Witam !W przyszłości chciałabym założyć własne gospodarstwo agroturystyczne, chciałabym dowidzieć się: -Czy można z tego wyżyć?-Czy przydadzą mi się do tego studia zootechniczne? (Jak nie, to jakie?)Bo ogólnie chciałabym aby to się składało z małego hoteliku i stajni z paroma kucami i paroma dużymi końmi. Co o tym sądzicie? Będę wdzięczna za wszelkie rady, pomysły i dłuuugie odpowiedzi.Pozdrawiam :*
(Mówię z doświadczenia, w kilku gospodarstwach pracowałam i za jazdy+
wyżywienie + nocleg <2 miesiące wakacji> i za pieniądze +
wyżywienie i noclegi <jako "instruktorka"> ). Przede wszystkim, jeździj na razie do stadnin / stajni i ucz się ile wlezie ;)Tak naprawdę, to ciężko wyżyć. Bo zawsze jakieś konie zachorują / trzeba szczepić/ no i sezon agroturystyczny to maksymalnie 3 miesiące w roku (wakacje + ferie, z tym że ferie rzadko). A na utrzymanie koni musisz dużo łożyć, no a koni też nie zamęczysz 8 - godzinami jazd dziennie bez przerwy... Szczerze Ci powiem, to ma rację bytu, ale jeśli masz swoje pola, z swoją słomą i swoją trawą i własne maszyny rolnicze. Wtedy masz koszty zasiewu, naprawy maszyn (ZAWSZE się coś popsuje... złośliwość przedmiotów martwych ; ) ) , i paliwa. Ale wychodzi mimo wszystko opłacalniej, bo w razie czego, robisz usługi swoim sprzętem rolniczym.Weź pod uwagę, że nie ogarniesz wszystkiego, więc trzeba ludzi zatrudnić. A w agroturystykach o dobrych, dbających o konie bardziej niż o pieniądze instruktorów, BARDZO ciężko. To samo z stajennymi (oczywiście nie mówię o wszystkich, tylko o tych których spotkałam, a jestem stałym bywalcem agroturystyk, szczególnie latem.)Weź również pod uwagę, że DO 5 pokoi nie płacisz podatku, a powyżej 5 pokoi płacisz olbrzymie sumy podatkowe, bo jest to liczone jako "pensjonat".Przydadzą Ci się studia nie tyle zootechniczne, co "papier" instruktora, może studia hotelarskie. Ważne żeby była dobra lokalizacja (blisko do jeziora/rzeki/morza {zależy skąd jesteś}), dobre konie (spokojne, dobrze wychowane i prawidłowo ujeżdżone), kompetentna obsługa (wystrzegaj się "słid koniareczek". zwykle kiedy właściciel nie patrzy, mają bardzo głupie pomysły. Nie mówię tu o normalnych dziewczynach które chcą pomóc przy koniach za jazdy, tylko o "lansiarach", jeżdżących bez kasku i po to by się "pokazać" i wzdrygających się na brzmienie słów "posprzątaj stajnię". My przez takie straciliśmy źrebaka, w nocy wymyśliły sobie że wsiądą na ciężarną klacz. Na skoki. Kobyła poroniła...) Hmm..... Co by tu jeszcze poradzić... Może masz jakieś pytania ? Jak tak, to dopytuj, bo nawet nie wiem czy nie za mocno to wszystko pomieszałam ;)
Jejku dziękuję za odpowiedź :) Więc tak... Lokalizacja myślę, że dobra jest to miasto, w którym na moje oko jest dużo dzieciaków, które chciałyby jeździć konno i pomagać przy nich. Tutaj nie ma czegoś takiego ze zwierzętami, więc myślę, że fajny pomysł. Nie mamy własnego pola, ale może udałoby się dogadać z rodziną ze wsi(choć nigdy nic nie wiadomo).Mieszkamy właściwie w lesie ale blisko osiedla, które się rozbudowuje. Rzeka cóż... daleko do niej nie jest ale też nie blisko. Masz może jakieś większe przestrogi?Co do studiów hotelarskich to za chętna bym nie była, ale myślisz że nic przy zwierzętach by mi się nie przydało?W mojej okolicy troszeczkę o konie mogłabym się bać, a masz może pomysł na jakieś zabezpieczenia przed takimi ludźmi? (może jakieś kamery i alarm)
Przede wszystkim : Wszystko NA SWOIM. Bo dogadać się z rodziną ze wsi możesz, ale wystarczą waśnie, albo wpadną w kłopoty finansowe, sprzedadzą pola i nie masz pastwisk. Powiem tyle : Studia ze zwierzętami, to możesz sobie weterynarię zrobić. "Nadworny" wet się przyda. A gadałam z instruktorkami jazdy konnej (takimi z papierami) po studiach zootechnicznych, to mówiły że to zmarnowany czas. Lepiej zrób sobie coś osobno, nie wiem z czego jesteś dobra, ja na przykład nie mam problemu z językami i zrobię pewnie tłumacza języka niemieckiego, będę miała jakieś zabezpieczenie gdyby mi z końmi nie wyszło (też zastanawiam się nad agroturystyką, dwa konie i podupadłe gospodarstwo są. ) Przed takimi ludźmi, najlepszym zabezpieczeniem są właśnie alarmy (ale UWAGA! alarm, taki wyjący, nie może być zamieszczony w stajni. Do znaczy to co "wyje". Głośnik, tak to nazwę, powinien być w domu, żeby nie niepokoił tak mocno koni. Przydadzą się też halogeny z czujnikami ruchu. No i surowe kary dla takich "mądral". A tak naprawdę, najlepszym zabezpieczeniem jest dobry instruktor. Ja jak pracowałam w wakacje, to żadna nie wpadła na taki pomysł ( z tych co u mnie długo, czyli od 1 tygodnia, do 1 miesiąca, jeździły, tzn. pod moją opieką.) Dopiero 2 "amazonki" "skaczące" i "jeżdżące" (jeżdżące wyłącznie z batem i ostrogami (!) a nie umiejące dać normalne łydki) po tym jak nieco je skrytykowałam w czasie jazdy, za te "osprzęty" i nieumiejętne posługiwanie się nimi, w nocy wzięły sobie konie. (były u nas raptem trzy dni, to było pierwszego dnia). Ja, zmachana po całym dniu pracy (byłam tam stajenną, instruktorką, pomagałam w kuchni i ogólnie gospodarstwie, a akurat zbiory były) spałam twardo, trzy "domki" dalej (miałam własny pokój instruktorski, który miał dosyć grube ściany, więc siłą rzeczy nic nie słyszałam. Teraz tego żałuję...). Pod siodło poszła klacz która była w ciąży i klacz na której mogłam jeździć tylko ja, ze względu na to że starałam się jej przypomnieć co oznacza jazda konna, bo nie chodziła 6 (!) lat. Rano wychodzę z domku, jeszcze w piżamie, bo słyszę że coś się dzieje, jakieś samochody, ktoś płacze... Podbiegłam (boso) do właścicielki, a ona ze łzami w oczach powiedziała mi że ledwo odratowali kobyłę, ale ciąża stracona. Byłam mocno wkurzona, zawołałam wszystkie "jeżdżące" ustawiłam w szeregu, i pytam które to (chociaż już wiedziałam że to one... To po twarzy było widać. Ten strach) no i się nie przyznały. Powtórzyłam pytanie i ostrzegłam, że jeśli się nie dowiem, to ŻADNA nie wsiądzie na konia. Dziewczynek przede mną stało pięć. Trzy (niewinne) dziewczynki się rozpłakały, mówiąc że nie wiedzą kto to i błagając o to żebym tak nie zrobiła (nie