zawsze jest tak, że pozytywny wynik badań sprawdza się w każdym przypadku. Stąd biorą się nasze liczne eksperymenty z różnymi wędzidłami.
Sprawdzamy je właśnie pod tym kątem lub próbując wyeliminować niepożądane zachowania konia. Jeśli chociaż częściowo zgodziliście się z tym co napisałem do tej pory, postaram się w sposób ŁAGODNY przejść do głównej części twierdzenia, o nieistnieniu łagodnego wędzidła. Słownik języka polskiego definiuje słowo okiełznać jako: zmusić kogoś do posłuszeństwa. Nic w tej definicji z łagodności. Wbrew temu, za łagodne powszechnie uważa się wędzidła o grubszym ścięgierzu (w danym modelu, rodzaju).
W tym miejscu zauważam absolutną sprzeczność. Z jednej strony są tacy co wysilają umysły i konstruują kiełzna anatomiczne, bardziej akceptowalne (np. eksperymentując z różnymi stopami, kształtami), a z drugiej strony wkładamy do pyska konia coraz większy kawałek metalu, często rzekomo cudownie działającego (czyli wprost idealna guma do żucia). Mało tego, nie znajduję uzasadnienia w skuteczności takiego działania, niestety nie ma ono uzasadnienia w fizyce, która jest nauką ścisłą opierającą się na twierdzeniach i dowodach.
Spróbujmy wyobrazić sobie czysto teoretyczną sytuację. Amazonka, drobna kilkunastoletnia dziewczyna chce sprawdzić ostrość działania wędzidła. W tym celu poprosiła ojca żeby przygotował jej trzy przyrządy: 1metr rury z PCV o średnicy 10cm (rynna spustowa), 1 metr rury stalowej (kanalizacyjnej) o średnicy ok. 5cm (2”) oraz 1 metr stalowego pręta (zbrojeniowego) o grubości 1cm. Nie było problemu bo wszystkie te materiały zostały w domu po niedawnym remoncie.
W niedzielę zadzwoniła do swojego chłopaka, który też jeździ konno w tej samej stajni i wybrali się do parku na spacer. Chłopak oczywiście przyszedł po koleżankę, ta wręczyła mu przygotowane już przyrządy i udali się do wspomnianego parku. Był to kolejny ładny słoneczny dzień. Nasza Amazonka poprosiła kolegę (tłumacząc mu cel eksperymentu) żeby stanął na alejce tyłem zwrócony do trawnika i pięty dosunął do dość wysokiego w tym miejscu krawężnika. Sama stanęła za nim na trawie, kolejno brała za dwa końce, w obie ręce przyniesione przyrządy, przekładając je z przodu chłopcu przez klatkę piersiową.
Następnie, tak trzymając rurę czy pręt, wykonywała dwa kroki do tyłu. Wynik eksperymentu: Dziewczyna i Chłopak wrócili do swoich domów różnymi autobusami. Dlaczego? Nie trudno się domyślić, za każdym razem dziewczyna wywracała na trawę swojego partnera, a ten pomimo że było sucho i nie poobijał się mocno, miał po trzecim razie, mimo wszystko dość.
Opisując doświadczenie muszę obiektywnie dodać, że owa szczuplutka dziewczyna wprawdzie używała różnej siły, ale były to różnice minimalne, które można pominąć biorąc pod uwagę skutek. Przyrządy obrazują różne grubości wędzideł, te grubsze może rzeczywiście są mniej ostre, ale wyłącznie w rękach świadomego jeźdźca (w eksperymencie nieznaczna różnica w działaniu siły), skoro jednak jest świadomy, to zapewne i tak z nich zrezygnuje, bo niczemu ta większa grubość nie służy.
Sam stosuję wędzidła o grubości 12mm do 14mm. Zapytacie dlaczego nie tylko te 12mm? Uważam, że grubość należy dobrać do konia, inną dla kuca a jeszcze inną dla konia rasy fryzyjskiej, jednak przesada nie ma sensu i stoi w sprzeczności z akceptowalnością przez konia i staraniami w tym względzie producentów. Może warto sprawdzić u danego osobnika jaka jest odległość między dziąsłami w miejscu gdzie znajdzie się wędziło (zakładając prawidłowy zgryz), przy zamkniętym pysku?
Które kiełzna jednak są ostrzejsze, skoro taki podział wprowadziłem. Na 100% ogólnie ujmując, wędzidła z czankami. Znowu fizyka jest wystarczającym uzasadnieniem i jej część zwana mechaniką traktująca o dźwigniach. Z praktyki można się też odwołać do doświadczeń kilkusetletnich. Czy widzieliście kowboja używającego jakiegoś grubego wędzidła?. Tu nic nie ma do rzeczy styl jazdy. Właśnie z tym stylem, prawidłowo kojarzą się nam czanki i luźna wodza, które są w nierozerwalnym związku od lat i nie chodzi tym razem tylko o fizykę, lecz również o filozofię jeździectwa.
Kiedyś myślałem, że to wyłącznie osobiste przemyślenia, jednak wiele rozmów z doświadczonymi koniarzami przekonało mnie, że nie jestem osamotniony w tych twierdzeniach. Oczywiście powyższy tekst nie uzurpuje sobie prawa do rozprawy naukowej, czy chociażby całościowego ujęcia tematu, jest jedynie próbą zwrócenia uwagi na stereotypy, najczęściej utrwalane przez współczesny marketing. Pozdrawiam
Zgadzam się z poprzedniczką w 100% :) Pana wpisy są super :D
Zawsze z miłą chęcią czytam Pana teksty. Proszę częściej umilać nam czas swoimi przemyśleniami :)