Wschód słońca w stadninie koni Krzysztof Dzikowski
Słońce nad stadniną, w końską grzywę chowa twarz, wstęgą nad łąkami jeszcze się unosi mgła... Stoją napięte jak strzała gdy drży, nim cięciwy świst znów do lotu ją poderwie.
Konie, dumne konie, zasłuchane w szumy traw, lekkie i swobodne, jak na czystym niebie ptak. Kiedy tak patrzę, do biegu się rwą chciałbym uciec stąd, chciałbym gnać za swą tęsknotą...
Tam, gdzie lśni horyzont, drga niebieską linią wprost w otwarte wrota chmur, siwych chmur, tam, gdzie w kuźni słońca dzień powstaje nowy, gdzie wytycza drogi rytm - serca rytm.
Konie, dumne konie w blasku wstającego dnia, czułe i szalone, czemu was uwielbiam tak? Nieraz poniosą, poniosą jak wiatr, czasem bywa tak, jak z dziewczyną...
Konie, konie Stanisław Grochowiak
Każdy konik gniady Gubi w śniegu ślady. Każdy konik płowy ma złote podkowy.
Każdy konik siwy ma różę u grzywy.
Spójrz, jak w końskich chrapach Świeci róży zapach!
Obłoki po pęciny obłoki czy pasaże pasaże chmur pejzaże po kolana po zady
tuby trąby i flety dęba stają w obłokach unoszą się w akordy
coraz czarniejsze niebo coraz czarniejsze chmury coraz większe te konie coraz straszniejsze mordy coraz twardsze wędzidła
nie ma nie ma stawidła woda niesie obłoki chmury niebo nic
Pławienie koni, 5 Jarosław Iwaszkiewicz
Po co latać wysoko to trzeba tak zwyczajnie wykąpać konie a potem zaprowadzić do stajni
spod kopyt kurzu kłęby jak przyziemne obłoki przyćmią błyszczące boki mokre zady mokre kłęby na drodze pod drzewami ten fresk się porozwiesza jak na bułanej mozaice Na Sycylii w Piazza Armerina
Koń Bolesław Leśmian
Koniu krzywy, koniu siwy, Ozdobiony łachem grzywy, Kocham zawiew zmydlonych twym potem rzemieni I oddech, juchą polnej dymiący zieleni Łeb kościaty, ale krewki Z wargą miękką, jak pierś dziewki, Przewieś mi poprzez ramię w rzewną bezrobotę, Bym twarzą prężnej szyi wyczuwał ciągotę. Koniu smutny aż do śmierci Z białą pręgą lejc na szerci, Zaprzyjaźnij się ze mną, jak to czynisz z wołem, Wejdź do mojej chałupy, siądź razem za stołem. Dam ci wody z mego dzbana, Dam ci cukru, dam ci siana, Dam bryłę szczerej soli, gleń świeżego chleba I przez okno otwarte przychylę ci nieba. Nie sęp oczu brwi sitowiem, Powiem tobie, wszystko powiem! A gdy noc już nastanie, pozamykam dźwierze I wspólnie odmówimy wieczorne pacierze.
Ucieczka (fragmenty) Adam Mickiewicz
(...) W cwał, mój koniu, koniu w cwał! Miesiąc na dół schodzi z chmur, A nim zejdzie miesiąc z chmur, Mamy sadzić dziesięć skał, Dziesięć rzek i dziesięć gór; Za godzinę pieje kur.
(...) W cwał mój koniu, koniu w cwał! Błyska zorza z wschodnich stron, Za godzinę bije dzwon. Nim uderzy ranny dzwon, Mamy sadzić parę skał, Parę rzek i parę gór; Za godzinę drugi kur.
(...) Stój mój koniu, koniu stój! Przebyłeś, nim zapiał kur, Tyle rzek, i skał, i gór, A tuś zadrżał, koniu mój? Wiem ja, koniu, czego drżysz: Mnie i tobie boli krzyż.
Psalm o kasztanku Tadeusz Nowak
Kasztanek mój pod darnią śpi Jak zdarta skóra błyszczy trawa w pozornej rosie w kroplach krwi i w niej odbita twarz łaskawa
Za wrota wyjdę i zagwiżdżę na trawę w rosie na kasztanka i koń chłopięcy kark mój liźnie i wierzgnie bijąc w dzwon poranka
I nagle wszystko się potoczy jakby mi usta pełne wiśni dmuchnęły w snem sklejone oczy wiedząc że mnie się ten koń przyśni
W truchcie na jego grzbiet wskakuję i pędzę kopiąc go w podbrzusze tam gdzie z osiki majchrem zbóje wyjmują bielszą niż śmierć duszę
I tam gdzie niebios twarz odbita w zroszonej trawie tysiąckrotnie językiem sięgnie po kłos żyta zżuje i jako wiatyk połknie
I jeszcze tam gdzie w sen wtulone dziewczęce ciało dla mnie drzemie jakbyś pasiekę każdą dzwonem nakrył zakapał woskiem ziemię
Kasztanek mój pod darnią śpi darń się jak jego sierść czerwieni i rżą wiodące w pole drzwi i jak werbliki nieustannie podzwania kluczy pęk w kieszeni
My, konie Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
My, konie, nie chcemy umierać na wojnach lub jak wczoraj w rozrachunkach ulicznych, gdy nas zginęło sto! Niech się ludzie sami mordują nawzajem, niechaj płynie ich krew niespokojna, niech ich leży na ulicach stos. Wierzmy, że przyjdzie zbawca. Koń złoty! Mściciel koni! Jak słońce grzywa jego, a ogon jak kometa! Zarży, aż na twarz padną ludzie w pokornym pokłonie, i wszystkich nas wywiezie do raju Mahometa! Ziemię trącimy kopytem i okiem zmierzymy wyniosłem i dzikiem! Pożegnamy się tylko z arabskim Szeikiem i z owsem.