miałam zamiaru wykonywać groźby, to był "chwyt psychologiczny") . Tamte dwie się przyznały. Powiedziałam młodszym (tym 3 co płakały) że mogą jeździć, a tym co "skatowały " nam kobyłę powiedziałam, że za pięć minut z rodzicami mają wrócić. Poszłam do szefowej, wytłumaczyłam co się stało. Jak rodzice się dowiedzieli, zabrali dziewczynom baty i ostrogi, zakazali jazdy oraz zapytali, jak mają zrekompensować szkodę jaką wyrządziły córki. Wyszło na to, że zapłacili za straconego źrebaka (zwrócili krycie, koszty wezwania weta i dodatkowo chyba 400 zł? Coś takiego). A ja się wtrąciłam, że to dla nich nie kara. Bo i tak gdzieś na konie się dostaną. No i wymyśliłam im karę, na którą rodzice przystali. Pracowały w gospodarstwie, przy zbiorze siana i słomy/ owsa, sprzątały stajnię itp. Ich karą była praca i .... połamane w czasie niej tipsy ;)"Bo nauczyciel musi kochać swoich uczniów, ale gdy trzeba kary, okazać surowym się musi."
Owszem, Karmenko. Piękna klacz, świetny ogier... Źrebak byłby prawdopodobnie również świetnym koniem... Z charakteru mam na myśli, ponieważ ogier niesamowicie spokojny i grzeczny, nawet w obecności klaczy. No ale, "siostrzyczki" dostały karę, a i poinformowaliśmy zaprzyjaźnione ośrodki, żeby na nie uważać. Klacz wpadła w depresję, bo to druga stracona ciąża (pierwszą straciła ze 3 lata temu, po prostu źrebak był za duży, oraz źle się ułożył {zadem do "wyjścia"}, no i się udusił zanim go zdążyli wyciągnąć.) ale o ile wiem, jest znów zaźrebiona, bo zwiała im przez ogrodzenie do ogiera. Jest to chyba 3 miesiąc ciąży i jak na razie dobrze się czuje, weterynarz bada ją co miesiąc (albo i częściej). Właścicielce bardzo zależy na tej klaczy, a widać że kobyłce tęskno do macierzyństwa, więc ciąża nie była usuwana. Mam nadzieję, że się im ułoży i w wakacje poznam nową członkinię / członka stada :)A co do agroturystyki : jeszcze mi się przypomniało, że dobrze by było wystąpić o wytyczenie szlaków konnych (papierowa robota, trwa ze 2 lata, zanim zatwierdzą.)Udajesz się do leśniczego, ustalasz z nim gdzie mogłaby być taka trasa (mówię o szlakach w lasach, jak to u nas wygląda). Potem jak się już dogadacie, on Ci powie jaki druk masz wypełnić, wysyłasz to podanie (druk) do nadleśnictwa (Dla mnie {okolice Olsztyna, Warm-maz} są to Kudypy, nie wiem skąd Ty jesteś, więc nie powiem dokąd ;) ) oni sobie to rozpatrują latami, a potem wytyczą ścieżki, z oznaczeniami na mapach i w terenie. Więc dobrze zacząć jak najwcześniej, bo teraz strasznie dużo wytyczają miejsc ogrodzonych takimi biało zielonymi szlabanami, za którymi są ... tereny polowań. "Namnaża" się tego tyle, że ja praktycznie nie mam gdzie się wybrać z koniem i muszę jeździć po ścieżkach przemysłowych leśnych, więc często spotykam na przykład Tiry, samochody, ciągniki itp. Na szczęście mój się nie boi, ale istnieją konie które na sam huk wydechu starego zdezelowanego Ursusa "uciekają na drzewo" ;) Więc dobrze zadbać o spokojne konie i zanim wykorzysta się je dla ludzi w agro, oswoić je ze wszystkimi urokami polskich wsi i miasteczek.
Bardzo mi przykro z powodu tej klaczy(choć te słowa mogą się wydać puste, ale tak jest) Taka głupota... Niezłą kare im wymyśliłaś ;)Ja kiedyś także popełniłam głupotę, ale na szczęście to ja zostałam ranna a nie koń. Pamiętam, że przez długi czas panicznie bałam się koni. Cóż, byłam mała, ale jak tylko zdałam sobie sprawę że to moja wina zapragnęłam znów je pokochać:). Wyjechałam na kolonię z końmi i od tamtego czasu powróciło to uczucie że moja przyszłość będzie związana z końmi(mam nadzieję, że mi się uda). Też masz to uczucie jak spojrzysz w oczy konia, że jesteś dla niego otwartą księgą? Jakby widział wszystko co czujesz i to rozumiał :)Doradź mi proszę co w takim razie powinnam zrobić skoro nie mam pola ?Facet do którego należała ta stajnia tylko handlował końmi i raz były na parę dni potem znów nic więc nie potrzeba mu było, aby stale miał co dać jeść koniom. Myślałam nad pracą sezonową w stajni, właśnie nad sprzątaniem itd. w zamian za jazdę. Tylko nie bardzo wiem na czym wszystko będzie polegało bo co ja właściwie umiem przy koniach ;/
Hm.... jak nie ma pola, to najlepiej dokupić. A jeśli brak funduszy na to, to wydzierżawić, ale nie "na gębę" tylko na papierze wszystko mieć, najlepiej umowę np. 10 letnią. To że niewiele umiesz, nie oznacza że nie możesz pomagać. Ja na początku, uwierz, nie umiałam szczotki trzymać. Teraz, sprzątam boksy moich koni w godzinę, z zamieceniem stajni, wywożeniem odchodów i brudnej słomy. (mam 2 konie, boksy mają wymiary 4mx4m i 4mx3,5m).Moja szefowa się śmiała, jak dziewczynki (te 3 fajne ;) ) na początku też zupełnie zielone przyjechały, a dwa dni potem po prostu umorusane w błocie i hmm, pozostałościach śmigały z taczkami, i mi NIE POZWALAŁY sprzątać, bo ja muszę mieć przecież siłę jeździć na niejakiej Sobocie (uwielbiały patrzeć jak jeżdżę, a ja się śmiałam że jazdy prawdziwej nie zobaczą patrząc na mnie ;) ). Ja je nauczyłam czyszczenia koni, wraz z kopytami.. w 3-4 dni, siodłanie opanowały po tygodniu ( wcześniej tylko patrzyły, nie chciałam ryzykować zapoprężenia.). Oczywiście, potem duma była. Osiodłały przecież konia ! ;)Dasz radę, wierz w siebie ;)
Dobra, przepraszam że w dwóch częściach, ale internet mi tu w lesie przerywa ;)Tak, mam to uczucie, ale mam również takie, że ja czytam z oczu konia. Co najmniej z moim Wikingiem ;)Przede wszystkim , siedź ile wlezie w różnych stajniach. Ja na przykład w jednej agroturystyce (tej z której wykupiłam moje konie) nauczyłam się jak... NIE postępować z końmi. Zrozumiałam, że to zwierzę ma uczucia, zaczęłam się zagłębiać w psychikę koni... Po roku koń stał u mnie w stajni, bo nie umieli sobie z nim poradzić i tylko ja mogłam go dosiąść (przepis był prosty. Ja nie używam bata i ostróg. a koń się ich panicznie bał.).No i najważniejsze : zawsze najpierw koń. bo jeśli koń się źle czuje, to nie ma pieniędzy z tego. (patrząc materialnie). No a dla każdego koniarza, patrząc moralnie - to wstyd i hańba (nie ma co nazywać się jeźdźcem), jeśli posiada zwierzę, a traktuje je jak przedmiot.
Dzięki :)Ja też uwielbiam patrzeć jak mój instruktor jeździ:D Za każdym razem przechodzą mnie dreszcze ekscytacji jak u małej dziewczynki i myśli, że ja też tak kiedyś będę. Niestety na razie muszę działać wyobraźnią bo jestem chora i do koni jak znam życie mama dopuści mnie po świętach ;(Myślisz że jak raz w tygodniu jeżdżę to mogę się do wakacji nauczyć się jeździć kłusem? Kiedyś jeździłam też raz w tygodniu do innej najbliższej stadniny oddalonej o jakieś 30 km przez pół roku i za wiele to się tam nie nauczyłam bo po 3 lekcjach na lonży instruktorka stwierdziła, że nie ma sensu abym wciąż tak jeździła i dała mnie do grupy w której sporo już dziewczyny umiały i było mi naprawdę głupio, że ja taki niewypał. Kiepsko zrobiła bo ja wciąż nic nie umiałam i tylko je spowalniałam... Teraz chodzę do znajomej stadniny, która dopiero od niedawna ma instruktora i choć nie jest to najbardziej doświadczony instruktor, to jest naprawdę świetny. Jeżdżę na lonży i mówi mi co robię źle lub radzi co zrobić powinnam. Nie mogę się doczekać lata aby móc tam chodzić jak najczęściej ;)Gratuluję nauczenia ich "jak trzymać szczotkę" :). Ostatnio cały czas myślę jak by to było uczyć kogoś właśnie opieki nad koniem i jaka z tego satysfakcja(jak na razie sama się muszę sporo nauczyć). Ile czasu już masz w ogóle doczynienia z końmi ? Czy taką pracę trudno jest dostać ?
A dzięki za gratulacje. ;)Ogromna satysfakcja. Polecam to uczucie. Te "gwiazdki" w oczach młodych amazonek, kiedy dowiadują się jakiejś ciekawostki... Bezcenne. Jakbym widziała siebie kilka lat temu. Ale dla mnie największą satysfakcja jest, kiedy dzięki mojej wpajaniu zasad na początku, jedna z dziewczynek mi spadła i bez mojej namowy podniosła się, sprawdziła czy jest cała, i nie zważając na podarte legginsy , poszła po konia, przeprosiła go i wsiadła od nowa, powtarzając ćwiczenie które jej się nie udało (pociągnęła nieświadomie za wodze , a konisko wierzgnęło.) Z końmi mam do czynienia od 4 lat, z czym na początku bałam się podejść (!) do konia. (wiem, kilka osób stwierdzi, że w takim razie mało umiem, ale jeździłam na całe wakacje jako pomoc instruktora, a w tym roku mnie wzięli jako "instruktora", trenowałam 2 tygodnie z trenerem, bo mi się udało...), swoje konie mam rok, wałacha pod siodło i młodego ogierka, oba to hucuły. Wiesz, pracę to szukałam na www.stadniny.pl w zakładce inne albo dam pracę. Ogólnie to mi się udało, bo mama miała pracować, a ja miałam mieć wakacje (z koniem, i instruktora do tego), ale nasz młodszy koń zachorował (poważna egzema letnia, z zatruciem organizmu toksynami owadzimi). Więc mama została, a ja pojechałam zarobić na leczenie konia i trochę sprzętu dla starszego wałacha (tego mojego Wikinga). Pracowałam w 2 agroturystykach (różne sezony, i letni i zimowy), a byłam chyba w 8-10. Na jazdach, do pracy jako "pomoc", i jako "klient" ;)
Za co trzeba najwięcej płacić? Czego trzeba najwięcej robić? Czy uważasz że agroturystyka to w ogóle dobry wybór? Ile pieniędzy na konia wychodzi miesięcznie? Od ilu koni najlepiej zacząć?Ogólnie od czego zacząć ?
Najwięcej? Jak konisko jakieś zachoruje . To oczywiste ;)A tak jeśli są zdrowe, to idzie bardzo dużo na paszę dla zwierzaków no i trochę na pracowników. Zapełnienie lodówek w "kuchni" agroturystycznej to też od "zarąbania" pieniędzy. Najwięcej robić? Na początku, pierwsze 10 lat - zasuwać przy koniach, jazdach, ludziach. Potem wynajmujesz już pracowników, i musisz im patrzeć na ręce. Takie realia. Rzadko znajduje się dobrych, odpowiedzialnych ludzi dla których to prawdziwa pasja.Tak, dobry wybór, ale pod warunkiem, że na pierwszym miejscu nie będą stały pieniądze. Zawsze pamiętaj : najpierw koń, potem jeździec.Zależy jaki koń, ja mam dwa własne hucuły ( i olbrzymie pastwisko, około 3 ha, przenoszone co wyżrą połowę). I własne siano. Więc mnie ich utrzymanie kosztuje około 1700-2000 zł rocznie. (mam własną stajnię, gospodarstwo i około 13 ha ziemi.)Najlepiej zacząć od doświadczonych klaczy "profesorek", najlepiej ze 3-4. Musi być stadko, w razie gdy jedna jest np. obtarta, może chodzić druga. No i masz wtedy kilka koni, możesz je po jakimś czasie rozmnożyć. Polecam Ci kupienie koni różnych ras (mówię o tym, żeby miąły inny wzrost, ale spokojny temperament). Czyli np. Hucułka, Spokojna Wielkopolanka, Może jakaś hanowerka albo Haflingerka? Kucka islandka?