Mój koń Igor Sikirycki
Niemało koni jest na świecie Odważnych, lotnych, urodziwych, Ale takiego nie znajdziecie Jak mój Kasztanek złotogrzywy.
Kasztanek gwiazdkę ma na czole, Sprężyste nogi, piękny ogon. A kiedy niesie mnie przez pole, Ludzie napatrzyć się nie mogą.
Ileż odbyliśmy podróży, Ileśmy lądów przejechali, A on mi zawsze wiernie służył W Afryce, w Azji, w Australii.
Gdy w pióropuszu Indianina Lekko uniosę się w strzemionach, Kasztanek, pędząc jak lawina, Każdą przeszkodę w lot pokona.
A kiedy rankiem w drogę rwie się, Napięty ogon lśni jak struna. Gdzie tylko zechcę, wnet mnie niesie Poczciwy koń mój na biegunach.
Mój przyjaciel koń Franciszek Święcki
Koniu, mój przyjacielu, Druhu nieoceniony, Oto woła nas ziemia Pójdziemy na zagony.
Będziesz ciągnął po roli Pług i bronę zębatą, Ty mi swoją dasz pracę, Ja ci owsa dam za to.
Choć ciężka i mozolna, Jednak to nasza praca I miła jest i wdzięczna Stokrotnie się opłaca.
Nie obawiaj się, koniu, Starczy nam jak co roku Dla mnie chleba do syta A dla ciebie obroku.
Zawsze byliśmy razem Czy w dobrej, czy w złej doli, Pomagałeś mi w pracy Uciążliwej na roli.
Ciągnąłeś wóz ładowny, Nosiłeś mnie na grzbiecie, Byłeś mi towarzyszem W mych wędrówkach po świecie.
I zawsze, druhu, ze mną Dzieliłeś trudy znojne, A nawet ile razy Poniosłeś mnie na wojnę.
Nasza przyjaźń się ciągnie Z dawna, z dziada pradziada I szczere, przyjacielskie Współżycie nam się układa.
I piękne mamy tradycje, Wspólnym trudem i potem, I krwią pieczętowane, Chcę, abyś wiedział o tym.
Stare pobojowisko Jerzy Harasymowicz
porzucone hełmy pióropusze rozrosły się nad polne grusze tęczowy las
skaczą po nim szkarłatne ptaszki i wydają dźwięk podobny do uderzenia miecza o pancerz
zaś wieczorem z pobojowiska poprzez obłoki i wiatraki zaczynają płynąć konie
na śnieżnej fali grzyw
konie z oczyma wypalonymi przez bitwy
głąb oczodołów jak róży wnętrze pełno w nich maleńkich niebieskich motylków
konie nad zamek płyną gałęzi topól trzask
na blankach strażnicy krzykiem zawracają dzwonem
Koń Stanisław Grochowiak
Koniu mój, chrapy odymałeś z głowy, Język twój giętki - czy może być słodszy? A kto, mój koniu, pieszcząc twoje oczy, Zgubiłby krój ich: złotomigdałowy?
Leżąc na sianie, jakie my rozmowy Wiedliśmy w drżących pożogach tej nocy! Ktoś może mędrszy, być może, że młodszy Czy chciał całować nawet twe podkowy?
Lecz ponad wszystko niech twe rzęsy świecą, Kiedy zmożona układałaś szyję W mych chciwych rękach - i gasła latarnia...
Cóż nam, iż jutro giermkowie powiedzą, Że w niej Nadobnej końskie serce bije, Gdy nikt nie będzie jej grzywy rozgarniał.
Chwila Leopold Staff
Przypadek mnie zaprosił w swe knieje na łowy: Zawiązawszy mi oczy dał w dłoń łuk i strzały I nagiego posadził na koń, co drżąc cały Prycha pianą, darń kopiąc, do cwału gotowy.
Gdy lędźwie konia w ud mych uścisku zadrżały, Śmignął pręt i koń porwał się, dzwoniąc w podkowy, Miedzy pnie i tętentem jął budzić parowy, Gdy wtem zza drzew w krąg śmiechy stu dziewczyn rozbrzmiały.
Na oślep łuk napinam i nadzieję! Gonię Śmiechy wabne, wyciągam za najbliższym dłonie, Chwytam: z nagą dziewczyną słodki traf mnie zderzył.
I tuląc łup zdyszany, swą zdobycz bezwiedną, Śmieję się z roześmianą, jak strzelec, co w sedno Ugodził czując szczęsny wstyd, że weń nie mierzył.
Śliczne wiersze. Napewno któryś z nich wykorzystam kiedyś na konkursie recytatorskim.
Ale chujowe