Bardzo chciałabym podporządkować koniom życie, mając ten swój mały świat. Tyle, że nie mam pojęcia skąd mogłabym wziąć na to wszystko pieniądze. Podrzucisz jakiś pomysł? Nie wiem jeszcze na jakie studia pójdę i czy na pewno pójdę. Instruktora zrobię na 100% tyle że jeśli uda mi się zdobyć jakąś pracę to podejrzewam iż nie uda mi się z tego jeszcze odkładać na własne gospodarstwo. Naturalnie nigdy nie wiesz czy ten pomysł się przyjmie i czy ludzie będą chodzić. Jest jeszcze jedno ale... stajnia jest obok naszego domu, a moja mama jest uczulona na konie ;( Gdy odbiera mnie z jazdy zawsze się śmieje że już jej gorzej. Boje się, że z powodu jej alergii to się nie spełni(oczywiście jej za to nie winię). Naturalnie nie ma co eksperymentować z jej zdrowiem. Ale załóżmy że się wyprowadzę to czy myślisz że udałoby mi się kupić ziemię i na tym zbudować stadninę? Wydaje mi się też że nasza ziemia jest też trochę za mała (jeden duży padok i jeden mniejszy) a myślę że nie byłoby możliwości tego powiększyć. Masz może jakieś rady na te problemy? Proszę... :(Powiedz mi jeszcze czy to że ja także mam drobną alergię na pyłki może mi przeszkodzić przy pracy z końmi? ( po prostu trochę psikam w okresie letnim) Przy szukaniu pracy?
Alergia na pyłki może Ci przeszkadzać przy np. karmieniu koni albo przy ścieleniu boksów, albo na placu jak będziesz prowadziła jazdy ( w lato na piachu niemiłosiernie się kurzy, ja złaziłam z naszego placu praktycznie czarna, i zasmarkana ;) ) Ale jeśli to tylko lekka alergia, to sobie troszkę popsikasz i tyle. Są środki przeciwalergiczne (takie krople do nosa, i są skuteczne).( w agro, w której pracowałam mój współpracownik miał takie, a jak mu się skończyły to automatycznie człowiek-trup. Miał straaaszną alergię na siano, pyłki , kurz... ) Co do finansów/ kupna ziemi.... Wiesz... Ja akurat na to pytanie nie mam pomysłu (chyba że dofinansowanie z Unii Europejskiej, na "rozwój małych firm" ) bo ja mam ziemię i nad tym się nie zastanawiałam. Możesz też skombinować sobie wspólnika ( z ziemią itp.), tylko że wtedy możecie się pokłócić i będzie ciąganie się po sądach itp. czyli bez sensu.A z mamą nie ma problemu chyba, nie musi przecież siedzieć w stajni albo przy koniach, a co najmniej nie często. A na odległość chyba jej nie szkodzi? (A wiedziałaś, że jest rasa koni na którą nikt nie reaguje alergicznie? Są to konie rasy Curly. Ich sierść nie jest alergenna nawet dla najgorszych alergików. Tylko że są one drogie.. i w Polsce nie do dostania. Są mało znane, ale mają też inną nazwę "Baszkir Curly" )
Problem w tym, że z nią problem będzie bo ona nie psika tylko ma astmę na sam zapach koni... A co do wielkości myślisz że to nie jest za mało do koni?(Padoki)Jakie były twoje ciekawe przygody z końmi?Żałujesz czasem, że wybrałaś taką ścieżkę życiową?Nie wiesz może jakie województwo najbardziej słynie z koni?
Koń MUSI mieć towarzystwo. To jest zwierzę stadne. Mówię o Tobie że Ty na ten kurz psikasz (czy tam pyłki) ;)Na dwa konie (na początek. Powinno być ze 2- 1,5 hektara do wypasania. najlepiej podzielone na pół, żeby pasły się raz tam raz tam (np. w odstępach 1-2 tygodniowych, żeby trawa odrastała). no a do zbierania siana.. to akurat nie wiem, bo zbieraliśmy od nas i większość się popsuła (złe składowanie, mój ojciec się mądrzył i tyle z tego ma). Stawiam że z 6 ha powinno być.Ciekawe przygody? Masa. Aż za dużo pisać. Największą to chyba był pierwszy samotny teren (nie powinno się tak jeździć, ale nie mam innego wyboru żeby z koniem ćwiczyć pod siodłem, ale zawsze ustalam trasę i czas jej przebycie z rodzicami, jeżdżę terenami gdzie da się dojechać samochodem, w razie gdybym spadła i bym sobie krzywdę zrobiła, zawsze w kasku i zawsze z telefonem w kieszeni. ) Jechałam naokoło jeziora, i spotkałam moich (nie- konnych) znajomych ze szkoły , zaprosili mnie na grochówkę (ognisko mieli) a konia przywiązałam między dwoma drzewami (tzn, miałam przygotowane linki, jedną żeby rozpiąć ją między drzewami, a uwiąz przywiązałam do tej liny, żeby było jak przy koniowiązie. Koń ( mając poluzowany popręg, i będąc tylko w kantarze <ogłowie miałam przy sobie na ławeczce pod dachem>) stał na trawie i sobie jadł, ja konsumowałam grochówkę :) czyli raczej taki rajd. w domu nas nie było 3 godziny. Godzina w jedną i drugą stronę, postój też godzinny (nie śpieszyło nam się, w końcu weekend był). Nie nie żałuję. Mam przyjaciela na co najmniej pół swojego życia, który zawsze mnie akceptuje.Z tego co wiem, to Lubelskie, Mazowieckie i Wielkopolskie (te dwa ostatnie to "sportowce" , pierwsze to raczej zimnokrwiste i ślązaki) no i jest rejon znany z Koników Polskich .
Trochę mało, jak chcesz mieć własne siano chociaż. Bo wtedy np. 1,5 ha na pastwisko i 1,5 na zbiory, a gdzie plac do jazdy? itp. ? Troszkę mało. mówię. 6 ha to takie optymalne...
W Twoim przypadku, uważam że dobrze by było zatrudnić się w agroturystyce na kilka sezonów, zobaczyłabyś czy Ci tak tryb życia pasuje, a potem sama byś zdecydowała.
Witam !W przyszłości chciałabym założyć własne gospodarstwo agroturystyczne, chciałabym dowidzieć się: -Czy można z tego wyżyć?-Czy przydadzą mi się do tego studia zootechniczne? (Jak nie, to jakie?)Bo ogólnie chciałabym aby to się składało z małego hoteliku i stajni z paroma kucami i paroma dużymi końmi. Co o tym sądzicie? Będę wdzięczna za wszelkie rady, pomysły i dłuuugie odpowiedzi.Pozdrawiam :*
(Mówię z doświadczenia, w kilku gospodarstwach pracowałam i za jazdy+ wyżywienie + nocleg <2 miesiące wakacji> i za pieniądze + wyżywienie i noclegi <jako "instruktorka"> ). Przede wszystkim, jeździj na razie do stadnin / stajni i ucz się ile wlezie ;)Tak naprawdę, to ciężko wyżyć. Bo zawsze jakieś konie zachorują / trzeba szczepić/ no i sezon agroturystyczny to maksymalnie 3 miesiące w roku (wakacje + ferie, z tym że ferie rzadko). A na utrzymanie koni musisz dużo łożyć, no a koni też nie zamęczysz 8 - godzinami jazd dziennie bez przerwy... Szczerze Ci powiem, to ma rację bytu, ale jeśli masz swoje pola, z swoją słomą i swoją trawą i własne maszyny rolnicze. Wtedy masz koszty zasiewu, naprawy maszyn (ZAWSZE się coś popsuje... złośliwość przedmiotów martwych ; ) ) , i paliwa. Ale wychodzi mimo wszystko opłacalniej, bo w razie czego, robisz usługi swoim sprzętem rolniczym.Weź pod uwagę, że nie ogarniesz wszystkiego, więc trzeba ludzi zatrudnić. A w agroturystykach o dobrych, dbających o konie bardziej niż o pieniądze instruktorów, BARDZO ciężko. To samo z stajennymi (oczywiście nie mówię o wszystkich, tylko o tych których spotkałam, a jestem stałym bywalcem agroturystyk, szczególnie latem.)Weź również pod uwagę, że DO 5 pokoi nie płacisz podatku, a powyżej 5 pokoi płacisz olbrzymie sumy podatkowe, bo jest to liczone jako "pensjonat".Przydadzą Ci się studia nie tyle zootechniczne, co "papier" instruktora, może studia hotelarskie. Ważne żeby była dobra lokalizacja (blisko do jeziora/rzeki/morza {zależy skąd jesteś}), dobre konie (spokojne, dobrze wychowane i prawidłowo ujeżdżone), kompetentna obsługa (wystrzegaj się "słid koniareczek". zwykle kiedy właściciel nie patrzy, mają bardzo głupie pomysły. Nie mówię tu o normalnych dziewczynach które chcą pomóc przy koniach za jazdy, tylko o "lansiarach", jeżdżących bez kasku i po to by się "pokazać" i wzdrygających się na brzmienie słów "posprzątaj stajnię". My przez takie straciliśmy źrebaka, w nocy wymyśliły sobie że wsiądą na ciężarną klacz. Na skoki. Kobyła poroniła...) Hmm..... Co by tu jeszcze poradzić... Może masz jakieś pytania ? Jak tak, to dopytuj, bo nawet nie wiem czy nie za mocno to wszystko pomieszałam ;)
Jejku dziękuję za odpowiedź :) Więc tak... Lokalizacja myślę, że dobra jest to miasto, w którym na moje oko jest dużo dzieciaków, które chciałyby jeździć konno i pomagać przy nich. Tutaj nie ma czegoś takiego ze zwierzętami, więc myślę, że fajny pomysł. Nie mamy własnego pola, ale może udałoby się dogadać z rodziną ze wsi(choć nigdy nic nie wiadomo).Mieszkamy właściwie w lesie ale blisko osiedla, które się rozbudowuje. Rzeka cóż... daleko do niej nie jest ale też nie blisko. Masz może jakieś większe przestrogi?Co do studiów hotelarskich to za chętna bym nie była, ale myślisz że nic przy zwierzętach by mi się nie przydało?W mojej okolicy troszeczkę o konie mogłabym się bać, a masz może pomysł na jakieś zabezpieczenia przed takimi ludźmi? (może jakieś kamery i alarm)
Przede wszystkim : Wszystko NA SWOIM. Bo dogadać się z rodziną ze wsi możesz, ale wystarczą waśnie, albo wpadną w kłopoty finansowe, sprzedadzą pola i nie masz pastwisk. Powiem tyle : Studia ze zwierzętami, to możesz sobie weterynarię zrobić. "Nadworny" wet się przyda. A gadałam z instruktorkami jazdy konnej (takimi z papierami) po studiach zootechnicznych, to mówiły że to zmarnowany czas. Lepiej zrób sobie coś osobno, nie wiem z czego jesteś dobra, ja na przykład nie mam problemu z językami i zrobię pewnie tłumacza języka niemieckiego, będę miała jakieś zabezpieczenie gdyby mi z końmi nie wyszło (też zastanawiam się nad agroturystyką, dwa konie i podupadłe gospodarstwo są. ) Przed takimi ludźmi, najlepszym zabezpieczeniem są właśnie alarmy (ale UWAGA! alarm, taki wyjący, nie może być zamieszczony w stajni. Do znaczy to co "wyje". Głośnik, tak to nazwę, powinien być w domu, żeby nie niepokoił tak mocno koni. Przydadzą się też halogeny z czujnikami ruchu. No i surowe kary dla takich "mądral". A tak naprawdę, najlepszym zabezpieczeniem jest dobry instruktor. Ja jak pracowałam w wakacje, to żadna nie wpadła na taki pomysł ( z tych co u mnie długo, czyli od 1 tygodnia, do 1 miesiąca, jeździły, tzn. pod moją opieką.) Dopiero 2 "amazonki" "skaczące" i "jeżdżące" (jeżdżące wyłącznie z batem i ostrogami (!) a nie umiejące dać normalne łydki) po tym jak nieco je skrytykowałam w czasie jazdy, za te "osprzęty" i nieumiejętne posługiwanie się nimi, w nocy wzięły sobie konie. (były u nas raptem trzy dni, to było pierwszego dnia). Ja, zmachana po całym dniu pracy (byłam tam stajenną, instruktorką, pomagałam w kuchni i ogólnie gospodarstwie, a akurat zbiory były) spałam twardo, trzy "domki" dalej (miałam własny pokój instruktorski, który miał dosyć grube ściany, więc siłą rzeczy nic nie słyszałam. Teraz tego żałuję...). Pod siodło poszła klacz która była w ciąży i klacz na której mogłam jeździć tylko ja, ze względu na to że starałam się jej przypomnieć co oznacza jazda konna, bo nie chodziła 6 (!) lat. Rano wychodzę z domku, jeszcze w piżamie, bo słyszę że coś się dzieje, jakieś samochody, ktoś płacze... Podbiegłam (boso) do właścicielki, a ona ze łzami w oczach powiedziała mi że ledwo odratowali kobyłę, ale ciąża stracona. Byłam mocno wkurzona, zawołałam wszystkie "jeżdżące" ustawiłam w szeregu, i pytam które to (chociaż już wiedziałam że to one... To po twarzy było widać. Ten strach) no i się nie przyznały. Powtórzyłam pytanie i ostrzegłam, że jeśli się nie dowiem, to ŻADNA nie wsiądzie na konia. Dziewczynek przede mną stało pięć. Trzy (niewinne) dziewczynki się rozpłakały, mówiąc że nie wiedzą kto to i błagając o to żebym tak nie zrobiła (nie miałam zamiaru wykonywać groźby, to był "chwyt psychologiczny") . Tamte dwie się przyznały. Powiedziałam młodszym (tym 3 co płakały) że mogą jeździć, a tym co "skatowały " nam kobyłę powiedziałam, że za pięć minut z rodzicami mają wrócić. Poszłam do szefowej, wytłumaczyłam co się stało. Jak rodzice się dowiedzieli, zabrali dziewczynom baty i ostrogi, zakazali jazdy oraz zapytali, jak mają zrekompensować szkodę jaką wyrządziły córki. Wyszło na to, że zapłacili za straconego źrebaka (zwrócili krycie, koszty wezwania weta i dodatkowo chyba 400 zł? Coś takiego). A ja się wtrąciłam, że to dla nich nie kara. Bo i tak gdzieś na konie się dostaną. No i wymyśliłam im karę, na którą rodzice przystali. Pracowały w gospodarstwie, przy zbiorze siana i słomy/ owsa, sprzątały stajnię itp. Ich karą była praca i .... połamane w czasie niej tipsy ;)"Bo nauczyciel musi kochać swoich uczniów, ale gdy trzeba kary, okazać surowym się musi."
jeju, szkoda kobyły, i źrebaka... ;(
Owszem, Karmenko. Piękna klacz, świetny ogier... Źrebak byłby prawdopodobnie również świetnym koniem... Z charakteru mam na myśli, ponieważ ogier niesamowicie spokojny i grzeczny, nawet w obecności klaczy. No ale, "siostrzyczki" dostały karę, a i poinformowaliśmy zaprzyjaźnione ośrodki, żeby na nie uważać. Klacz wpadła w depresję, bo to druga stracona ciąża (pierwszą straciła ze 3 lata temu, po prostu źrebak był za duży, oraz źle się ułożył {zadem do "wyjścia"}, no i się udusił zanim go zdążyli wyciągnąć.) ale o ile wiem, jest znów zaźrebiona, bo zwiała im przez ogrodzenie do ogiera. Jest to chyba 3 miesiąc ciąży i jak na razie dobrze się czuje, weterynarz bada ją co miesiąc (albo i częściej). Właścicielce bardzo zależy na tej klaczy, a widać że kobyłce tęskno do macierzyństwa, więc ciąża nie była usuwana. Mam nadzieję, że się im ułoży i w wakacje poznam nową członkinię / członka stada :)A co do agroturystyki : jeszcze mi się przypomniało, że dobrze by było wystąpić o wytyczenie szlaków konnych (papierowa robota, trwa ze 2 lata, zanim zatwierdzą.)Udajesz się do leśniczego, ustalasz z nim gdzie mogłaby być taka trasa (mówię o szlakach w lasach, jak to u nas wygląda). Potem jak się już dogadacie, on Ci powie jaki druk masz wypełnić, wysyłasz to podanie (druk) do nadleśnictwa (Dla mnie {okolice Olsztyna, Warm-maz} są to Kudypy, nie wiem skąd Ty jesteś, więc nie powiem dokąd ;) ) oni sobie to rozpatrują latami, a potem wytyczą ścieżki, z oznaczeniami na mapach i w terenie. Więc dobrze zacząć jak najwcześniej, bo teraz strasznie dużo wytyczają miejsc ogrodzonych takimi biało zielonymi szlabanami, za którymi są ... tereny polowań. "Namnaża" się tego tyle, że ja praktycznie nie mam gdzie się wybrać z koniem i muszę jeździć po ścieżkach przemysłowych leśnych, więc często spotykam na przykład Tiry, samochody, ciągniki itp. Na szczęście mój się nie boi, ale istnieją konie które na sam huk wydechu starego zdezelowanego Ursusa "uciekają na drzewo" ;) Więc dobrze zadbać o spokojne konie i zanim wykorzysta się je dla ludzi w agro, oswoić je ze wszystkimi urokami polskich wsi i miasteczek.
Bardzo mi przykro z powodu tej klaczy(choć te słowa mogą się wydać puste, ale tak jest) Taka głupota... Niezłą kare im wymyśliłaś ;)Ja kiedyś także popełniłam głupotę, ale na szczęście to ja zostałam ranna a nie koń. Pamiętam, że przez długi czas panicznie bałam się koni. Cóż, byłam mała, ale jak tylko zdałam sobie sprawę że to moja wina zapragnęłam znów je pokochać:). Wyjechałam na kolonię z końmi i od tamtego czasu powróciło to uczucie że moja przyszłość będzie związana z końmi(mam nadzieję, że mi się uda). Też masz to uczucie jak spojrzysz w oczy konia, że jesteś dla niego otwartą księgą? Jakby widział wszystko co czujesz i to rozumiał :)Doradź mi proszę co w takim razie powinnam zrobić skoro nie mam pola ?Facet do którego należała ta stajnia tylko handlował końmi i raz były na parę dni potem znów nic więc nie potrzeba mu było, aby stale miał co dać jeść koniom. Myślałam nad pracą sezonową w stajni, właśnie nad sprzątaniem itd. w zamian za jazdę. Tylko nie bardzo wiem na czym wszystko będzie polegało bo co ja właściwie umiem przy koniach ;/
Hm.... jak nie ma pola, to najlepiej dokupić. A jeśli brak funduszy na to, to wydzierżawić, ale nie "na gębę" tylko na papierze wszystko mieć, najlepiej umowę np. 10 letnią. To że niewiele umiesz, nie oznacza że nie możesz pomagać. Ja na początku, uwierz, nie umiałam szczotki trzymać. Teraz, sprzątam boksy moich koni w godzinę, z zamieceniem stajni, wywożeniem odchodów i brudnej słomy. (mam 2 konie, boksy mają wymiary 4mx4m i 4mx3,5m).Moja szefowa się śmiała, jak dziewczynki (te 3 fajne ;) ) na początku też zupełnie zielone przyjechały, a dwa dni potem po prostu umorusane w błocie i hmm, pozostałościach śmigały z taczkami, i mi NIE POZWALAŁY sprzątać, bo ja muszę mieć przecież siłę jeździć na niejakiej Sobocie (uwielbiały patrzeć jak jeżdżę, a ja się śmiałam że jazdy prawdziwej nie zobaczą patrząc na mnie ;) ). Ja je nauczyłam czyszczenia koni, wraz z kopytami.. w 3-4 dni, siodłanie opanowały po tygodniu ( wcześniej tylko patrzyły, nie chciałam ryzykować zapoprężenia.). Oczywiście, potem duma była. Osiodłały przecież konia ! ;)Dasz radę, wierz w siebie ;)
Dobra, przepraszam że w dwóch częściach, ale internet mi tu w lesie przerywa ;)Tak, mam to uczucie, ale mam również takie, że ja czytam z oczu konia. Co najmniej z moim Wikingiem ;)Przede wszystkim , siedź ile wlezie w różnych stajniach. Ja na przykład w jednej agroturystyce (tej z której wykupiłam moje konie) nauczyłam się jak... NIE postępować z końmi. Zrozumiałam, że to zwierzę ma uczucia, zaczęłam się zagłębiać w psychikę koni... Po roku koń stał u mnie w stajni, bo nie umieli sobie z nim poradzić i tylko ja mogłam go dosiąść (przepis był prosty. Ja nie używam bata i ostróg. a koń się ich panicznie bał.).No i najważniejsze : zawsze najpierw koń. bo jeśli koń się źle czuje, to nie ma pieniędzy z tego. (patrząc materialnie). No a dla każdego koniarza, patrząc moralnie - to wstyd i hańba (nie ma co nazywać się jeźdźcem), jeśli posiada zwierzę, a traktuje je jak przedmiot.
Dzięki :)Ja też uwielbiam patrzeć jak mój instruktor jeździ:D Za każdym razem przechodzą mnie dreszcze ekscytacji jak u małej dziewczynki i myśli, że ja też tak kiedyś będę. Niestety na razie muszę działać wyobraźnią bo jestem chora i do koni jak znam życie mama dopuści mnie po świętach ;(Myślisz że jak raz w tygodniu jeżdżę to mogę się do wakacji nauczyć się jeździć kłusem? Kiedyś jeździłam też raz w tygodniu do innej najbliższej stadniny oddalonej o jakieś 30 km przez pół roku i za wiele to się tam nie nauczyłam bo po 3 lekcjach na lonży instruktorka stwierdziła, że nie ma sensu abym wciąż tak jeździła i dała mnie do grupy w której sporo już dziewczyny umiały i było mi naprawdę głupio, że ja taki niewypał. Kiepsko zrobiła bo ja wciąż nic nie umiałam i tylko je spowalniałam... Teraz chodzę do znajomej stadniny, która dopiero od niedawna ma instruktora i choć nie jest to najbardziej doświadczony instruktor, to jest naprawdę świetny. Jeżdżę na lonży i mówi mi co robię źle lub radzi co zrobić powinnam. Nie mogę się doczekać lata aby móc tam chodzić jak najczęściej ;)Gratuluję nauczenia ich "jak trzymać szczotkę" :). Ostatnio cały czas myślę jak by to było uczyć kogoś właśnie opieki nad koniem i jaka z tego satysfakcja(jak na razie sama się muszę sporo nauczyć). Ile czasu już masz w ogóle doczynienia z końmi ? Czy taką pracę trudno jest dostać ?
A dzięki za gratulacje. ;)Ogromna satysfakcja. Polecam to uczucie. Te "gwiazdki" w oczach młodych amazonek, kiedy dowiadują się jakiejś ciekawostki... Bezcenne. Jakbym widziała siebie kilka lat temu. Ale dla mnie największą satysfakcja jest, kiedy dzięki mojej wpajaniu zasad na początku, jedna z dziewczynek mi spadła i bez mojej namowy podniosła się, sprawdziła czy jest cała, i nie zważając na podarte legginsy , poszła po konia, przeprosiła go i wsiadła od nowa, powtarzając ćwiczenie które jej się nie udało (pociągnęła nieświadomie za wodze , a konisko wierzgnęło.) Z końmi mam do czynienia od 4 lat, z czym na początku bałam się podejść (!) do konia. (wiem, kilka osób stwierdzi, że w takim razie mało umiem, ale jeździłam na całe wakacje jako pomoc instruktora, a w tym roku mnie wzięli jako "instruktora", trenowałam 2 tygodnie z trenerem, bo mi się udało...), swoje konie mam rok, wałacha pod siodło i młodego ogierka, oba to hucuły. Wiesz, pracę to szukałam na www.stadniny.pl w zakładce inne albo dam pracę. Ogólnie to mi się udało, bo mama miała pracować, a ja miałam mieć wakacje (z koniem, i instruktora do tego), ale nasz młodszy koń zachorował (poważna egzema letnia, z zatruciem organizmu toksynami owadzimi). Więc mama została, a ja pojechałam zarobić na leczenie konia i trochę sprzętu dla starszego wałacha (tego mojego Wikinga). Pracowałam w 2 agroturystykach (różne sezony, i letni i zimowy), a byłam chyba w 8-10. Na jazdach, do pracy jako "pomoc", i jako "klient" ;)
A do Twojego kłusa : Wszystko jest możliwe, ale wydaje mi się że Ci się uda. W końcu to jest te 27 jazd jeszcze chyba :))
no. uda się :)
Za co trzeba najwięcej płacić? Czego trzeba najwięcej robić? Czy uważasz że agroturystyka to w ogóle dobry wybór? Ile pieniędzy na konia wychodzi miesięcznie? Od ilu koni najlepiej zacząć?Ogólnie od czego zacząć ?
Najwięcej? Jak konisko jakieś zachoruje . To oczywiste ;)A tak jeśli są zdrowe, to idzie bardzo dużo na paszę dla zwierzaków no i trochę na pracowników. Zapełnienie lodówek w "kuchni" agroturystycznej to też od "zarąbania" pieniędzy. Najwięcej robić? Na początku, pierwsze 10 lat - zasuwać przy koniach, jazdach, ludziach. Potem wynajmujesz już pracowników, i musisz im patrzeć na ręce. Takie realia. Rzadko znajduje się dobrych, odpowiedzialnych ludzi dla których to prawdziwa pasja.Tak, dobry wybór, ale pod warunkiem, że na pierwszym miejscu nie będą stały pieniądze. Zawsze pamiętaj : najpierw koń, potem jeździec.Zależy jaki koń, ja mam dwa własne hucuły ( i olbrzymie pastwisko, około 3 ha, przenoszone co wyżrą połowę). I własne siano. Więc mnie ich utrzymanie kosztuje około 1700-2000 zł rocznie. (mam własną stajnię, gospodarstwo i około 13 ha ziemi.)Najlepiej zacząć od doświadczonych klaczy "profesorek", najlepiej ze 3-4. Musi być stadko, w razie gdy jedna jest np. obtarta, może chodzić druga. No i masz wtedy kilka koni, możesz je po jakimś czasie rozmnożyć. Polecam Ci kupienie koni różnych ras (mówię o tym, żeby miąły inny wzrost, ale spokojny temperament). Czyli np. Hucułka, Spokojna Wielkopolanka, Może jakaś hanowerka albo Haflingerka? Kucka islandka?
Bardzo chciałabym podporządkować koniom życie, mając ten swój mały świat. Tyle, że nie mam pojęcia skąd mogłabym wziąć na to wszystko pieniądze. Podrzucisz jakiś pomysł? Nie wiem jeszcze na jakie studia pójdę i czy na pewno pójdę. Instruktora zrobię na 100% tyle że jeśli uda mi się zdobyć jakąś pracę to podejrzewam iż nie uda mi się z tego jeszcze odkładać na własne gospodarstwo. Naturalnie nigdy nie wiesz czy ten pomysł się przyjmie i czy ludzie będą chodzić. Jest jeszcze jedno ale... stajnia jest obok naszego domu, a moja mama jest uczulona na konie ;( Gdy odbiera mnie z jazdy zawsze się śmieje że już jej gorzej. Boje się, że z powodu jej alergii to się nie spełni(oczywiście jej za to nie winię). Naturalnie nie ma co eksperymentować z jej zdrowiem. Ale załóżmy że się wyprowadzę to czy myślisz że udałoby mi się kupić ziemię i na tym zbudować stadninę? Wydaje mi się też że nasza ziemia jest też trochę za mała (jeden duży padok i jeden mniejszy) a myślę że nie byłoby możliwości tego powiększyć. Masz może jakieś rady na te problemy? Proszę... :(Powiedz mi jeszcze czy to że ja także mam drobną alergię na pyłki może mi przeszkodzić przy pracy z końmi? ( po prostu trochę psikam w okresie letnim) Przy szukaniu pracy?
Alergia na pyłki może Ci przeszkadzać przy np. karmieniu koni albo przy ścieleniu boksów, albo na placu jak będziesz prowadziła jazdy ( w lato na piachu niemiłosiernie się kurzy, ja złaziłam z naszego placu praktycznie czarna, i zasmarkana ;) ) Ale jeśli to tylko lekka alergia, to sobie troszkę popsikasz i tyle. Są środki przeciwalergiczne (takie krople do nosa, i są skuteczne).( w agro, w której pracowałam mój współpracownik miał takie, a jak mu się skończyły to automatycznie człowiek-trup. Miał straaaszną alergię na siano, pyłki , kurz... ) Co do finansów/ kupna ziemi.... Wiesz... Ja akurat na to pytanie nie mam pomysłu (chyba że dofinansowanie z Unii Europejskiej, na "rozwój małych firm" ) bo ja mam ziemię i nad tym się nie zastanawiałam. Możesz też skombinować sobie wspólnika ( z ziemią itp.), tylko że wtedy możecie się pokłócić i będzie ciąganie się po sądach itp. czyli bez sensu.A z mamą nie ma problemu chyba, nie musi przecież siedzieć w stajni albo przy koniach, a co najmniej nie często. A na odległość chyba jej nie szkodzi? (A wiedziałaś, że jest rasa koni na którą nikt nie reaguje alergicznie? Są to konie rasy Curly. Ich sierść nie jest alergenna nawet dla najgorszych alergików. Tylko że są one drogie.. i w Polsce nie do dostania. Są mało znane, ale mają też inną nazwę "Baszkir Curly" )
Problem w tym, że z nią problem będzie bo ona nie psika tylko ma astmę na sam zapach koni... A co do wielkości myślisz że to nie jest za mało do koni?(Padoki)Jakie były twoje ciekawe przygody z końmi?Żałujesz czasem, że wybrałaś taką ścieżkę życiową?Nie wiesz może jakie województwo najbardziej słynie z koni?
Czy koń nie może być sam, musi mieć towarzystwo?
Koń MUSI mieć towarzystwo. To jest zwierzę stadne. Mówię o Tobie że Ty na ten kurz psikasz (czy tam pyłki) ;)Na dwa konie (na początek. Powinno być ze 2- 1,5 hektara do wypasania. najlepiej podzielone na pół, żeby pasły się raz tam raz tam (np. w odstępach 1-2 tygodniowych, żeby trawa odrastała). no a do zbierania siana.. to akurat nie wiem, bo zbieraliśmy od nas i większość się popsuła (złe składowanie, mój ojciec się mądrzył i tyle z tego ma). Stawiam że z 6 ha powinno być.Ciekawe przygody? Masa. Aż za dużo pisać. Największą to chyba był pierwszy samotny teren (nie powinno się tak jeździć, ale nie mam innego wyboru żeby z koniem ćwiczyć pod siodłem, ale zawsze ustalam trasę i czas jej przebycie z rodzicami, jeżdżę terenami gdzie da się dojechać samochodem, w razie gdybym spadła i bym sobie krzywdę zrobiła, zawsze w kasku i zawsze z telefonem w kieszeni. ) Jechałam naokoło jeziora, i spotkałam moich (nie- konnych) znajomych ze szkoły , zaprosili mnie na grochówkę (ognisko mieli) a konia przywiązałam między dwoma drzewami (tzn, miałam przygotowane linki, jedną żeby rozpiąć ją między drzewami, a uwiąz przywiązałam do tej liny, żeby było jak przy koniowiązie. Koń ( mając poluzowany popręg, i będąc tylko w kantarze <ogłowie miałam przy sobie na ławeczce pod dachem>) stał na trawie i sobie jadł, ja konsumowałam grochówkę :) czyli raczej taki rajd. w domu nas nie było 3 godziny. Godzina w jedną i drugą stronę, postój też godzinny (nie śpieszyło nam się, w końcu weekend był). Nie nie żałuję. Mam przyjaciela na co najmniej pół swojego życia, który zawsze mnie akceptuje.Z tego co wiem, to Lubelskie, Mazowieckie i Wielkopolskie (te dwa ostatnie to "sportowce" , pierwsze to raczej zimnokrwiste i ślązaki) no i jest rejon znany z Koników Polskich .
Naszej ziemi wychodzi ok 2-3 ha. Myślisz że mogłoby to wystarczyć?
Trochę mało, jak chcesz mieć własne siano chociaż. Bo wtedy np. 1,5 ha na pastwisko i 1,5 na zbiory, a gdzie plac do jazdy? itp. ? Troszkę mało. mówię. 6 ha to takie optymalne...
Jak uważasz, co lepsze(w moim wypadku)? Mieć własne gospodarstwo agroturystyczne czy po prostu zatrudnić się w jakieś stadninie?
W Twoim przypadku, uważam że dobrze by było zatrudnić się w agroturystyce na kilka sezonów, zobaczyłabyś czy Ci tak tryb życia pasuje, a potem sama byś zdecydowała.